Drzwi otworzył nam Rob.
- O Jane.
Czy chcesz mi coś powiedzieć?
-Yyy.. nie?
Dlaczego pytasz?
-Może mnie przedstawisz.
-A no tak. To jest mój nowy znajomy, niestety bezimienny, a to jest Rob.
-Miło poznać.
-Mi również.
-To co Robie rozkręcamy imprezkę?
-No dawaj.- weszliśmy do środka. Mój nowy znajomy szedł tuż za mną. Czułam jego oddech na karku.
-Czego się Napijesz?
-eee.. piwo.
-Proszę-podałam mu butelkę, a sama chwyciłam jakiś kolorowy napój zrobiony przez Roba. Drink.
-Fuuj.. Boże Rob! czy ty się nigdy nie nauczysz że nie lubię drinków.?!
-Dobra sory, masz to.-podał mi mały kieliszek z przezroczystym płynem.
-Tak na pusty żołądek?- zapytał mnie bezimienny. Ha ha - jak to śmiesznie brzmi.
-James dziś Halloween daj siana.
-Jaki James?
-Jesteś moim Jamesem Bondem.
-Niech ci będzie.
-Robi! Daj piwo. Nie chce się z dzisiaj uwalić w trzy dupy.
-Jak
chcesz. - siedziałam z moim Jamesem (Xd) popijając piwo. Po jakimś
czasie on poszedł gdzieś i wrócił po 10 minutach z kolejnym piwem w
ręce.
-Zatańczymy?- wyrwał kiedy skończył pić drugie piwo.
-A chce ci się?
-Ehem.
-Ale mi się nie chce.
-To
ci się zachce. - odstawiając moje piwo na stół przerzucił mnie przez
ramię i zaniósł na środek salonu gdzie wszyscy tańczyli.
-To była prośba czy rozkaz?
-Raczej to drugie.
-Ale
o co ci koleś chodzi?- zaczęliśmy się razem śmiać. Przy tej piosence to
on tańczył a ja udawałam że tańczyłam machając w dziwny sposób rękami.
Pod koniec piosenki 'podciął mi nogi' łapiąc mnie pół metra nad ziemią, zapytał.
-To co? Zatańczysz ze mną?
-A mam wybór?
-Yyy.. nie?
-Więc to chyba było pytanie retoryczne.
-Możliwe.- podnosząc mnie podniósł do góry dwa palce coś w stylu 'AVE'.
Dopiero zrozumiałam o co chodzi kiedy poleciała o wiele wolniejsza piosenka.
-Ukartowałeś to?
-Nie skądże?
-Nie kłam.
-Nie potrafię kłamać.-mówiąc to zarzucił moje ręce sobie na ramiona, a swoje ręce położył mi na tali.
-Przytulany?
-A
mogę?- kiwnęłam twierdząco głową uśmiechając się. Chłopak przyciągnął
mnie do siebie, a ja wtulając się w niego zarzuciłam mu ręce na szyję.
To było cudowne uczucie. Przytulać kogoś, kogo teoretycznie się prawie w ogóle nie zna.
-Dlaczego co chwilę na mnie patrzysz?- zapytał pod koniec piosenki.
-Bo masz fajne oczy.
-Tak? To chyba jedyna rzecz która mi się w sobie podoba.
Siedzieliśmy sobie przy stoliku kiedy zobaczyłam Harrego. Nowy, a już się wkręcił na imprezę.
-Fuuj!
-Co?
-Spójrz.- wskazałam na chłopaka.-Co mówi ci wygląd tej dziewczyny w spódniczce?
-Bierz mnie.
-A jak byś ją określił jednym wyrazem.?
-yy..dziwka?
-Mądry chłopiec.
-Aż mi żal Harrego.
-Czemu?
-Ujebał się w trzy dupy i trafił na jakąś głupią laskę.
-Bywa.
-I co tak sobie będziesz siedziała?
-A co mam robić?
-Wyzwolić go od tej tapeciary?
-A czy ja mam na czole napisane 'POMOC SPOŁECZNA '.?
-Jeszcze nie, ale jak chcesz mogę napisać.
-Nie dzięki.
-Więc?
-Więc
co?- zaśmiałam się- sam się wpakował w gówno to niech sam wyjdzie, albo
jak ci tak zależy to sam idź i odbij seksownego Harrego tej
lasce.-poruszałam brwiami.
-A żebyś wiedziała że pójdę- wytknął mi język.
-Czekaj-złapałam go za rękę- ja pójdę-uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę lokatego.
-Ej
mała ten chłopak tam na kanapie mówił że jesteś śliczna, ale on jest
strasznie nieśmiały i wstydzi się odezwać. Może zagadasz?- zaśmiałam się
pod nosem.
-Ale ciacho.
Dzięki.
-Proszę-obróciłam się stronę Harrego.
-Dziękuje.
-Sam ją zaprosiłeś do tańca.
-Z daleka miała mniejszą tapetę.
-Harry..!
-Co?
-Ręka! jeszcze raz położysz mi rękę na dupie to..
-..to co?
-.. to zobaczysz jakie to niezbyt przyjemne uczucie poczuć moją rękę na swoim kroczu.
-Dla mnie to same przyjemności.
-Czyżby? A nie pamiętasz sytuacji ze szkoły?
-Yyy.. to ty! Precz siło nieczysta.
-Ale Harry.. no Chodź. zaznasz te trochę przyjemności.
-Jakiej przyjemności?
-No tej co w szkole.
-Ty
to nazywasz przyjemnością?- Podeszłam do niego, tak że nasze twarze
dzieliła odległość ok 10 cm i przejechałam dwa razy ręką po jego
policzku.
-Jak byś się zdecydował to przyjdź. - posłałam mu na koniec buziaka w powietrzu i odeszłam.
-Myślałem że już zginęłaś- zaśmiał się 'James'
-Nie, zbyt mały domek żeby się zgubić.
-co ty tak długo robiłaś?
-Uświadamiałam
Harrego że nie chciał by poczuć mojej ręki na swoim kroczu.- chłopak
zrobił minę WTF? o co chodzi? A ja wstałam i poszłam do toalety. Jak weszłam zobaczyłam jakiegoś czarnowłosego chłopaka który posuwał w
łazience jakąś laskę.
-Ej dzieci nie wygodniej by wam było na łóżku albo chociaż w wannie.
-Bejbe trochę prywatności- odpowiedział mi ten chłopak
-Dobra,
dobra już mnie nie ma. Tylko zamknijcie sobie drzwi bo miała moja mama przyjść po mnie. - po czym zamknęłam drzwi i usiadłam na krześle nie
daleko łazienki. Po kilku minutach wyszli ubrani i weszli do któregoś
pokoju, a ja miałam wolną łazienkę.
-No- uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam załatwić swoją potrzebę.
-Harry! Harry ruszaj dupę idziemy.
-Sio cie cało?
-Nic się nie stało. Idziemy do domu.
-Gdzie?
Ja nie che do tomu.- złapałam jego głowę i odciągnęłam do tylu tak żeby
na mnie spojrzał i uderzyłam go z liścia w policzek
-Co ty mi robisz?
-Budze cię, ale i tak nie ma takich efektów jak chciałabym.
Chodź ze mną.
-Gdzie?
-Będziemy się seksować.- uśmiechnęłam się pod nosem.
-Kotku nie mam siły na sex.
-A taka szkoda. Jesteś taki seksowny i pociągający że przez ciebie mam kisiel w gaciach- wybuchnęłam śmiechem.
-Wow!
-Chodź idziemy na lody.
-Chyba chciałaś powiedzieć: Chodź zrobię ci loda.
-Sam powiedziałeś że nie masz ochoty na sex.
-Podnieciłaś mnie.
-Przykro
mi ale teraz ja nie mam siły. - i puściłam go udając że nie mam siły, a
on był tak piany że się przewrócił z hukiem na płytki w łazience. Ja za
to wzięłam słuchawkę, odkręciłam lodowatą wodę i skierowałam ją w
stronę głowy Harrego.
Reakcja Harrego była wybuchowa.
-Co ty robisz? Zobacz co zrobiłaś z moimi loczkami?
-Od zmoczenia loczków się nie umiera -zaśmiałam się
-Teraz mi wysuszysz włoski.
-Ale teraz przynajmniej kontaktujesz i idzie się z tobą dogadać.
-Nie gadam z tobą.
-Kotku nie denerwuj się.
-Foch Forever
-Dobra- Harry usiadł na wannie zakładając ręce na piersi. Starłam wodę którą rozlałam podczas 'cucenia'.
-Słodko wyglądasz jak ci kropelki wody spływają po policzkach- schyliłam się i starłam kilka kropelek.
-Nie kuś bo cię pocałuje.
-A co ja wąż na drzewie a ty Ewa w raju?
-Grabisz sobie.
-Marudzisz.- wysuszyłam Harremu włosy które zaraz potem zwinęły się w loczki.
-Dasz radę sam zejść czy zawołać mojego kumpla?
-Sam pójdę.
-Okay.-
Harry wstał i postawił jeden krok, dwa myślę sobie że jest dobrze, ale
po trzecim kroku się przewracał więc go wzięłam pod rękę i sprowadziłam
go po schodach.
Dobrze że już praktycznie nikogo nie było, bo jak by nie było jest już 5:00 rano.
Zadzwoniłam po taksówkę.
-Chciałabym
zamówić taksówkę. - telefon odebrała jakaś starsza kobieta. Podałam
adres, z czego dowiedziałam się że muszę poczekać 20 minut bo są korki w
mieście.
-Co? 20 minut. Proszę pani ja nie mogę stać ja jestem w ciąży mi nogi puchną.
-Dobrze proszę poczekać 5 minut.
-No.- uśmiechnęłam się zadowolona ze swoich działań.
-Ty jesteś w ciąży?- nagle pojawił się James.
-Zwariowałeś? Brakuje mi jeszcze dziecka.
-To po co tak mówisz?
-Yyy.. Bo szybciej taksówka przejeżdża.
-Cwane.
-szkoda ze nie mogę być kobietą. - nagle odezwał się Harry .
-Chyba byś nie chciał.
-o Harry myślałem że już pojechałeś.
-Nie, jadę z nią.
-Tak? Nic mi o tym nie wiadomo. - droczyłam się z nim.
-No proszę.
-Dobra już nie marudź. Śpij.
-Paczaj jest już nasza taksówka.
-Jedziesz z nami?- zapytałam Jamesa
-Ehem.
-Najpierw odwieziemy Harrego, potem Ciebie a na końcu ja wysiądę.
-Zabiorę Harrego do siebie.
-Jak chcesz. Daleko jest stąd do ciebie?
-bez korków na drodze pół godziny.
-Więc
jedźmy.- w samochodzie było bardzo ciepło- to chyba zasługa ogrzewania.
Co sprawiło że zachciało mi się spać szczególnie po tak długiej
imprezie. Starałam się ogarnąć żeby nie zasnąć, lecz niestety zasnęłam.
_________________________________________________________________________
Cześć wszystkim :p
Wasze komentarze pod ostatnim postem zmotywowały mnie do szybszego dodania rozdziału. Dziękuje wszystkim ;*
Jak zauważyliście, nie zdradzę jeszcze kim jest tajemniczy chłopak, ale przynajmniej ma jakieś imię ;d
Mam nadzieję, że podobają wam się dialogi między Janette, a Harrym xd.
Chociaż z tamtego rozdziału byłam bardziej zadowolona to i tak ten nie należy do moich najgorszych.
Specjalnie dla Majki , która ostatnio mi marudziła, że poprzedni rozdział był za krótki ten jest dłuższy ;D
Kocham
wtorek, 30 października 2012
niedziela, 28 października 2012
Dla Ciebie mogę mieć na imię jak chcesz - #6 cz. II
Rano obudziłam się o 8:48. (w Londynie lekcje rozpoczynają się o 9:00) Przeklnęłam pod nosem, bo wiedziałam że nie zdążę na pierwszą lekcję. Na
spokojnie wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie. Za oknem znów padało i
wiał wiatr co mogło zwiastować burzę. Wybrałam jak zwykle dżinsy,
znalazłam mój ulubiony czarny t-shirt z napisem ' HUG ME ' (przytul
mnie) i grubą niebieską bluzę. W związku iż był już ostatni dzień
października, dzisiaj 31, dzisiaj Halloween. Ale Fajnie! Dzisiaj imprezka u Roba (ochroniarz w sql). Na pewno będzie połowę ludzi ze
szkoły. Mam nadzieję że nie będzie żadnych nauczycieli. No jedynie
gościu od Matmy- z nim się chyba wszyscy trzymają.
Pewnie niedługo zacznie padać śnieg, niedługo święta, wolne od szkoły, spędzimy te święta w domu mam nadzieję.
Założyłam conversy, kurtkę, wzięłam plecak i wyszłam. Do przystanku miałam 10 minut drogi, ale kolejne 10 musiałam czekać na autobus, kolejne 10 jechałam i kolejne 10 szłam z przystanku do szkoły więc do szkoły weszłam 5 minut przed dzwonkiem na drugą lekcję.
-Cześć Rob.
-No Siema.
-Czy chcesz mi coś powiedzieć?
-Yyy.. Nie?
Dlaczego pytasz?
-Bo dzisiaj 31 października i dziś jest...?
-I dziś jest Halloween.
-No właśnie. To chcesz mi coś powiedzieć?
-Tak, że zapraszam cię na imprezę do mnie.
-No grzeczny chłopiec- poklepałam go po głowie i pokierowałam się w stronę sali w której miałam mieć drugą lekcję.
Kiedy spostrzegłam dyrektora idącego w moją stronę- widziałam że coś jest nie tak. Tylko jeszcze nie widziałam co.
-Zapraszam do mojego gabinetu. - zrobiłam wielkie oczy ale w końcu poszłam za nim.
-Siadaj.-rzucił lekko wkurzony. Zrobiłam jak kazał.
-Nie wiem kim jesteś i co sobie wyobrażasz ale to już przechodzi ludzkie pojęcie. Zawsze byłaś normalną dziewczyną, wczoraj no rozumiem coś ci nie pasowało no uderzyłaś tego chłopaka piłką, już nawet puściłem cię wcześniej żebyś go poszła przeprosić. Zdążyłaś wyjść a tu wpada dziewczyna z całym zakrwawionym nosem i mówi że ją pobiłaś. Nie, nie, nie. Nie próbuj się wykręcać mam świadków.
-A co miałam siedzieć i patrzeć jak wzywa mnie i moją rodzinę.
-Nie, ale mogłaś to zgłosić wychowawcy albo mi. W każdym bądź razie dosyć już tego zostajesz wyrzucona z tej szkoły.
-I co miałam przyjść i panu powiedzieć że zostałam zgwałcona, nikt mi nie wierzy, rodzice się zdradzają i wszyscy mnie mają w dupie?- w tym momencie stanęły mi łzy w oczach. - pan też mi nie wierzy. Mam w dupie pana i pana szkołę.
Szybko wstałam wzięłam swój plecak i wybiegłam ze szkoły nie zwracając uwagi że nie wzięłam kurtki z szatni.
Łzy leciały mi same po policzkach. Byłam zła na Dyrka. Co ja pieprze! Byłam na niego wściekła. Coraz szybciej szłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie idę. Musiałam gdzieś posiedzieć i poczekać do imprezy u Roba.
W pewnym momencie poczułam mocne uderzenia Omg. To ja na kogoś wpadłam , i ten ktoś, a był to jakiś chłopak objął mnie swoimi ramionami i przytulił. Mogłam się mu wyrwać szczególnie po tym.. Po tym gwałcie. Wystraszyłam się na początku, bo cóż można spodziewać się po takim chłopaku? Jednakże potrzebowałam tego żeby ktoś mnie przytulił, choć przez chwilę poczuć się bezpieczna.
-Cii..już dobrze.- Nie rozumiałam naprawdę dlaczego przytulił mnie i pocieszał, ale o nic nie pytałam tylko tuliłam twarz w jego tors. On usiadł na ławce i nie wpuszczając mnie z objęć nucił sobie jakąś piosenkę, bujając nas w rytm. Zrobiło mi się strasznie cieplutko, co z tym się wiązało że robiłam się coraz bardziej d senna. Zarzuciłam mu ręce na szyję i wtulając się w niego jeszcze bardziej - zasnęłam.
Obudziłam się była już godzina 8 pm. Wystraszyłam się bo nie wiedziałam gdzie jestem. Spojrzałam na telefon na szczęście nie miałam żadnych wiadomości. Usiadłam na kanapie nie odkrywając się kocem przeczesałam ręką włosy. Zadzwoniłam do mamy, ale nie odbierała więc zostawiam jej wiadomość na poczcie głosowej.
-Hej mamo. Nie wrócę na noc, nie musisz się o mnie martwić niczego głupiego nie zrobię. Narazie.
W tym momencie poczułam mocny ból w głowie. To chyba nadmiar płaczu go spowodował. Po chwili pojawił się ten sam chłopak który przedtem mnie przytulił. Dopiero teraz zauważyłam napis na jego bluzce 'FREE HUGS' (Darmowe przytulanie) i zrozumiałam o co chodzi. Przysiadł delikatnie na kanapie, ale się nie odezwał. Delikatnie podniosłam koc on tylko się uśmiechnął i usiadł obok mnie. Przykryłam nas obu kocem a on znów mnie przytulił. I znów poczułam to samo ciepło bijące od niego.
Nie znam go ale już wiem że jest wspaniały. Nie odzywał się, nie zadawał zbędnych pytań tylko dawał to poczucie bezpieczeństwa.
-Dziękuje.- pocałowałam go w policzek. Nie wiem czemu to zrobiłam ale bardzo chciałam go pocałować. On przyciągnął mnie do siebie i.. i.. i.. Jeszcze mocniej mnie przytulił. Jakby bał się że mu ucieknę.
-Jak masz na imię?- zapytałam po chwili.
-Nie ważne. Dla ciebie mogę mieć na imię jak chcesz.
-Dlaczego mnie w parku przytuliłeś?
-Bo płakałaś i Miałaś bluzkę z napisem 'hug me', a ja miałem 'Free hugs ' więc cię przytuliłem.- ogarnął mój kosmyk włosów.
-Jesteś cudowny dlatego że nie zadawałeś głupich pytań, nie pytałeś o nic tylko po prostu przytuliłeś. Brakowało mi tego. Nie ciekawi cię dlatego płakałam.?
-Jak byś chciała to byś mi sama powiedziała.
-Naprawdę nie wiem jak ci za to wszystko podziękować, mogę ci się jakoś odwdzięczyć?
-W sumie.. Dziś mamy Halloween .
-Jeśli chcesz idę dzisiaj na imprezę, z okazji Halloween możesz iść ze mną.
To jak?
-Daj mi 10 minut.
-Okay.- uśmiechnęłam się do niego, a po chwili on zniknął na schodach prowadzących na górę.
_______________________________________________________________
No siema :p
Dziękuje za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem :)
Szczerze mówiąc jestem strasznie zadowolona z tego rozdziału ;D Na tym blogu jak i na tamtym w następnym rozdziale będzie opis imprezy.
Wiem, że się nie domyślacie, ani nie wiecie o kim jest mowa w tym rozdziale bo nie ma opisu wyglądu ani imienia, ale o tym się wkrótce dowiecie :p
Kocham <3
Karlee.
Pewnie niedługo zacznie padać śnieg, niedługo święta, wolne od szkoły, spędzimy te święta w domu mam nadzieję.
Założyłam conversy, kurtkę, wzięłam plecak i wyszłam. Do przystanku miałam 10 minut drogi, ale kolejne 10 musiałam czekać na autobus, kolejne 10 jechałam i kolejne 10 szłam z przystanku do szkoły więc do szkoły weszłam 5 minut przed dzwonkiem na drugą lekcję.
-Cześć Rob.
-No Siema.
-Czy chcesz mi coś powiedzieć?
-Yyy.. Nie?
Dlaczego pytasz?
-Bo dzisiaj 31 października i dziś jest...?
-I dziś jest Halloween.
-No właśnie. To chcesz mi coś powiedzieć?
-Tak, że zapraszam cię na imprezę do mnie.
-No grzeczny chłopiec- poklepałam go po głowie i pokierowałam się w stronę sali w której miałam mieć drugą lekcję.
Kiedy spostrzegłam dyrektora idącego w moją stronę- widziałam że coś jest nie tak. Tylko jeszcze nie widziałam co.
-Zapraszam do mojego gabinetu. - zrobiłam wielkie oczy ale w końcu poszłam za nim.
-Siadaj.-rzucił lekko wkurzony. Zrobiłam jak kazał.
-Nie wiem kim jesteś i co sobie wyobrażasz ale to już przechodzi ludzkie pojęcie. Zawsze byłaś normalną dziewczyną, wczoraj no rozumiem coś ci nie pasowało no uderzyłaś tego chłopaka piłką, już nawet puściłem cię wcześniej żebyś go poszła przeprosić. Zdążyłaś wyjść a tu wpada dziewczyna z całym zakrwawionym nosem i mówi że ją pobiłaś. Nie, nie, nie. Nie próbuj się wykręcać mam świadków.
-A co miałam siedzieć i patrzeć jak wzywa mnie i moją rodzinę.
-Nie, ale mogłaś to zgłosić wychowawcy albo mi. W każdym bądź razie dosyć już tego zostajesz wyrzucona z tej szkoły.
-I co miałam przyjść i panu powiedzieć że zostałam zgwałcona, nikt mi nie wierzy, rodzice się zdradzają i wszyscy mnie mają w dupie?- w tym momencie stanęły mi łzy w oczach. - pan też mi nie wierzy. Mam w dupie pana i pana szkołę.
Szybko wstałam wzięłam swój plecak i wybiegłam ze szkoły nie zwracając uwagi że nie wzięłam kurtki z szatni.
Łzy leciały mi same po policzkach. Byłam zła na Dyrka. Co ja pieprze! Byłam na niego wściekła. Coraz szybciej szłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie idę. Musiałam gdzieś posiedzieć i poczekać do imprezy u Roba.
W pewnym momencie poczułam mocne uderzenia Omg. To ja na kogoś wpadłam , i ten ktoś, a był to jakiś chłopak objął mnie swoimi ramionami i przytulił. Mogłam się mu wyrwać szczególnie po tym.. Po tym gwałcie. Wystraszyłam się na początku, bo cóż można spodziewać się po takim chłopaku? Jednakże potrzebowałam tego żeby ktoś mnie przytulił, choć przez chwilę poczuć się bezpieczna.
-Cii..już dobrze.- Nie rozumiałam naprawdę dlaczego przytulił mnie i pocieszał, ale o nic nie pytałam tylko tuliłam twarz w jego tors. On usiadł na ławce i nie wpuszczając mnie z objęć nucił sobie jakąś piosenkę, bujając nas w rytm. Zrobiło mi się strasznie cieplutko, co z tym się wiązało że robiłam się coraz bardziej d senna. Zarzuciłam mu ręce na szyję i wtulając się w niego jeszcze bardziej - zasnęłam.
Obudziłam się była już godzina 8 pm. Wystraszyłam się bo nie wiedziałam gdzie jestem. Spojrzałam na telefon na szczęście nie miałam żadnych wiadomości. Usiadłam na kanapie nie odkrywając się kocem przeczesałam ręką włosy. Zadzwoniłam do mamy, ale nie odbierała więc zostawiam jej wiadomość na poczcie głosowej.
-Hej mamo. Nie wrócę na noc, nie musisz się o mnie martwić niczego głupiego nie zrobię. Narazie.
W tym momencie poczułam mocny ból w głowie. To chyba nadmiar płaczu go spowodował. Po chwili pojawił się ten sam chłopak który przedtem mnie przytulił. Dopiero teraz zauważyłam napis na jego bluzce 'FREE HUGS' (Darmowe przytulanie) i zrozumiałam o co chodzi. Przysiadł delikatnie na kanapie, ale się nie odezwał. Delikatnie podniosłam koc on tylko się uśmiechnął i usiadł obok mnie. Przykryłam nas obu kocem a on znów mnie przytulił. I znów poczułam to samo ciepło bijące od niego.
Nie znam go ale już wiem że jest wspaniały. Nie odzywał się, nie zadawał zbędnych pytań tylko dawał to poczucie bezpieczeństwa.
-Dziękuje.- pocałowałam go w policzek. Nie wiem czemu to zrobiłam ale bardzo chciałam go pocałować. On przyciągnął mnie do siebie i.. i.. i.. Jeszcze mocniej mnie przytulił. Jakby bał się że mu ucieknę.
-Jak masz na imię?- zapytałam po chwili.
-Nie ważne. Dla ciebie mogę mieć na imię jak chcesz.
-Dlaczego mnie w parku przytuliłeś?
-Bo płakałaś i Miałaś bluzkę z napisem 'hug me', a ja miałem 'Free hugs ' więc cię przytuliłem.- ogarnął mój kosmyk włosów.
-Jesteś cudowny dlatego że nie zadawałeś głupich pytań, nie pytałeś o nic tylko po prostu przytuliłeś. Brakowało mi tego. Nie ciekawi cię dlatego płakałam.?
-Jak byś chciała to byś mi sama powiedziała.
-Naprawdę nie wiem jak ci za to wszystko podziękować, mogę ci się jakoś odwdzięczyć?
-W sumie.. Dziś mamy Halloween .
-Jeśli chcesz idę dzisiaj na imprezę, z okazji Halloween możesz iść ze mną.
To jak?
-Daj mi 10 minut.
-Okay.- uśmiechnęłam się do niego, a po chwili on zniknął na schodach prowadzących na górę.
_______________________________________________________________
No siema :p
Dziękuje za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem :)
Szczerze mówiąc jestem strasznie zadowolona z tego rozdziału ;D Na tym blogu jak i na tamtym w następnym rozdziale będzie opis imprezy.
Wiem, że się nie domyślacie, ani nie wiecie o kim jest mowa w tym rozdziale bo nie ma opisu wyglądu ani imienia, ale o tym się wkrótce dowiecie :p
Kocham <3
Karlee.
wtorek, 23 października 2012
Nie wyczuwasz tego sarkazmu?- #6 cz. I
Jak dobrze że przebieralnia damska i męska była osobno, tak to daje sobie
rękę uciąć, że ten zboczuch by mnie podglądał. Nie czekając na Harrego
poszłam na basen. Zmierzając w stronę jacuzzi miałam tory, mnóstwo
dzieci stanowisko ratownika, a na nim: uśmiechniętych, zadowolonych i
roześmianych dwóch młodych gości. Jak na moje oko byli zaraz po
studiach, ale to jakoś mało specjalnie mnie obchodzi. Rozkoszowałam się
bąbelkami które delikatnie łaskotały moje ciało. Z jednej strony chciało
mi się śmiać, a z drugiej strony było to takie przyjemne.
Teraz naszła mnie myśl: skąd Harry wiedział jaki noszę rozmiary bikini? Oto jest pytanie. Co ciekawsze było jeszcze z metką, niestety bez ceny. Zapewne nie jest to bikini ' z wyższej półki ' że tak ujmę, albo coś w tym stylu. Słyszałam śmiech Harrego kiedy szedł. Miałam ochotę się schować w jacuzzi ale podejrzewam że przez bąbelki i tak bym wypłynęła na powierzchnie więc sensu nie widzę. Lepszym pomysłem było wepchnąć go do basenu. Kiedy ten zadowolony i uśmiechnięty szedł sobie ja wskoczyłam mu na plecy jednocześnie wpadliśmy do basenu.
Wiem że mnie za to Zabiję, ale jakoś zbytnio się tym nie przejmuje.
-Czyś ty zwariowała?- rzucił próbując być poważny.
-Nie. Jesteś taki seksowny w tych mokrych włosach.
-No ba.
-Nie wyczuwasz tego sarkazmu?
-A co to jest?
-Wiaderko. Chodź już nie marudź.
-Gdzie idziemy?
-Na zjeżdżalnie. Kto pierwszy!
-Ey to nie fair. - ruszyłam w stronę zjeżdżalni po schodach.
-Tylko się nie Zabij pokrako.
-Martw się o siebie bejbe. - jak dobiegłam było akurat zielone światełko więc szybko wskoczyłam do zjeżdżali, zadowolona ze swojej wygranej. Po chwili usłyszałam krzyk..yy..Harrego. Debil wskoczył na czerwonym świetle. Zaczęłam szybciej przegarniać rękami wodę,z myślą że Harry mnie nie dogoni.
Wychodząc z basenu nie mogłam powstrzymać napadu śmiechu. Włoski Harrego były tak niesforne że wręcz słodkie.
Weszliśmy do jakiejś cieplej kawiarenki.
-Co podać?
-Dwie gorące czekolady.- odpowiedział Harry również za mnie.
-Coś jeszcze?
-Nie, dziękujemy.-kiedy kelnerka odeszła wyjęłam telefon w celu odczytania kolejnej wiadomości od ojca niby dla Perrie. - w tym momencie Wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-Co cię tak bawi?
-Nic takiego. -Odpowiedziałam z sarkazmem.
-Ah! Pokaż to.- wyrwał mi telefon z ręki.
-Ej nie..
- 'Kotku czemu się nie odzywasz? Martwię się o Ciebie. Kocham cię'
-..nauczyli cię że się nie czyta czyiś wiadomości.
-WTF? Co cię tak śmieszy?
-Ta wiadomość.
-Niby dlaczego? Jest bardzo romantyczna. Widać że twój chłopak się o ciebie martwi i cię mocno kocha.
Tak po za tym: nie chwaliłaś się że masz chłopaka.
-Yyy.. Bo nie mam?
-To od kogo Ta wiadomości.?
-Od mojego ojca?
-WTF.? To nie brzmi jak wiadomość do córki.
-Yyy.. Bo ja to nie ja.
-Jak ty to nie ty, skoro ty to ty?.
-Mój ojciec myśli że ja to nie ja.
-Wytłumaczysz?
-Zbyt skomplikowane dla twojego mózgu.
-Grabisz sobie?
-Tak? Nie zauważyłam.
-Powiesz mi coś w końcu?
-Może kiedyś.- w tym momencie kelnerka przyniosła zamówienia.
-Nie lubię tej tajemniczości. , kontynuował Harry.
-Wiesz, zwykle byłam znana z tego że walę prosto z mostu.
-coraz bardziej mi się podobasz.
-WTF? Weź się schowaj.-tak jak u Harrego w domu tak i teraz rozmowa zeszła na temat sexu. Harry się nieźle nakręcił, gadał jak najęty. Szczerze? Wkurzało mnie to już.
-Fajnie, fajnie, ale już cię mam dosyć. Chcesz to sobie siedź, ja idę do parku.
-Ej no poczekaj!
-Streszczaj się.
-Już. Idziemy. - szliśmy tak w milczeniu przez park.
-wiesz co? Mam pomysł.
-no. Już się boję.
-idziemy na London Eye.
-Hę? Teraz? Przecież już jest ciemno, ja się boję.
-oj tam. Nocą z London Eye są najładniejsze widoki na miasto.
- Niech ci będzie.
-Dzięki za wspaniały wieczór?
-To tak w ramach przeprosin. Myślę że przeprosiny przyjęte.
-Niech ja pomyśle..- popukał się palcem po policzku.
-Bicz! Zabiję.- zbliżyłam się do niego celem pocałowania go w policzek, ale przypuszczałam że bd chciał obrócić głowę i mnie pocałować w usta. Ta.. Stare sztuczki. W ostatnim momencie położyłam mu rękę na buzi, sprawiając że Harry pocałował wewnętrzną cześć mojej dłoni.
-Jesteś okrutna.
-Trzymam się zasad.
Bay!
-Ej a buziak?!
-Straciłeś swoją szansę- odkrzyknęłam zamykają drzwi wejściowe mojego domu.
________________________________
No siema ;D
Nie wiem od czego zacząć, najlepiej od początku:
Więc dodałam taki krótki, i tak późno, bo straciłam chęci do pisania ;/
Odwołując się do fragmentu rozdziału 'Wiesz, zwykle byłam znana z tego że walę prosto z mostu.' posłużę się tą zasadą:
widze jak ten blog pada: coraz mniej komentarzy, nie mówiąc o wyświetleniach, ale obiecałam sobie że dociągnę już te dwa blogi do końca i dam sobie z tym spokój: nie moja historia, nie moja bajka.
I proszę was, nie piszcie mi że ten blog osiągnie taka popularność jak http://carrot-world-with-king-of-carrots.blogspot.com/ . To tak samo jak ja bym powiedziała, że nigdy nie założe full capa. Myślałam że mówimy o rzeczach nie możliwych.
Karlee.
Teraz naszła mnie myśl: skąd Harry wiedział jaki noszę rozmiary bikini? Oto jest pytanie. Co ciekawsze było jeszcze z metką, niestety bez ceny. Zapewne nie jest to bikini ' z wyższej półki ' że tak ujmę, albo coś w tym stylu. Słyszałam śmiech Harrego kiedy szedł. Miałam ochotę się schować w jacuzzi ale podejrzewam że przez bąbelki i tak bym wypłynęła na powierzchnie więc sensu nie widzę. Lepszym pomysłem było wepchnąć go do basenu. Kiedy ten zadowolony i uśmiechnięty szedł sobie ja wskoczyłam mu na plecy jednocześnie wpadliśmy do basenu.
Wiem że mnie za to Zabiję, ale jakoś zbytnio się tym nie przejmuje.
-Czyś ty zwariowała?- rzucił próbując być poważny.
-Nie. Jesteś taki seksowny w tych mokrych włosach.
-No ba.
-Nie wyczuwasz tego sarkazmu?
-A co to jest?
-Wiaderko. Chodź już nie marudź.
-Gdzie idziemy?
-Na zjeżdżalnie. Kto pierwszy!
-Ey to nie fair. - ruszyłam w stronę zjeżdżalni po schodach.
-Tylko się nie Zabij pokrako.
-Martw się o siebie bejbe. - jak dobiegłam było akurat zielone światełko więc szybko wskoczyłam do zjeżdżali, zadowolona ze swojej wygranej. Po chwili usłyszałam krzyk..yy..Harrego. Debil wskoczył na czerwonym świetle. Zaczęłam szybciej przegarniać rękami wodę,z myślą że Harry mnie nie dogoni.
Wychodząc z basenu nie mogłam powstrzymać napadu śmiechu. Włoski Harrego były tak niesforne że wręcz słodkie.
Weszliśmy do jakiejś cieplej kawiarenki.
-Co podać?
-Dwie gorące czekolady.- odpowiedział Harry również za mnie.
-Coś jeszcze?
-Nie, dziękujemy.-kiedy kelnerka odeszła wyjęłam telefon w celu odczytania kolejnej wiadomości od ojca niby dla Perrie. - w tym momencie Wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-Co cię tak bawi?
-Nic takiego. -Odpowiedziałam z sarkazmem.
-Ah! Pokaż to.- wyrwał mi telefon z ręki.
-Ej nie..
- 'Kotku czemu się nie odzywasz? Martwię się o Ciebie. Kocham cię'
-..nauczyli cię że się nie czyta czyiś wiadomości.
-WTF? Co cię tak śmieszy?
-Ta wiadomość.
-Niby dlaczego? Jest bardzo romantyczna. Widać że twój chłopak się o ciebie martwi i cię mocno kocha.
Tak po za tym: nie chwaliłaś się że masz chłopaka.
-Yyy.. Bo nie mam?
-To od kogo Ta wiadomości.?
-Od mojego ojca?
-WTF.? To nie brzmi jak wiadomość do córki.
-Yyy.. Bo ja to nie ja.
-Jak ty to nie ty, skoro ty to ty?.
-Mój ojciec myśli że ja to nie ja.
-Wytłumaczysz?
-Zbyt skomplikowane dla twojego mózgu.
-Grabisz sobie?
-Tak? Nie zauważyłam.
-Powiesz mi coś w końcu?
-Może kiedyś.- w tym momencie kelnerka przyniosła zamówienia.
-Nie lubię tej tajemniczości. , kontynuował Harry.
-Wiesz, zwykle byłam znana z tego że walę prosto z mostu.
-coraz bardziej mi się podobasz.
-WTF? Weź się schowaj.-tak jak u Harrego w domu tak i teraz rozmowa zeszła na temat sexu. Harry się nieźle nakręcił, gadał jak najęty. Szczerze? Wkurzało mnie to już.
-Fajnie, fajnie, ale już cię mam dosyć. Chcesz to sobie siedź, ja idę do parku.
-Ej no poczekaj!
-Streszczaj się.
-Już. Idziemy. - szliśmy tak w milczeniu przez park.
-wiesz co? Mam pomysł.
-no. Już się boję.
-idziemy na London Eye.
-Hę? Teraz? Przecież już jest ciemno, ja się boję.
-oj tam. Nocą z London Eye są najładniejsze widoki na miasto.
- Niech ci będzie.
-Dzięki za wspaniały wieczór?
-To tak w ramach przeprosin. Myślę że przeprosiny przyjęte.
-Niech ja pomyśle..- popukał się palcem po policzku.
-Bicz! Zabiję.- zbliżyłam się do niego celem pocałowania go w policzek, ale przypuszczałam że bd chciał obrócić głowę i mnie pocałować w usta. Ta.. Stare sztuczki. W ostatnim momencie położyłam mu rękę na buzi, sprawiając że Harry pocałował wewnętrzną cześć mojej dłoni.
-Jesteś okrutna.
-Trzymam się zasad.
Bay!
-Ej a buziak?!
-Straciłeś swoją szansę- odkrzyknęłam zamykają drzwi wejściowe mojego domu.
________________________________
No siema ;D
Nie wiem od czego zacząć, najlepiej od początku:
Więc dodałam taki krótki, i tak późno, bo straciłam chęci do pisania ;/
Odwołując się do fragmentu rozdziału 'Wiesz, zwykle byłam znana z tego że walę prosto z mostu.' posłużę się tą zasadą:
widze jak ten blog pada: coraz mniej komentarzy, nie mówiąc o wyświetleniach, ale obiecałam sobie że dociągnę już te dwa blogi do końca i dam sobie z tym spokój: nie moja historia, nie moja bajka.
I proszę was, nie piszcie mi że ten blog osiągnie taka popularność jak http://carrot-world-with-king-of-carrots.blogspot.com/ . To tak samo jak ja bym powiedziała, że nigdy nie założe full capa. Myślałam że mówimy o rzeczach nie możliwych.
Karlee.
niedziela, 14 października 2012
Zgasiłeś mnie - #5
-Debilu puszczaj!
-Ale dlaczego? Chyba ci wygodnie. Do tego nie musisz iść o własnych nogach tylko cię niosę. Powinnaś mi się odwdzięczyć jakimś całusem.
-Przez papierek?
-Niee! Chcesz to ci pokaże jak to się robi.
-Nie. Nawet się nie zbliżaj.
-Nie to nie. Chyba nie wiesz co to znaczy całować się z Harrym Stylesem.
-O niczym innym nie marzę. O Boże! Ludzie! Sam Harry Styles mnie niesie na rękach! Słabo mi, mdleję. Dajcie wody.- zaczęłam udawać, przy czym jednocześnie próbując powstrzymać powagę, co mi niezbyt wychodziło. Wisząc na ramieniu Harrego jak na zawołanie zobaczyłam grupkę dziewczyn biegnącą w naszą stronę.
-Ups..- wyrwało mi się po cichu.
-Teraz to 'Ups' Mogłaś pomyśleć wcześniej. Teraz musimy biec.
-Chyba sobie żartujesz.
-Nie- powiedział z szyderczym spojrzeniem.
-Harry..Harry. Niedobrze mi, postaw mnie.- nawet sobie nie wyobrażacie w jakim szybkim tempie Harry postawił mnie na ziemi.
-Ahaha! Harry ciota, wyruchał kota.- zaczęłam krzyczeć do niego jednocześnie uciekając.
-Ey! Ja lubię koty.
-Jasne! Chodź tu i mnie sobie weź. - muszę przyznać że Harry szybko biega, a ja szczerze mówiąc nie miałam już siły więc zaczęła wdrapywać się na drzewo.
-Co ty robisz?
-Nic.
-To po co siedzisz na drzewie?
-Eh.. Wy mężczyźni. To takie trudne domyślić się czegoś?
-W moim przypadku: na pewno.
-Idź się schowaj.
-To zejdź z tego durnego drzewa.
-Właśnie po to tu weszłam bo wiem że ty tu nie wejdziesz, a po za tym nie miałam siły żeby dalej uciekać.
-Ja nie wejdę? Ha ha- dobre sobie. Z koordynacją jeszcze problemów nie mam, z kondycją też nie.
-Nawet na taką osobę nie wyglądasz.
-Więc w czym problem?
-Spójrz na siebie.
-No i?
-No i co widzisz?
-Przystojnego, umięśnionego, seksownego chłopaka, o brązowych loczkach i zielonych oczach.
Ubranego w jasne ubrania.
-Więc co z tego wynika?
-Że ci się podobam?
-Nie. Że jesteś idiotom- uderzyłam się otwartą ręką w czoło.
-Ey! Nie jestem idiotom.
-Jaasne.. No z tego wynika, że jak wejdziesz na drzewo to..
-..to..to..to będę na drzewie.
-Nie. To znaczy, że będziesz miał..
-..będę miał.. Będę miał ciebie.
-Nie mnie nie dostaniesz! Więc: jeszcze raz. Jeśli wejdziesz na drzewo to znaczy, że ..
-.. Mam dobrą koordynację.
-..i będziesz miał..
-..namiot.
-Chyba w spodniach.- ryknęłam śmiechem- To znaczy że będziesz miał brudne spodnie.
-Wiesz to akurat jakoś najmniej mnie obchodzi. Mam wystarczająco pieniędzy i stać mnie na nowe spodnie.
-Powinieneś bardziej oszczędzać pieniądze, a nie szastać nim na prawo i lewo. Wiesz ile jest ludzi potrzebujących bo są np. głodni nie mają pieniędzy na jedzenie. Rodzice ciężko pracują, ale i tak ledwo wiążą koniec z końcem żeby im starczyło od 1 do 1? Czasami nie mają ma chleb, nie mówiąc już że nie mają co włożyć do garnka. Ile ludzi jest bezdomnych? Ale tak: witam w XXI wieku, w którym każdy martwi się o swoją dupę. Nie przejmuje się że jest już koniec jesieni, temperatura bardzo często spada poniżej 0°. Za kilka dni będzie grudzień i zacznie padać śnieg. Będzie strasznie zimno, a oni nie mają domu. Mieszkają pod mostami, w zacisznych uliczkach gdzie nikt nie przychodzi. Chodzą po śmietnikach i szukają jakiegoś jedzenia. Przed zimnem okrywają się starymi ubraniami, kartonami. A wy żyjecie w takim luksusie, że tym bezdomnym nawet nigdy to nie przeszło przez myśl. Nie chciał byś zobaczyć tych ludzi w brudnych, śmierdzących ubraniach. Nie mają nawet na jakiś ciepły napój, nie wspominając już że od nie pamiętnych czasów nie mogli się wykąpać w cieplej wodzie. Ogrzać się i chociaż przez chwilę zapomnieć że nie mają domu. Nigdy tego nie zrozumiesz, nic o tym nie wiesz. Masz pełno kasy z którą nie wiesz co zrobić. Teraz wyobraź sobie że to ty nie masz domu, nie masz rodziny którą mogła by ci pomóc. Nikt cię nie zna, ciągle chodzisz głodny, szukasz jedzenia po śmietnikach.- nie potrafisz nawet sobie tego wyobrazić, bo zawsze miałeś to co chciałeś.
-Zabolało wiesz?
-Przepraszam za szczerość.
Chodź pokaże ci coś. -po 10 minutach drogi doszliśmy na dworzec.
-Po co tu przyszliśmy?
-Pokaże ci jak wyglądają ci ludzie.
-Ale ja nie chce.
-To niech ci się zechce.- pociągnęłam go za sobą.-szliśmy peronami. Na ławkach siedziało pełno ludzi. A gdzieś w oddali na końcu-grupki ludzi pojedyncze albo po kilku.
-Ja tam nie pójdę.
-Pójdziesz. Popatrz jak oni wyglądają. Ty Nigdy nie będziesz taki jak oni. Oni są milionową przeciwnością ciebie. Ty masz dom- oni nie mają. Ty masz pełno kasy- oni nie mają nawet ₤1. Ty możesz mieć jedzenia ile dusza zapragnie- oni nie mają nawet 1 bułki. Ty możesz kupić sobie pełną szafę nie wiem jakich drogich ubrań- oni mają tylko to co na sobie. Oni nie mają rodziny, przyjaciół- ty masz i to i to. Oni nie są szczęśliwi, nie będą szczęśliwi.
Oni są bezdomni, oni będą bezdomni. Ty Nigdy nie będziesz jednym z nich. A może za dzień, tydzień, miesiąc czy kilka lat ja będę bezdomna. Ty już mnie nie będziesz pamiętał. Dzisiaj ja im dam ₤10 na jedzenie, a następnym razem ja ich będę prosić o pieniądze bo nie będę miała co włożyć do ust.
-Nie mów tak. Nigdy tak nie będzie.
-Nie wiadomo co czas przyniesie.
Spójrz na nich. Dwóch zakochanych, uciekło z domu. Ile oni mogą mieć lat? Ona 16 on 17? Gdybym ją zobaczyła na ulicy powiedziałabym że jest anorektyczką. Dzisiaj wiem że jest taka chuda bo nie ma co zjeść.
-Czemu mi to wszystko pokazujesz?
-Bo chce ci pokazać co przeżywa przeciwieństwo ciebie. Chce ci pokazać jak żyją inni ludzie. Możesz mieć wszystko co tylko twoja dusza zapragnie. Chcesz sobie kupić samochód- proszę bardzo. Chcesz lecieć na Hawaje- proszę bardzo. Chcesz się zabawić- idziesz do klubu- proszę bardzo. Chcesz kupić sobie nowy dom- proszę bardzo.
Co tylko chcesz. - w tym momencie Wyciągnęłam ₤20 i podałam dziewczynie przytulonej do swojego chłopaka okrytymi jakąś starą kurtką.
-Dziękuje.- wyszeptała bezdźwięcznie.
-Jeszcze tu wrócę. Pomogę wam. Całe życie przed wami. Trzymajcie się.
Chodź Harry.
-Co teraz robimy?
-To chyba ja się ciebie powinnam się zapytać.
-Kino.
-No niech ci będzie.
-ale najpierw basen.
-Co?
-No basen.
-Zwariowałeś? Nie pójdę z tobą na basen.
-Czemu?
-Wyobrażasz sobie co by było gdyby spotkały nas tam fanki?
-Fajnie by było.
-Nie nie i jeszcze raz nie.
Powiedziałaś że jesteś do mojej dyspozycji więc ja chce żebyś szła ze mną na basen i nie chce słyszeć żadnych słów dyskusji.
-jesteś bezlitosny.
-jestem konsekwentny.
-wracając do tematu: chcesz iść na basen?
-Ehem.
-i co będziesz się kąpać w bokserkach?
-Shit. Nie pomyślałem o tym.
-Tak mi przykro.- powiedziałam z sarkazmem.
-Ugh. Ja ci się kiedyś odwdzięczę.
-Ha ha.
-To idziemy do kina?
-no tak.
-Ale ja wybieram film.
-No dobra.
-Idziemy na horror.
-Coo? Horror?
-Albo nie! Idziemy na bajkę.
-Na bajkę?- wybuchnęłam śmiechem.
-No co? Zawsze lubiłem oglądać bajki.
No powiedz sama kiedy ostatni raz oglądałaś bajkę?
-No nie wiem. Z 5 lat temu.
-No widzisz. Trzeba to zmienić.
-Ty sobie żartujesz?
-Nie- odpowiedział całkiem poważnie.
-WTF? Zgasiłeś mnie.
Ta bajka była.. Lepszą jak komedia. Nie widziałam że to będzie taki strzał w dziesiątkę. To było trochę denerwujące że Harry ze dwa razy wychodził do ubikacji i po jedzenie. Kiedy wyszliśmy przed kinem stał jakiś koleś w rudych włosach z torbą w ręku. Przywitał się z Harrym wymienili znaczące spojrzenia, i tamten sobie poszedł.
-O co chodzi?
-Eee.. Idziemy na basen.
-Ja nigdzie nie idę.
-Z tego co pamiętam jesteś do mojej dyspozycji.
-Ale.. No dobra. Chodźmy.
-Gdzie jest haczyk?
-Jaki haczyk?
-No tak bez niczego i od razu byś się nie zgodziła.
-Nie ma żadnego haczyka.- zaśmiałam się.
-I tak ci nie wierze.- uśmiechnął się.
-Ale dlaczego? Chyba ci wygodnie. Do tego nie musisz iść o własnych nogach tylko cię niosę. Powinnaś mi się odwdzięczyć jakimś całusem.
-Przez papierek?
-Niee! Chcesz to ci pokaże jak to się robi.
-Nie. Nawet się nie zbliżaj.
-Nie to nie. Chyba nie wiesz co to znaczy całować się z Harrym Stylesem.
-O niczym innym nie marzę. O Boże! Ludzie! Sam Harry Styles mnie niesie na rękach! Słabo mi, mdleję. Dajcie wody.- zaczęłam udawać, przy czym jednocześnie próbując powstrzymać powagę, co mi niezbyt wychodziło. Wisząc na ramieniu Harrego jak na zawołanie zobaczyłam grupkę dziewczyn biegnącą w naszą stronę.
-Ups..- wyrwało mi się po cichu.
-Teraz to 'Ups' Mogłaś pomyśleć wcześniej. Teraz musimy biec.
-Chyba sobie żartujesz.
-Nie- powiedział z szyderczym spojrzeniem.
-Harry..Harry. Niedobrze mi, postaw mnie.- nawet sobie nie wyobrażacie w jakim szybkim tempie Harry postawił mnie na ziemi.
-Ahaha! Harry ciota, wyruchał kota.- zaczęłam krzyczeć do niego jednocześnie uciekając.
-Ey! Ja lubię koty.
-No co ty nie powiesz. Twoja historia mnie wyruszyła.- rzuciłam z sarkazmem po czym znów śmiech. I takie niesłyszalne 'xd'.
-O nie! Ta zniewaga krwi wymaga. Już jesteś moja bejbe.-Jasne! Chodź tu i mnie sobie weź. - muszę przyznać że Harry szybko biega, a ja szczerze mówiąc nie miałam już siły więc zaczęła wdrapywać się na drzewo.
-Co ty robisz?
-Nic.
-To po co siedzisz na drzewie?
-Eh.. Wy mężczyźni. To takie trudne domyślić się czegoś?
-W moim przypadku: na pewno.
-Idź się schowaj.
-To zejdź z tego durnego drzewa.
-Właśnie po to tu weszłam bo wiem że ty tu nie wejdziesz, a po za tym nie miałam siły żeby dalej uciekać.
-Ja nie wejdę? Ha ha- dobre sobie. Z koordynacją jeszcze problemów nie mam, z kondycją też nie.
-Nawet na taką osobę nie wyglądasz.
-Więc w czym problem?
-Spójrz na siebie.
-No i?
-No i co widzisz?
-Przystojnego, umięśnionego, seksownego chłopaka, o brązowych loczkach i zielonych oczach.
Ubranego w jasne ubrania.
-Więc co z tego wynika?
-Że ci się podobam?
-Nie. Że jesteś idiotom- uderzyłam się otwartą ręką w czoło.
-Ey! Nie jestem idiotom.
-Jaasne.. No z tego wynika, że jak wejdziesz na drzewo to..
-..to..to..to będę na drzewie.
-Nie. To znaczy, że będziesz miał..
-..będę miał.. Będę miał ciebie.
-Nie mnie nie dostaniesz! Więc: jeszcze raz. Jeśli wejdziesz na drzewo to znaczy, że ..
-.. Mam dobrą koordynację.
-..i będziesz miał..
-..namiot.
-Chyba w spodniach.- ryknęłam śmiechem- To znaczy że będziesz miał brudne spodnie.
-Wiesz to akurat jakoś najmniej mnie obchodzi. Mam wystarczająco pieniędzy i stać mnie na nowe spodnie.
-Powinieneś bardziej oszczędzać pieniądze, a nie szastać nim na prawo i lewo. Wiesz ile jest ludzi potrzebujących bo są np. głodni nie mają pieniędzy na jedzenie. Rodzice ciężko pracują, ale i tak ledwo wiążą koniec z końcem żeby im starczyło od 1 do 1? Czasami nie mają ma chleb, nie mówiąc już że nie mają co włożyć do garnka. Ile ludzi jest bezdomnych? Ale tak: witam w XXI wieku, w którym każdy martwi się o swoją dupę. Nie przejmuje się że jest już koniec jesieni, temperatura bardzo często spada poniżej 0°. Za kilka dni będzie grudzień i zacznie padać śnieg. Będzie strasznie zimno, a oni nie mają domu. Mieszkają pod mostami, w zacisznych uliczkach gdzie nikt nie przychodzi. Chodzą po śmietnikach i szukają jakiegoś jedzenia. Przed zimnem okrywają się starymi ubraniami, kartonami. A wy żyjecie w takim luksusie, że tym bezdomnym nawet nigdy to nie przeszło przez myśl. Nie chciał byś zobaczyć tych ludzi w brudnych, śmierdzących ubraniach. Nie mają nawet na jakiś ciepły napój, nie wspominając już że od nie pamiętnych czasów nie mogli się wykąpać w cieplej wodzie. Ogrzać się i chociaż przez chwilę zapomnieć że nie mają domu. Nigdy tego nie zrozumiesz, nic o tym nie wiesz. Masz pełno kasy z którą nie wiesz co zrobić. Teraz wyobraź sobie że to ty nie masz domu, nie masz rodziny którą mogła by ci pomóc. Nikt cię nie zna, ciągle chodzisz głodny, szukasz jedzenia po śmietnikach.- nie potrafisz nawet sobie tego wyobrazić, bo zawsze miałeś to co chciałeś.
-Zabolało wiesz?
-Przepraszam za szczerość.
Chodź pokaże ci coś. -po 10 minutach drogi doszliśmy na dworzec.
-Po co tu przyszliśmy?
-Pokaże ci jak wyglądają ci ludzie.
-Ale ja nie chce.
-To niech ci się zechce.- pociągnęłam go za sobą.-szliśmy peronami. Na ławkach siedziało pełno ludzi. A gdzieś w oddali na końcu-grupki ludzi pojedyncze albo po kilku.
-Ja tam nie pójdę.
-Pójdziesz. Popatrz jak oni wyglądają. Ty Nigdy nie będziesz taki jak oni. Oni są milionową przeciwnością ciebie. Ty masz dom- oni nie mają. Ty masz pełno kasy- oni nie mają nawet ₤1. Ty możesz mieć jedzenia ile dusza zapragnie- oni nie mają nawet 1 bułki. Ty możesz kupić sobie pełną szafę nie wiem jakich drogich ubrań- oni mają tylko to co na sobie. Oni nie mają rodziny, przyjaciół- ty masz i to i to. Oni nie są szczęśliwi, nie będą szczęśliwi.
Oni są bezdomni, oni będą bezdomni. Ty Nigdy nie będziesz jednym z nich. A może za dzień, tydzień, miesiąc czy kilka lat ja będę bezdomna. Ty już mnie nie będziesz pamiętał. Dzisiaj ja im dam ₤10 na jedzenie, a następnym razem ja ich będę prosić o pieniądze bo nie będę miała co włożyć do ust.
-Nie mów tak. Nigdy tak nie będzie.
-Nie wiadomo co czas przyniesie.
Spójrz na nich. Dwóch zakochanych, uciekło z domu. Ile oni mogą mieć lat? Ona 16 on 17? Gdybym ją zobaczyła na ulicy powiedziałabym że jest anorektyczką. Dzisiaj wiem że jest taka chuda bo nie ma co zjeść.
-Czemu mi to wszystko pokazujesz?
-Bo chce ci pokazać co przeżywa przeciwieństwo ciebie. Chce ci pokazać jak żyją inni ludzie. Możesz mieć wszystko co tylko twoja dusza zapragnie. Chcesz sobie kupić samochód- proszę bardzo. Chcesz lecieć na Hawaje- proszę bardzo. Chcesz się zabawić- idziesz do klubu- proszę bardzo. Chcesz kupić sobie nowy dom- proszę bardzo.
Co tylko chcesz. - w tym momencie Wyciągnęłam ₤20 i podałam dziewczynie przytulonej do swojego chłopaka okrytymi jakąś starą kurtką.
-Dziękuje.- wyszeptała bezdźwięcznie.
-Jeszcze tu wrócę. Pomogę wam. Całe życie przed wami. Trzymajcie się.
Chodź Harry.
-Co teraz robimy?
-To chyba ja się ciebie powinnam się zapytać.
-Kino.
-No niech ci będzie.
-ale najpierw basen.
-Co?
-No basen.
-Zwariowałeś? Nie pójdę z tobą na basen.
-Czemu?
-Wyobrażasz sobie co by było gdyby spotkały nas tam fanki?
-Fajnie by było.
-Nie nie i jeszcze raz nie.
Powiedziałaś że jesteś do mojej dyspozycji więc ja chce żebyś szła ze mną na basen i nie chce słyszeć żadnych słów dyskusji.
-jesteś bezlitosny.
-jestem konsekwentny.
-wracając do tematu: chcesz iść na basen?
-Ehem.
-i co będziesz się kąpać w bokserkach?
-Shit. Nie pomyślałem o tym.
-Tak mi przykro.- powiedziałam z sarkazmem.
-Ugh. Ja ci się kiedyś odwdzięczę.
-Ha ha.
-To idziemy do kina?
-no tak.
-Ale ja wybieram film.
-No dobra.
-Idziemy na horror.
-Coo? Horror?
-Albo nie! Idziemy na bajkę.
-Na bajkę?- wybuchnęłam śmiechem.
-No co? Zawsze lubiłem oglądać bajki.
No powiedz sama kiedy ostatni raz oglądałaś bajkę?
-No nie wiem. Z 5 lat temu.
-No widzisz. Trzeba to zmienić.
-Ty sobie żartujesz?
-Nie- odpowiedział całkiem poważnie.
-WTF? Zgasiłeś mnie.
Ta bajka była.. Lepszą jak komedia. Nie widziałam że to będzie taki strzał w dziesiątkę. To było trochę denerwujące że Harry ze dwa razy wychodził do ubikacji i po jedzenie. Kiedy wyszliśmy przed kinem stał jakiś koleś w rudych włosach z torbą w ręku. Przywitał się z Harrym wymienili znaczące spojrzenia, i tamten sobie poszedł.
-O co chodzi?
-Eee.. Idziemy na basen.
-Ja nigdzie nie idę.
-Z tego co pamiętam jesteś do mojej dyspozycji.
-Ale.. No dobra. Chodźmy.
-Gdzie jest haczyk?
-Jaki haczyk?
-No tak bez niczego i od razu byś się nie zgodziła.
-Nie ma żadnego haczyka.- zaśmiałam się.
-I tak ci nie wierze.- uśmiechnął się.
poniedziałek, 8 października 2012
Każdy powód jest dobry żeby zerwać się wcześniej ze szkoły :D- #4
-Orientuj się!- wydarłam się w stronę eee.. jak on
ma na imię? W stronę bezimiennego, który właśnie obrócił się w moją
stronę. Piłka leciała prosto na jego r..ry.. buzię, ale jakiś pedał z
przeciwnej drużyny wystawił rękę chcąc zatrzymać piłkę, ale na szczęście
nie udało mu się i Harry dostał piłką prosto w.. krocze, jądra,
genitalia czy jak wy to tam chcecie nazwać. Wykręcił się z bólu i leżąc
na środku boiska do kosza zaczął jęczeć.
-Uhuhuu.. boli?
-No nie kurwa łaskocze.
-Styles do pielęgniarki!
-Chyba pan sobie żartuje! Nie będę obcej babie pokazał mojej męskości- i na te słowa cała moja drużyna wybuchnęła śmiechem.
-Przecież ty lalusiu nie wstydzisz się paradować nago!- Simon
-A skąd ty to możesz wiedzieć? Przecież go nie znasz 'LALUSIU'.
-To ty nie wiesz kim on jest?
- A co ja jasnowidz jestem?
-To on cię nie jara?
-Z pedałami się nie zadaje.
- Czyli jednak go znasz?
-Nie znam.!- wydarłam się już lekko zdenerwowana.
-To skąd wiesz że on jest pedałem?
-On jest pedałem? Fuuuujj!
Tak sobie powiedziałam.
-Więc to jest Harry Styles członek znanego brytyjskiego zespołu One Direction, nie wstydzi się nagości, ma zielone oczy i loczki, 185 cm wzrostu ma 18 lat urodzony 1 lutego 1994 w Holmes Chapel, Cheshire. Ma 1 siostrę Gemmę, oraz czterech przyjaciół z którymi tworzy zespół. Jest to Louis Tomlinson, Zayn Malik, Liam Payne i Niall Horan.
-Skąd ty to wszystko wiesz?
-Z neta.
- To ty szukasz informacji o jakiś lalusiach w sieci?! Trzymaj się na kilometr i wyciągnięcie ręki ode mnie. Ludzie mamy w klasie geja!- zaczęłam się drzeć a jednocześnie dławić się śmiechem.
-Weź się zamknij- wydarł się na mnie.
-Ale o co ci chodzi bejbe? Nie ma się czego wstydzić- zaśmiałam się i obracając w drugą stronę podeszłam do Harrego.
-Dalej wstawaj! Nie będziesz tu leżał całą lekcję- rzuciłam wyciągając w jego stronę rękę.
Pochwycił ją i bez żadnego słowa wstał. Chyba się na mnie obraził, ale szczerze mówiąc mam to gdzieś.
-Zbierajcie się bo już jest przerwa. 2 następne lekcję mam z klasami 3.
Przygotuje się na siatkówkę. Ty Harry do pielęgniarki i do domu. Następnym razem się tak nie podniecaj dziewczynami, bo jeszcze kilka razy się tak patrzysz w te piękności i Janette przez przypadek cię uszkodzi tą piłką albo co gorsze pozbawi dzieci- zaśmiał się
-Pana żarty nie są na miejscu.
-Cóż.. musisz więcej uważać. Żegnam.
Harry poszedł do domu, a my po 3 lekcjach w-f'u byliśmy wykończeni. 1 lekcja była na dworze a dwie następne na hali bo znów zaczął padać deszcz. To takie dziwne:
Rano była burza i okropnie padało, potem przestało i wyśliśmy na dwór, a teraz znów pada. Na następnej lekcji przyszła po mnie sekretarka żebym poszła do dyrka.
-Dzień dobry
-Witaj.
Siadaj proszę i wyjaśnij mi to całe zajście na boisku.
-A co jest do wyjaśniania?
-Janette!
-Dobrze,dobrze.
Więc pierwsza z dziewczyn przyszłam na boiska i pan Christian, mi się zapytał gdzie jest reszta dziewczyn to powiedziałam że podniecają się na widok jakiegoś gościa, więc nauczyciel wysłał Simona żeby to sprawdził i on jak wrócił to potwierdził moją teorię, no to pan Christian kazał nam zaczynać rozgrzewkę. Potem oni przyszli w połowie lekcji i Christian powiedział im że mają nieobecność i mogą iść, a ten w loczkach powiedział że chce grać, a on na to że nie bierze za niego odpowiedzialności, i że jak coś mu się stanie to już jest na jego własne ryzyko, a on się zgodził na te warunki. No i jak graliśmy to podałam mu piłkę a że on był tak zaopatrzony w nasze piękności że jak by się obrócił to by dostał w twarz, a że jakiś koleś z innej drużyny wystawił rękę to dostał w genitalia.
-Czy ty wiesz że mogłaś pozbawić go dzieci?!
-Przecież nie zrobiłam tego specjalnie!
-Mam dowody które mówią co innego.
-Ale..
-Nie przerywaj. W każdym razie, jeszcze jeden taki wybryk i wylatujesz. I masz go przeprosić.
-Ciekawe kurwa za co?
-Za to że go specjalnie ' uszkodziłaś' i -20 punktów za słownictwo.
-To jakiś absurd.
-Tylko masz go ładnie przeprosić. zwykle przepraszam nie wystarczy.
-Więc co pan ma na myśli mówią 'ładnie'?
-Sprawdź sobie w słowniku wyrazów obcych co to znaczy.
-Co to znaczy to ja wiem. Pytam w jaki sposób.
-Byś raz się wysiliła i pomyślała!
-A co ja filozof czy co?!
-Omg! Nie wiem zabierze go do kina czy gdzie wy tam młodzież chodźcie.
-I może mu jeszcze kwiaty kupić?
-Masz go przeprosić bo inaczej w inny sposób wylatujesz. Żegnam.
Bez słowa obróciłam się i wyszłam. Ten Koleś mnie dobija. Mam tego lalusia przeprosić? Ciekawe za co. No fakt, faktem zrobiłam to specjalnie, ale kto by pomyślał ze to jest jakas tam gwiazdeczka i w jej obronie rzuci się sam dyrektor który ( o dziwo) był uważany za spoko gościa?! Pff.. ale to może jednak dobry pomysł. W ten sposób uda mi sie wcześniej zwiać z lekcji. Każdy powód jest dobry żeby zerwać się wcześniej ze szkoły :D
Na przerwie poszłam na lunch. Do mojego stolika podeszła jakaś laska.
-Słyszałam że ostatnio zgłosiłaś gwałt na policję. Ha ha! Nikt ci nie uwierzył? Ojojoj! Biedactwo.- Bez słowa wstałam, podeszłam do niej i z całej siły zamachnęłam się, składając dłoń w pięść uderzyłam ją w twarz . Ona lecąc na podłogę próbowała złapać się jakiś chłopaków ale oni się perfidnie odsunęli. Po chwili z jej nosa zaczęła lecieć krew.
-Jeszcze raz się odezwij, a uderzę cię z podwójną siłą sprawiając że będziesz inaczej szczekać suko.
-Wal się.- nie odpowiedziałam tylko wzięłam plecak i poszłam do gabinetu dyrka.
-To znowu ty?
-Chciałam adres do tego chłoptasia.-mężczyzna podał mi kartkę.
-A i idę do niego już teraz więc mnie nie będzie na lekcjach. Do widzenia.- nie czekając na odpowiedź wyszłam z gabinetu. Wychodząc że szkoły zatrzymałam się przy Robim.
-Nie musisz mnie już kryć dyro wie że wychodzę. Muszę iść przeprosić jakiegoś lalusia.
-No spoko,spoko.
-Przykro mi ale nie będę miała dla ciebie czasu wieczorem.
-Szkoda.
-Do jutra Robie.
Nigdzie mi się nie spieszyło. Powoli sobie szłam do tego chłopaka . Tak jak myślałam: duży dom w jasnych kolorach z zielonym i dużym ogrodem. Zapukałam do drzwi. Oczywiście otworzył mi Harry. On tylko stanął i oparł się o futrynę nie odzywając się czekał na mój ruch.
-Cześć- rzuciłam mijając go w progu i wchodząc do salonu.Wiedziałam że to było trochę chamskie,ale w tym momencie mnie to mało obchodziło.
-Zawsze jesteś taka bezczelna?
-Nie tylko w sytuacjach awaryjnych.
-Więc to jest sytuacjach awaryjna?
-tak.
-pod jakim pretekstem?
-Myślałam że mnie nie wpuścisz do środka.
-I się nie myliłaś.
-Wiedziałam.
-Więc możesz już iść.
-Zawsze jesteś taki niegrzeczny?
-Nie tylko w łóżku.
Chcesz sprawdzić?
-Ehem.
-Zapraszam do góry.
-Chyba cię pokurwiło jeśli myślisz że dam ci dupy.
A tak apropo to boli jeszcze?
-Nie, teraz łaskocze.
-Pomasować?
-Jasne.
-Ściągaj spodnie.
-Chyba sobie żartujesz, jak myślisz że dam ci się dotknąć.
-Marudzisz.
To co idziemy?
-Gdzie?
-Omg. No dyrektor kazał mi cię przeprosić. Ale tak ładnie przeprosić.
Zasugerował żebym cię w ramach rekompensaty zaprosiła do kina ale ten pomysł jest denny więc sam wybierz co chcesz robić.
Jestem do twojej dyspozycji, eee.. do jutra do 7 rano.
-Do mojej wyłącznej dyspozycji?
-Tak.
-Kochane ale my się znany zaledwie kilka godzin. Napewno chcesz to zrobić?
-zboczeniec.
-A mogło być tak fajnie.
-Nie marudź.
to co robimy.?
-Idziemy na zakupy.- klasnął w ręce z radości.
-Chyba sobie kpisz.
Wszystko tylko nie zakupy.
-więc zapraszam do sypialni.
-zawsze jesteś taki napalony ?
-Chyba podniecony.
-Idź ty.. szantażysto jeden.
-No Chodź.. yy..
-Janette. Jestem Janette.
-Harry.
-Miło cię poznać Harry.
-Więc Janette Chodź na zakupy. Przecież to nie boli.
Po za ty co ja cię proszę. Przecież jesteś do mojej dyspozycji.- Harry przerzucił mnie przez ramie i wyśliśmy z domu.
_______________________________________________
No siema :p
Więc może od początku:
Rozdział miałam dodać wczoraj ale wystąpiły małe problemy techniczne za co przepraszam.
Nie wiem co się dzieje w waszych głowach ale podejrzewam że myślicie że to blog o dziewczynie która w szkole poznała Harrego Stylesa i za jego pośrednictwem pozna resztę 1D.
Z góry mówię że tak nie będzie. W #5 jeszcze zobaczycie Harrego i potem nie prędzej jak w #8 chyba że w którymś rozdziale będą jakieś urywki o Hazzie.
Dziękuje wszystkim którzy czytają tego bloga i komentują ;**
Kocham <3
Karlee.
-Uhuhuu.. boli?
-No nie kurwa łaskocze.
-Styles do pielęgniarki!
-Chyba pan sobie żartuje! Nie będę obcej babie pokazał mojej męskości- i na te słowa cała moja drużyna wybuchnęła śmiechem.
-Przecież ty lalusiu nie wstydzisz się paradować nago!- Simon
-A skąd ty to możesz wiedzieć? Przecież go nie znasz 'LALUSIU'.
-To ty nie wiesz kim on jest?
- A co ja jasnowidz jestem?
-To on cię nie jara?
-Z pedałami się nie zadaje.
- Czyli jednak go znasz?
-Nie znam.!- wydarłam się już lekko zdenerwowana.
-To skąd wiesz że on jest pedałem?
-On jest pedałem? Fuuuujj!
Tak sobie powiedziałam.
-Więc to jest Harry Styles członek znanego brytyjskiego zespołu One Direction, nie wstydzi się nagości, ma zielone oczy i loczki, 185 cm wzrostu ma 18 lat urodzony 1 lutego 1994 w Holmes Chapel, Cheshire. Ma 1 siostrę Gemmę, oraz czterech przyjaciół z którymi tworzy zespół. Jest to Louis Tomlinson, Zayn Malik, Liam Payne i Niall Horan.
-Skąd ty to wszystko wiesz?
-Z neta.
- To ty szukasz informacji o jakiś lalusiach w sieci?! Trzymaj się na kilometr i wyciągnięcie ręki ode mnie. Ludzie mamy w klasie geja!- zaczęłam się drzeć a jednocześnie dławić się śmiechem.
-Weź się zamknij- wydarł się na mnie.
-Ale o co ci chodzi bejbe? Nie ma się czego wstydzić- zaśmiałam się i obracając w drugą stronę podeszłam do Harrego.
-Dalej wstawaj! Nie będziesz tu leżał całą lekcję- rzuciłam wyciągając w jego stronę rękę.
Pochwycił ją i bez żadnego słowa wstał. Chyba się na mnie obraził, ale szczerze mówiąc mam to gdzieś.
-Zbierajcie się bo już jest przerwa. 2 następne lekcję mam z klasami 3.
Przygotuje się na siatkówkę. Ty Harry do pielęgniarki i do domu. Następnym razem się tak nie podniecaj dziewczynami, bo jeszcze kilka razy się tak patrzysz w te piękności i Janette przez przypadek cię uszkodzi tą piłką albo co gorsze pozbawi dzieci- zaśmiał się
-Pana żarty nie są na miejscu.
-Cóż.. musisz więcej uważać. Żegnam.
Harry poszedł do domu, a my po 3 lekcjach w-f'u byliśmy wykończeni. 1 lekcja była na dworze a dwie następne na hali bo znów zaczął padać deszcz. To takie dziwne:
Rano była burza i okropnie padało, potem przestało i wyśliśmy na dwór, a teraz znów pada. Na następnej lekcji przyszła po mnie sekretarka żebym poszła do dyrka.
-Dzień dobry
-Witaj.
Siadaj proszę i wyjaśnij mi to całe zajście na boisku.
-A co jest do wyjaśniania?
-Janette!
-Dobrze,dobrze.
Więc pierwsza z dziewczyn przyszłam na boiska i pan Christian, mi się zapytał gdzie jest reszta dziewczyn to powiedziałam że podniecają się na widok jakiegoś gościa, więc nauczyciel wysłał Simona żeby to sprawdził i on jak wrócił to potwierdził moją teorię, no to pan Christian kazał nam zaczynać rozgrzewkę. Potem oni przyszli w połowie lekcji i Christian powiedział im że mają nieobecność i mogą iść, a ten w loczkach powiedział że chce grać, a on na to że nie bierze za niego odpowiedzialności, i że jak coś mu się stanie to już jest na jego własne ryzyko, a on się zgodził na te warunki. No i jak graliśmy to podałam mu piłkę a że on był tak zaopatrzony w nasze piękności że jak by się obrócił to by dostał w twarz, a że jakiś koleś z innej drużyny wystawił rękę to dostał w genitalia.
-Czy ty wiesz że mogłaś pozbawić go dzieci?!
-Przecież nie zrobiłam tego specjalnie!
-Mam dowody które mówią co innego.
-Ale..
-Nie przerywaj. W każdym razie, jeszcze jeden taki wybryk i wylatujesz. I masz go przeprosić.
-Ciekawe kurwa za co?
-Za to że go specjalnie ' uszkodziłaś' i -20 punktów za słownictwo.
-To jakiś absurd.
-Tylko masz go ładnie przeprosić. zwykle przepraszam nie wystarczy.
-Więc co pan ma na myśli mówią 'ładnie'?
-Sprawdź sobie w słowniku wyrazów obcych co to znaczy.
-Co to znaczy to ja wiem. Pytam w jaki sposób.
-Byś raz się wysiliła i pomyślała!
-A co ja filozof czy co?!
-Omg! Nie wiem zabierze go do kina czy gdzie wy tam młodzież chodźcie.
-I może mu jeszcze kwiaty kupić?
-Masz go przeprosić bo inaczej w inny sposób wylatujesz. Żegnam.
Bez słowa obróciłam się i wyszłam. Ten Koleś mnie dobija. Mam tego lalusia przeprosić? Ciekawe za co. No fakt, faktem zrobiłam to specjalnie, ale kto by pomyślał ze to jest jakas tam gwiazdeczka i w jej obronie rzuci się sam dyrektor który ( o dziwo) był uważany za spoko gościa?! Pff.. ale to może jednak dobry pomysł. W ten sposób uda mi sie wcześniej zwiać z lekcji. Każdy powód jest dobry żeby zerwać się wcześniej ze szkoły :D
Na przerwie poszłam na lunch. Do mojego stolika podeszła jakaś laska.
-Słyszałam że ostatnio zgłosiłaś gwałt na policję. Ha ha! Nikt ci nie uwierzył? Ojojoj! Biedactwo.- Bez słowa wstałam, podeszłam do niej i z całej siły zamachnęłam się, składając dłoń w pięść uderzyłam ją w twarz . Ona lecąc na podłogę próbowała złapać się jakiś chłopaków ale oni się perfidnie odsunęli. Po chwili z jej nosa zaczęła lecieć krew.
-Jeszcze raz się odezwij, a uderzę cię z podwójną siłą sprawiając że będziesz inaczej szczekać suko.
-Wal się.- nie odpowiedziałam tylko wzięłam plecak i poszłam do gabinetu dyrka.
-To znowu ty?
-Chciałam adres do tego chłoptasia.-mężczyzna podał mi kartkę.
-A i idę do niego już teraz więc mnie nie będzie na lekcjach. Do widzenia.- nie czekając na odpowiedź wyszłam z gabinetu. Wychodząc że szkoły zatrzymałam się przy Robim.
-Nie musisz mnie już kryć dyro wie że wychodzę. Muszę iść przeprosić jakiegoś lalusia.
-No spoko,spoko.
-Przykro mi ale nie będę miała dla ciebie czasu wieczorem.
-Szkoda.
-Do jutra Robie.
Nigdzie mi się nie spieszyło. Powoli sobie szłam do tego chłopaka . Tak jak myślałam: duży dom w jasnych kolorach z zielonym i dużym ogrodem. Zapukałam do drzwi. Oczywiście otworzył mi Harry. On tylko stanął i oparł się o futrynę nie odzywając się czekał na mój ruch.
-Cześć- rzuciłam mijając go w progu i wchodząc do salonu.Wiedziałam że to było trochę chamskie,ale w tym momencie mnie to mało obchodziło.
-Zawsze jesteś taka bezczelna?
-Nie tylko w sytuacjach awaryjnych.
-Więc to jest sytuacjach awaryjna?
-tak.
-pod jakim pretekstem?
-Myślałam że mnie nie wpuścisz do środka.
-I się nie myliłaś.
-Wiedziałam.
-Więc możesz już iść.
-Zawsze jesteś taki niegrzeczny?
-Nie tylko w łóżku.
Chcesz sprawdzić?
-Ehem.
-Zapraszam do góry.
-Chyba cię pokurwiło jeśli myślisz że dam ci dupy.
A tak apropo to boli jeszcze?
-Nie, teraz łaskocze.
-Pomasować?
-Jasne.
-Ściągaj spodnie.
-Chyba sobie żartujesz, jak myślisz że dam ci się dotknąć.
-Marudzisz.
To co idziemy?
-Gdzie?
-Omg. No dyrektor kazał mi cię przeprosić. Ale tak ładnie przeprosić.
Zasugerował żebym cię w ramach rekompensaty zaprosiła do kina ale ten pomysł jest denny więc sam wybierz co chcesz robić.
Jestem do twojej dyspozycji, eee.. do jutra do 7 rano.
-Do mojej wyłącznej dyspozycji?
-Tak.
-Kochane ale my się znany zaledwie kilka godzin. Napewno chcesz to zrobić?
-zboczeniec.
-A mogło być tak fajnie.
-Nie marudź.
to co robimy.?
-Idziemy na zakupy.- klasnął w ręce z radości.
-Chyba sobie kpisz.
Wszystko tylko nie zakupy.
-więc zapraszam do sypialni.
-zawsze jesteś taki napalony ?
-Chyba podniecony.
-Idź ty.. szantażysto jeden.
-No Chodź.. yy..
-Janette. Jestem Janette.
-Harry.
-Miło cię poznać Harry.
-Więc Janette Chodź na zakupy. Przecież to nie boli.
Po za ty co ja cię proszę. Przecież jesteś do mojej dyspozycji.- Harry przerzucił mnie przez ramie i wyśliśmy z domu.
_______________________________________________
No siema :p
Więc może od początku:
Rozdział miałam dodać wczoraj ale wystąpiły małe problemy techniczne za co przepraszam.
Nie wiem co się dzieje w waszych głowach ale podejrzewam że myślicie że to blog o dziewczynie która w szkole poznała Harrego Stylesa i za jego pośrednictwem pozna resztę 1D.
Z góry mówię że tak nie będzie. W #5 jeszcze zobaczycie Harrego i potem nie prędzej jak w #8 chyba że w którymś rozdziale będą jakieś urywki o Hazzie.
Dziękuje wszystkim którzy czytają tego bloga i komentują ;**
Kocham <3
Karlee.
niedziela, 30 września 2012
Does not change!- #3
-Czego ci trzeba?
-To ja chciałem zapytać o co ci chodzi?
-Ale jak mi o co chodzi?
-No o co ci chodzi skoro o coś ci chodzi.
- Mi o nic nie chodzi to tobie o coś chodzi.
-Skoro ci o nic nie chodzi to o co ci chodzi.
-To tobie o coś chodzi i przeszedłem zapytać o co ci chodzi?
-Debil.
-Ale o co ci chodzi.?
-Wyjdź i zamknij drzwi.
-Bo?
-Co to kurwa mój pokój.
-Ile razy można powtarzać 'kurwa'?
-24 h na dobę kurwa.
-Ty jesteś nienormalna.
-Kurde człowieku denerwujesz mnie. Władowujesz mi się na chatę jak gdyby nigdy nic, potem tak na spontanie ruchasz moją matkę teraz przyłazisz do mojego pokoju i mówisz mi jaka to ja nie jestem?
Wiem że jestem: zarozumiała, bezczelna i arogancka ale uwierz ty nie jesteś lepszy.
-Nie przypominam sobie żebyśmy przechodzili na 'TY'.
-Nie przypominam sobie żebym zapraszała cię do siebie do domu.
-Byś chociaż raz uszanowała decyzję swojej matki.
-Koleś ty jesteś dobre 10 lat od niej młodszy.
-I?
-Jesteś taki głupi czy tylko takiego udajesz?
-Po prostu powiedz że zazdrościsz swojej matce takiego faceta.
-Ha ha! chłopczyku masz za wysokie EGO!.
-A ty jesteś najbardziej rozpieszczoną gówniarą jaką znam.- te słowa trochę zabolały więc postanowiłam mu się odgryźć. Na początek użyje tekstu taty.
-Pierdól ,pierdól ja słucham.
-To sobie posłuchasz. Nie pozwalasz swojej matce na odrobinę szczęścia. Kocham ją i cieszę się że na nią trafiłem. Nie rozumiem o co ci chodzi..sama nie masz chłopaka i zazdrościsz swojej matce że ją ktoś kocha, czy po prostu w życiu nie spotkało nic pięknego i nikt cię nie kocha.?
-Masz racje. Nic mnie w życiu pięknego nie spotkało, bo moje życie to paskudna, wredna, zasrana tragedia napisana przez cynicznego psychopatę. Nic o mnie nie wiesz i przychodzisz do mnie i mi mówisz coś czego w ogóle o mnie nie wiesz. A wiesz co jest najgorsze? Ta ciągła walka z losem który napisał nieciekawy scenariusz.- mówiłam ze łzami w oczach i spokojnym opanowanym głosem.- i każdy tak potrafi przyjść i mi powiedzieć tak prosto w twarz jaka jestem chociaż znają mnie tylko z widzenia. Po chuja mi 10 przyjaciół z czego Ta jebana siódemka jest fałszywa. Dzisiaj przychodzi do mnie i mi mówi coś np. na temat Ciebie a jutro idzie do kogoś innego i mi obrabia dupę. 'Przyjaciel' jest twoim największym wrogiem, bo wie o tobie wszystko. I ten moment kiedy 'przyjaciele' się od ciebie odwracają bo usłyszeli jakąś plotkę na twój temat. Przyjaciele powiadasz..? - łza zaczęła mi spływać po policzku..tak beztrosko.
-Janette zrozum.. ja nie chciałem...cię..
-Nic nie mów!
-... zranić.
-I tak już to zrobiłeś. A teraz wyjdź i trzymaj się ode mnie na wyciągnięcie ręki. Za pół godziny chce jechać
-Dobrze..- ze spuszczoną głową wyszedł z mojego pokoju. Szczerze mówiąc trochę zabolały mnie jego słowa. Ale to jakoś moje najmniejsze zmartwienie Nigdy nie przejmowałam się tym co ktoś o mnie mówi, ale kiedy się słyszy że ktoś do ciebie mówi że: Nigdy nie byłaś szczęśliwa?, albo coś takiego to wtedy jakby ktoś cię ukuł w serduszko. Może kiedyś, kiedy nie wiedziałam co to życie i jakie ono jest może by mnie to nie wzruszyło. Ale mimo iż mam już to głupie 18 lat i myślę że coś wiem o życiu to tak na prawdę jestem ciemna. Niczego jeszcze nie doświadczyłam i gówno wiem. Ale każdy człowiek musi dostać po dupie od życia. Bo jak nie w miłości to w życiu codziennym. I nie ma wyjątków. Żyjemy w XXI wieku. Żeby coś osiągnąć trzeba twardo dążyć do swego.Może i moje słowa nie są zbyt przekonujące ale za to prawdziwe. Może nie umiem powiedzieć w prost co czuje ale potrafię to w jakiś sposób pokazać.
Zarzuciłam plecak na jedno ramie i zbiegłam po schodach na dół. Założyłam moje zielono- czarne adasie i usiadłam na kanapie w salonie. Po chwili z kuchni z szklanką w ręku wyszedł Christian.
-Gotowa?-zapytał odstawiając szklankę na stolik.
Jego twarz miała taki sam wyraz zaskoczenia jak wtedy kiedy ich nakryłam razem. To było okropne! Od razu mi się to skojarzyło z tym gwałtem.. Momentalnie łza zakręciła mi się w oku. Powiedziałam sobie że będę silna a tu na samą myśl ryczę i w oczach każdego faceta obok którego przejdę wiedzę to pożądanie. To samo które wiedziałam w jego oczach kiedy wtedy w nocy do mnie przyszedł.
-Janette? Wszystko w porządku? czemu płaczesz?
-Tak wszystko ok. Chodźmy.
W samochodzie panowała niezręczna cisza. Strasznie ciężko było mi siedzieć z Nim w jednym samochodzie wiedząc że co chwilę na mnie zerka.
-No nie patrz się tak na mnie.
-to powiedz mi o co chodzi.
-I tak pewnie dowiesz się wszystkiego od mojej matki, a ja nie mam najmniejszej ochoty ci się zwierzać i o tym z Tb gadać więc daj mi spokój.
-Chciałem ci pomóc, pogadać. Ale z tb się nie da. Jesteś straszna!
-Straszne to jest to co mnie spotkałao, a ja jestem jaka jestem.Does not change.
-Nigdy nie zrozumiem kobiet- odburknął a ja pospiesznie wysiadłam z jego samochodu nie odpowaiadając mu.
-Poczekasz na mnie po lekcajach. I tak bd jechał do twojej matki.
-A po ilu kończysz???
-PO 6.
Hmm.. Dzisiaj mam 8 jak bym się zerwała z dwóch ostatnich nic by się nie stało. W końcu co tam te 2 godzinki we w te czy we w te. Tylko muszę uprzedzić Roba- mruczałam sama do siebie.
-Okay. Poczekasz na mnie chwilę.
-Dobra.
Ruszyłam w stronę szkoły nie chcąc stać na deszczu. Za głównymi drzwiami po prawej stronie stało brązowe biurko a za nim siedział wysoki umięśniony mężczyzna
-Cześć Robie. -przybiłam mu piątkę i zaczęłam wyciągać swoją legitymacje.
-Nie wyciągaj. Tylko machnij mi tu podpisik.
-Jak byś się sam nie mógł podpisać.- zaśmiałam się
-oj tam dzisiaj ty się możesz podpisać
-Muszę się zerwać dzisiaj z 2 ostatnich. Da radę.
-Dziś poniedziłek.. hmm.. da radę.
-Dzięki Robie- Hmm.. tak Ta konwersacja była dziwna. Robi zawsze mi pomagał- krył mnie zawsze kiedy zwiewałam. Rzadko kiedy to się zdarzało ale w sytuacjach awaryjnych podrabiał mój podpis że niby ja jestem w szkole. To jego mogłam uważać za prawdziwego przyjaciela.
Czasami spotkałam się z nim z nudów. Nigdy nic nas nie łączyło: Po pierwsze nie ciągnęło na do siebie,po drugie odpowiadało nam bardziej kumplowanie. Kiedy potrzebowała potrafił stanąć w mojej obronie albo mnie wysłuchać.
Lubie również jego dziewczynę.Oboje są cudownie potrafią wesprzeć człowieka. Nigdy nic nie miała przeciwko jak spotykałam się z Robem. Chodziliśmy często razem na imprezy. I o nich mogłam mówić jako o tych prawdziwych przyjaciołach.
-Co tam ciekawego? -zapytał po chwili milczenia.
-Szkoda gadać. Po prostu masakra.
-Co jest?
-Spotkamy się po szkole. Teraz za mało czasu żeby opowiedzieć za dużo materiału do przerobienie.
-O czym ty pieprzysz?
-Zobaczysz. Na razie- pomachałam mu i ruszyłam w kierunku sali w której miałam mieć angola.
Cześć wszystkim.- krzyknęłam w kierunku mojej klasy.
-No cześć.
-Dajcie zeszycik zjadę zadanie.- po chwili dostałam zeszyt. Przepisałam zadanie, kiedy kończyłam pisać zadzwonił dzwonek. Na szczęście gościu się spóźnił. A raczej go nie było. Do klasy wszedł dyrektor i powiedział że nie ma dzisiaj tego nauczyciela. Wszyscy się ucieszyli. Zapytano nas czy chcemy siedzieć w klasie czy pograć w piłkę. Większość chciała grać przynajmniej byli to Chłopacy których i tak była większa połowa więc i tak zawsze będzie jak oni chcieli. Zbiegliśmy do szatni i zaczęliśmy się przebierać. Oczywiście wszystkie marudziłyśmy że musimy grać. Zaczęliśmy się ścigać która pierwsza się ubierze. Zakładałam już bluzkę kiedy do naszej szatni wpakował się jakiś zielonki Koleś w loczkach. Zastopowałam zakładanie bluzki i Podeszłam do kolesia.
-A ty tu czego?
-Szukam szatni chłopaków z 3 klasy.
-Uh.. peszek. Wszedłeś do dziewczyn.
-To ja już...
-Nie, nie, nie..teraz to tu zostajesz. Moje koleżanki z chęcią popatrzą na twoją 'klatę'.- popukałam go po klatce piersiowej- A ja patrząc na ciebie kręcę na siebie bata więc żegnam.
-Mi odpowiada widok patrzenia na ciebie- przerzuciłam bluzkę przez ramie i Podeszłam do niego i położyła mu ręce na ramionach.
-Ciekawe czy to też ci tak będzie odpowiadać- rzuciłam po czym kolanem kopnęłam go w krocze. On aż się zwinął z bólu.
-Ty suko to bolało! Chcesz mnie pozbawić dzieci.?!- wydarł się na mnie. Nie go pozwolę sobie żeby tak mnie nazywał więc odwinęłam i uderzyłam go w twarz.
-Nigdy więcej nie mów do mnie 'suko'.-zacytowałam i wychodzić z szatni pospiesznie założyłam bluzkę.
Na boisku stali już i czekali Chłopacy.
-Janette gdzie reszta?
-Że dziewczyny?
-Ehem..
-Doświadczają orgazmu bo jakiś luluś wpakował nam się do szatni.
-Że co?
-No idź sobie zobacz.- odpowiedziałam Christianowi.
-Simon biegnij zobacz co się tam dzieje-Gdy po 5 min. wrócił Simon patrząc na jego minę wybuchnęłam śmiechem.
-Co się tam dzieje?-Zapytał Chris.
-Ruchają się.
-co robią?
-No one stoją w stanikach i spodenkach on się przebiera u nich w szatni a one się podniecają?
-Dobra zostawmy ich. Wpiszemy im nieobecność a wy róbcie rozgrzewkę.
-Pedały jedne- zaśmiałam się pod nosem.- po najwięcej połowie lekcji zjawiło się państwo.
-Możecie iść macie wpisaną nieobecność.
-Ale ja kocham kosza.
-Trzeba było o tym myśleć na początku lekcji a nie na końcu.
-Mogę zagrać?
-Jeśli chcesz to tak. Ale ja za ciebie odpowiedzialności nie biorę. Teoretycznie was na tej lekcji nie ma.
-Dobra.
-Zapraszam do drużyny.
-No nie Chris! nie chcę go!- wydarłam się.
- I właśnie dlatego będziesz w jej drużynie.- rzucił puszczając mi oczko. Chyba już kimam co miał na myśli.
__________________________________
Witajcie kochane ;**
Przepraszam że przez ponad tydzień nie dodawałam ale czasami nie miałam siły pisać nie mówiąc juz o dodaniu rozdziału.
Tak zupełnie z innej beczki: Wybierając temat gwałtu nie wiedziałam, że będzie to aż takie trudne. Nie wiem jak się czuje dziewczyna po gwałcie ale postaram się wczuć i pisać to jak najlepiej.
Jak zapewne się domyśliłyście w tym tym rozdziale chodzi o Hazzę, ale to nie jest początek znajomości. To jeszcze nie czas na 1D więc na to musicie jeszcze trochę poczekać.
Dzisiaj mamy 30 września- czyli Dzień Chłopaka!
Wszystkim chłopcom jak również naszemu One Direction życzymy wszystkiego najlepszego :D
-To ja chciałem zapytać o co ci chodzi?
-Ale jak mi o co chodzi?
-No o co ci chodzi skoro o coś ci chodzi.
- Mi o nic nie chodzi to tobie o coś chodzi.
-Skoro ci o nic nie chodzi to o co ci chodzi.
-To tobie o coś chodzi i przeszedłem zapytać o co ci chodzi?
-Debil.
-Ale o co ci chodzi.?
-Wyjdź i zamknij drzwi.
-Bo?
-Co to kurwa mój pokój.
-Ile razy można powtarzać 'kurwa'?
-24 h na dobę kurwa.
-Ty jesteś nienormalna.
-Kurde człowieku denerwujesz mnie. Władowujesz mi się na chatę jak gdyby nigdy nic, potem tak na spontanie ruchasz moją matkę teraz przyłazisz do mojego pokoju i mówisz mi jaka to ja nie jestem?
Wiem że jestem: zarozumiała, bezczelna i arogancka ale uwierz ty nie jesteś lepszy.
-Nie przypominam sobie żebyśmy przechodzili na 'TY'.
-Nie przypominam sobie żebym zapraszała cię do siebie do domu.
-Byś chociaż raz uszanowała decyzję swojej matki.
-Koleś ty jesteś dobre 10 lat od niej młodszy.
-I?
-Jesteś taki głupi czy tylko takiego udajesz?
-Po prostu powiedz że zazdrościsz swojej matce takiego faceta.
-Ha ha! chłopczyku masz za wysokie EGO!.
-A ty jesteś najbardziej rozpieszczoną gówniarą jaką znam.- te słowa trochę zabolały więc postanowiłam mu się odgryźć. Na początek użyje tekstu taty.
-Pierdól ,pierdól ja słucham.
-To sobie posłuchasz. Nie pozwalasz swojej matce na odrobinę szczęścia. Kocham ją i cieszę się że na nią trafiłem. Nie rozumiem o co ci chodzi..sama nie masz chłopaka i zazdrościsz swojej matce że ją ktoś kocha, czy po prostu w życiu nie spotkało nic pięknego i nikt cię nie kocha.?
-Masz racje. Nic mnie w życiu pięknego nie spotkało, bo moje życie to paskudna, wredna, zasrana tragedia napisana przez cynicznego psychopatę. Nic o mnie nie wiesz i przychodzisz do mnie i mi mówisz coś czego w ogóle o mnie nie wiesz. A wiesz co jest najgorsze? Ta ciągła walka z losem który napisał nieciekawy scenariusz.- mówiłam ze łzami w oczach i spokojnym opanowanym głosem.- i każdy tak potrafi przyjść i mi powiedzieć tak prosto w twarz jaka jestem chociaż znają mnie tylko z widzenia. Po chuja mi 10 przyjaciół z czego Ta jebana siódemka jest fałszywa. Dzisiaj przychodzi do mnie i mi mówi coś np. na temat Ciebie a jutro idzie do kogoś innego i mi obrabia dupę. 'Przyjaciel' jest twoim największym wrogiem, bo wie o tobie wszystko. I ten moment kiedy 'przyjaciele' się od ciebie odwracają bo usłyszeli jakąś plotkę na twój temat. Przyjaciele powiadasz..? - łza zaczęła mi spływać po policzku..tak beztrosko.
-Janette zrozum.. ja nie chciałem...cię..
-Nic nie mów!
-... zranić.
-I tak już to zrobiłeś. A teraz wyjdź i trzymaj się ode mnie na wyciągnięcie ręki. Za pół godziny chce jechać
-Dobrze..- ze spuszczoną głową wyszedł z mojego pokoju. Szczerze mówiąc trochę zabolały mnie jego słowa. Ale to jakoś moje najmniejsze zmartwienie Nigdy nie przejmowałam się tym co ktoś o mnie mówi, ale kiedy się słyszy że ktoś do ciebie mówi że: Nigdy nie byłaś szczęśliwa?, albo coś takiego to wtedy jakby ktoś cię ukuł w serduszko. Może kiedyś, kiedy nie wiedziałam co to życie i jakie ono jest może by mnie to nie wzruszyło. Ale mimo iż mam już to głupie 18 lat i myślę że coś wiem o życiu to tak na prawdę jestem ciemna. Niczego jeszcze nie doświadczyłam i gówno wiem. Ale każdy człowiek musi dostać po dupie od życia. Bo jak nie w miłości to w życiu codziennym. I nie ma wyjątków. Żyjemy w XXI wieku. Żeby coś osiągnąć trzeba twardo dążyć do swego.Może i moje słowa nie są zbyt przekonujące ale za to prawdziwe. Może nie umiem powiedzieć w prost co czuje ale potrafię to w jakiś sposób pokazać.
Zarzuciłam plecak na jedno ramie i zbiegłam po schodach na dół. Założyłam moje zielono- czarne adasie i usiadłam na kanapie w salonie. Po chwili z kuchni z szklanką w ręku wyszedł Christian.
-Gotowa?-zapytał odstawiając szklankę na stolik.
Jego twarz miała taki sam wyraz zaskoczenia jak wtedy kiedy ich nakryłam razem. To było okropne! Od razu mi się to skojarzyło z tym gwałtem.. Momentalnie łza zakręciła mi się w oku. Powiedziałam sobie że będę silna a tu na samą myśl ryczę i w oczach każdego faceta obok którego przejdę wiedzę to pożądanie. To samo które wiedziałam w jego oczach kiedy wtedy w nocy do mnie przyszedł.
-Janette? Wszystko w porządku? czemu płaczesz?
-Tak wszystko ok. Chodźmy.
W samochodzie panowała niezręczna cisza. Strasznie ciężko było mi siedzieć z Nim w jednym samochodzie wiedząc że co chwilę na mnie zerka.
-No nie patrz się tak na mnie.
-to powiedz mi o co chodzi.
-I tak pewnie dowiesz się wszystkiego od mojej matki, a ja nie mam najmniejszej ochoty ci się zwierzać i o tym z Tb gadać więc daj mi spokój.
-Chciałem ci pomóc, pogadać. Ale z tb się nie da. Jesteś straszna!
-Straszne to jest to co mnie spotkałao, a ja jestem jaka jestem.Does not change.
-Nigdy nie zrozumiem kobiet- odburknął a ja pospiesznie wysiadłam z jego samochodu nie odpowaiadając mu.
-Poczekasz na mnie po lekcajach. I tak bd jechał do twojej matki.
-A po ilu kończysz???
-PO 6.
Hmm.. Dzisiaj mam 8 jak bym się zerwała z dwóch ostatnich nic by się nie stało. W końcu co tam te 2 godzinki we w te czy we w te. Tylko muszę uprzedzić Roba- mruczałam sama do siebie.
-Okay. Poczekasz na mnie chwilę.
-Dobra.
Ruszyłam w stronę szkoły nie chcąc stać na deszczu. Za głównymi drzwiami po prawej stronie stało brązowe biurko a za nim siedział wysoki umięśniony mężczyzna
-Cześć Robie. -przybiłam mu piątkę i zaczęłam wyciągać swoją legitymacje.
-Nie wyciągaj. Tylko machnij mi tu podpisik.
-Jak byś się sam nie mógł podpisać.- zaśmiałam się
-oj tam dzisiaj ty się możesz podpisać
-Muszę się zerwać dzisiaj z 2 ostatnich. Da radę.
-Dziś poniedziłek.. hmm.. da radę.
-Dzięki Robie- Hmm.. tak Ta konwersacja była dziwna. Robi zawsze mi pomagał- krył mnie zawsze kiedy zwiewałam. Rzadko kiedy to się zdarzało ale w sytuacjach awaryjnych podrabiał mój podpis że niby ja jestem w szkole. To jego mogłam uważać za prawdziwego przyjaciela.
Czasami spotkałam się z nim z nudów. Nigdy nic nas nie łączyło: Po pierwsze nie ciągnęło na do siebie,po drugie odpowiadało nam bardziej kumplowanie. Kiedy potrzebowała potrafił stanąć w mojej obronie albo mnie wysłuchać.
Lubie również jego dziewczynę.Oboje są cudownie potrafią wesprzeć człowieka. Nigdy nic nie miała przeciwko jak spotykałam się z Robem. Chodziliśmy często razem na imprezy. I o nich mogłam mówić jako o tych prawdziwych przyjaciołach.
-Co tam ciekawego? -zapytał po chwili milczenia.
-Szkoda gadać. Po prostu masakra.
-Co jest?
-Spotkamy się po szkole. Teraz za mało czasu żeby opowiedzieć za dużo materiału do przerobienie.
-O czym ty pieprzysz?
-Zobaczysz. Na razie- pomachałam mu i ruszyłam w kierunku sali w której miałam mieć angola.
Cześć wszystkim.- krzyknęłam w kierunku mojej klasy.
-No cześć.
-Dajcie zeszycik zjadę zadanie.- po chwili dostałam zeszyt. Przepisałam zadanie, kiedy kończyłam pisać zadzwonił dzwonek. Na szczęście gościu się spóźnił. A raczej go nie było. Do klasy wszedł dyrektor i powiedział że nie ma dzisiaj tego nauczyciela. Wszyscy się ucieszyli. Zapytano nas czy chcemy siedzieć w klasie czy pograć w piłkę. Większość chciała grać przynajmniej byli to Chłopacy których i tak była większa połowa więc i tak zawsze będzie jak oni chcieli. Zbiegliśmy do szatni i zaczęliśmy się przebierać. Oczywiście wszystkie marudziłyśmy że musimy grać. Zaczęliśmy się ścigać która pierwsza się ubierze. Zakładałam już bluzkę kiedy do naszej szatni wpakował się jakiś zielonki Koleś w loczkach. Zastopowałam zakładanie bluzki i Podeszłam do kolesia.
-A ty tu czego?
-Szukam szatni chłopaków z 3 klasy.
-Uh.. peszek. Wszedłeś do dziewczyn.
-To ja już...
-Nie, nie, nie..teraz to tu zostajesz. Moje koleżanki z chęcią popatrzą na twoją 'klatę'.- popukałam go po klatce piersiowej- A ja patrząc na ciebie kręcę na siebie bata więc żegnam.
-Mi odpowiada widok patrzenia na ciebie- przerzuciłam bluzkę przez ramie i Podeszłam do niego i położyła mu ręce na ramionach.
-Ciekawe czy to też ci tak będzie odpowiadać- rzuciłam po czym kolanem kopnęłam go w krocze. On aż się zwinął z bólu.
-Ty suko to bolało! Chcesz mnie pozbawić dzieci.?!- wydarł się na mnie. Nie go pozwolę sobie żeby tak mnie nazywał więc odwinęłam i uderzyłam go w twarz.
-Nigdy więcej nie mów do mnie 'suko'.-zacytowałam i wychodzić z szatni pospiesznie założyłam bluzkę.
Na boisku stali już i czekali Chłopacy.
-Janette gdzie reszta?
-Że dziewczyny?
-Ehem..
-Doświadczają orgazmu bo jakiś luluś wpakował nam się do szatni.
-Że co?
-No idź sobie zobacz.- odpowiedziałam Christianowi.
-Simon biegnij zobacz co się tam dzieje-Gdy po 5 min. wrócił Simon patrząc na jego minę wybuchnęłam śmiechem.
-Co się tam dzieje?-Zapytał Chris.
-Ruchają się.
-co robią?
-No one stoją w stanikach i spodenkach on się przebiera u nich w szatni a one się podniecają?
-Dobra zostawmy ich. Wpiszemy im nieobecność a wy róbcie rozgrzewkę.
-Pedały jedne- zaśmiałam się pod nosem.- po najwięcej połowie lekcji zjawiło się państwo.
-Możecie iść macie wpisaną nieobecność.
-Ale ja kocham kosza.
-Trzeba było o tym myśleć na początku lekcji a nie na końcu.
-Mogę zagrać?
-Jeśli chcesz to tak. Ale ja za ciebie odpowiedzialności nie biorę. Teoretycznie was na tej lekcji nie ma.
-Dobra.
-Zapraszam do drużyny.
-No nie Chris! nie chcę go!- wydarłam się.
- I właśnie dlatego będziesz w jej drużynie.- rzucił puszczając mi oczko. Chyba już kimam co miał na myśli.
__________________________________
Witajcie kochane ;**
Przepraszam że przez ponad tydzień nie dodawałam ale czasami nie miałam siły pisać nie mówiąc juz o dodaniu rozdziału.
Tak zupełnie z innej beczki: Wybierając temat gwałtu nie wiedziałam, że będzie to aż takie trudne. Nie wiem jak się czuje dziewczyna po gwałcie ale postaram się wczuć i pisać to jak najlepiej.
Jak zapewne się domyśliłyście w tym tym rozdziale chodzi o Hazzę, ale to nie jest początek znajomości. To jeszcze nie czas na 1D więc na to musicie jeszcze trochę poczekać.
Dzisiaj mamy 30 września- czyli Dzień Chłopaka!
Wszystkim chłopcom jak również naszemu One Direction życzymy wszystkiego najlepszego :D
sobota, 22 września 2012
A co ja mam na czole napisane 'INFORMACJA'?! - #2
- Dlaczego to zrobiłeś? - wydarłam się na ojca. Nie mogłam już powstrzymać w sobie emocji i zaczęła się druga wojna tego dnia.
- Jane ty jesteś taka głupia czy taka naiwna?
- Ja po prostu dążę do sprawiedliwości.
- A ja do dobra reputacji.
- Aha, czyli liczy się tylko twoja reputacja?
- Nie, ale zależy mi zarówno na niej jak i na tobie.
- Śmieszny jesteś. Wcale ci na mnie nie zależy.
- Zależy, ale nie mogę narażać szkoły na to wszystko.
- Jasne, tobie tak zależy jak ja przespałam się z Harrym Stylesem i Niallem Horanem.
- A przespałaś się? - zapytał zdziwiony.
- Zwariowałeś to są gwiazdy.
- Aha. A gdzie jest Perrie?
- Ona też ci pomagała.
- Nie. Gdzie ona jest?
- A więc to ty sam poprzestałeś mój pokój żeby nie znaleźli żadnych dowodów i żeby cała sprawa ucichła, sorry żeby w ogóle nikt o niej nie mówił?
- Tak to ja. A teraz kurwa powiedz mi gdzie jest Perrie.?
- Perrie wjechała. Chciała ci powiedzieć że wyjeżdża, ale przyszła akurat policja, a ona miała niedługo lot i właśnie 10 minut temu wyleciała. Ja ci miałam tylko przekazać. A nie powiedziała ci o tym wcześniej, bo dobrze wiedziała, że nie będziesz mógł zostawić szkoły i tak wyjechać.
- Gdzie ona poleciała?
- A co ja mam na czole napisane 'INFORMACJA'?!
- Nie ale mogłabyś mi chociaż powiedzieć.
- A skąd ja niby mam to widzieć?
- Nie wiem. Może ci powiedziała.
- Nie powiedziała. Zostawiła tylko to i powiedziała, że masz nie dzwonić najwyżej wysłać sms-a. Tymczasem żegnam.
- Janette.
- Co?
- Matka dzwoniła.
- Czego chciała?
- Powiedziała, że wróci wcześniej i to załatwi.
- Co załatwi?
- No tą sprawę z gwałtem.
- A co jest do załatwienia? Przecież to ty stanąłeś przeciwko mnie, pewnie ona też zrobi to samo. Zapewne dla dobra swojej "reputacji prawniczej" - nakreśliłam w powietrzu cudzysłów, po czym udałam się do swojego pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i wzięłam do ręki jakąś książkę i zaczęłam czytać, ale zmorzył mnie sen, więc odłożyłam książkę.
Była już 4:30 Pm, więc wzięłam wszystkie swoje pierdoły i wyszłam z domu oznajmując ojcu, że wychodzę. On siedział załamany i pił. Nie wiem dlaczego był załamany. Przecież niby jeszcze są razem. Może chodziło mu o to że go zostawiła? Szczerze to miałam to w dupie.
Kiedy tak szłam do Perrie, dostałam sms-a od ojca. Debili uwierzył że to jest jej numer. Oj... naiwny jest.
'Perrie, jak mogłaś tak wyjechać beze mnie i mnie tak samego zostawić. Już mnie nie kochasz?'
Kiedy to przeczytałam, nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam masakrycznie głośnym śmiechem. To było dziecinne. Postanowiłam na razie nie odpisywać. Niech posiedzi, pomartwi się, nie zaszkodzi mu to.
Kiedy doszłam do domu Perrie, drzwi były otwarte, więc władowałam się bez pytania. Blondynka właśnie schodziła po schodach.
- Cześć piękna - zaczęłam jej słodzić - Gotowa?
- Oczywiście. - uśmiechnęła się.
W Centrum Handlowym Perrie kupiła ze 3 pary szortów, 2 pary szpilek i sandałki, chyba 2 kostiumy kąpielowe, kilka zwiewnych sukienek i miniówkę.
Łaziłyśmy tak ze 4 godziny potem kupiłyśmy kawę i ruszyłyśmy do domu. Tam pomogłam jej wszystko spakować. Ona była nienormalna! Dwie duże walizy i jedną małą małą i to na dwa tygodnie. Trzy walizy samych ubrań. To ja sobie nie wyobrażam jak ona na przykład jedzie w trasę koncertową na 1-2. A gdyby ona miała zabrać ze sobą jeszcze jedzenie?! Tir by się przydał...
Odwiozłam ją na lotnisko. Na szczęście strój Perrie, uczesanie i te okulary na nosie sprawiały, że nikt by jej nie rozpoznał. Po za tym nikt nie zwrócił na nią większej uwagi, bo wszyscy byli zajęci The Wanted z czego bardzo się cieszyłam. Starałam się jak najszybciej wpakować ją do tego durnego samolotu i koleją część akcji mieć już za sobą. Perrie chyba z piętnaście razy mnie wyściskała. A kiedy samolot wystartował, ja odetchnęłam z ulgą i wróciłam do domku. Tam zastałam ojca zlanego w trzy dupy. Posprzątałam ten cały bałagan w salonie, wyłączyłam tv i przykryłam go kocem.
- Żal mi cię. - rzuciłam i poszłam do siebie do pokoju. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka, biorąc do ręki swojego tableta. Na tt follownęłam Perrie. Nie chciało mi się z nikim pisać, więc wyłączyłam tableta i poszłam spać.
Około 5 am obudziło mnie potworny huk. Zobaczyłam, że jest burza, a to zapewne było wyładowanie atmosferyczne. Szybko wyłączyłam telefon i zbiegłam na dół zobaczyć co w ojcem, ale on w najlepsze spał. Wyciągnęłam wtyczkę od telewizora, bo ojciec ciągle marudził, że mamy nowe telewizory i mamy o nie dbać. Władowałam się do ich sypialni, bo tam też wisiał na ścianie telewizor. Ja wchodzę, a tam... jakiś koleś i mama.
- Czy wyście wszyscy powariowali? - powiedziałam spokojnie. Oni od razu przykryli się kołdrą. - Wczoraj ojciec się pierdolił z Perrie, dzisiaj ty mi sprowadziłaś mi jakiegoś kolesia i się z nim pieprzysz. Co to ma być?
- Ojciec ci nic nie mówił?
- Nie obchodzą mnie wasze argumenty. Jesteście po równo pojebani. Nic się dla ciebie już nie liczy, tyko ta twoja jebana reputacja. - rzuciłam i szybko wyszłam z pokoju. Znów łzy pchały się do moich oczu. Kiedy weszłam do pokoju rozpłakałam się na dobre. Ale powiedziałam sobie, że nie będę przez jakiś debili płakała. Ubrałam się w czarne rurki, czarny t-shirt i grubą zieloną bluzę z katarem. Myślę, że po drodze do szkoły aż tak bardzo nie zmarznę. Zeszłam na dół i zaczęłam robić śniadanie. Najpierw chciałam zrobić tylko sobie, ale potem wpadłam na pomysł, żeby podstępem wykorzystać matkę i tego gościa. Zrobiłam jajecznicę, tosty i zaparzyłam kawę. Poszłam do [ich] sypialni i zastałam ich w troszkę nietypowej pozycji.
- Nie nauczyli pukać?
- Nie - warknęłam.- Chodźcie na śniadanie. Kawa stygnie.- po czym wyszłam z pokoju. Sama zjadłam dwa tosty popijając sokiem pomarańczowym. Wtem zjawili się szanowni hrabiostwo.
- Cześć córciu - rzuciła matka całując mnie w policzek.
- No cze.- podparłam się rękami na oparciu krzesła.
- Poznaj.. yy.. to jest..
- ...Christian - przerwałam jej w pół słowa.
- Skąd go znasz?
- Ta.. Christian uczy mnie w-f.
- Co?
-No..
- To o niej mówiłeś?- to pytanie było skierowane do Chrisa.
- Ehem.
- Dziwne. Nigdy nie chodziła na żadne lekcje tańca.
- Jeszcze mało o mnie wiesz.- wtedy dopiero zrozumiałam, że chodzi zapewne o tą choreografię na konkurs tańca, który cudem udało nam się wygrać. Nie przewidziałam, że będzie aż taka konkurencja, a tu zaskoczka. - W każdym razie mniejsza o to. Mamy dopiero parę minut po szóstej, więc macie jeszcze trochę czasu żeby się zabawić, z tego co się orientuje pierwszą lekcję masz z drugą klasą, czyli tak jak ja masz na ósmą, więc mnie podrzucisz na lekcję. No. Cieszę się, że się rozumiemy. - Nie czekając na jego odpowiedź wyszłam z kuchni. Usłyszałam jeszcze tylko krótkie: "A to podstępna żmija" wypowiedziane z ust matki. Uśmiechnęłam się tylko sama do siebie i pokierowałam się do swojego pokoju. Wrzuciłam tylko parę zeszytów do plecaka. Siedziałam tak sobie czytając książkę, ale jakiś debil zapukał do drzwi. Na beszczelu władował mi się do pokoju. Kiedy zobaczyłam w drzwiach Christiana, kompletnie odechciało mi się czytać albo iść do szkoły. Po prostu nie lubię kolesia, noo...!
- Jane ty jesteś taka głupia czy taka naiwna?
- Ja po prostu dążę do sprawiedliwości.
- A ja do dobra reputacji.
- Aha, czyli liczy się tylko twoja reputacja?
- Nie, ale zależy mi zarówno na niej jak i na tobie.
- Śmieszny jesteś. Wcale ci na mnie nie zależy.
- Zależy, ale nie mogę narażać szkoły na to wszystko.
- Jasne, tobie tak zależy jak ja przespałam się z Harrym Stylesem i Niallem Horanem.
- A przespałaś się? - zapytał zdziwiony.
- Zwariowałeś to są gwiazdy.
- Aha. A gdzie jest Perrie?
- Ona też ci pomagała.
- Nie. Gdzie ona jest?
- A więc to ty sam poprzestałeś mój pokój żeby nie znaleźli żadnych dowodów i żeby cała sprawa ucichła, sorry żeby w ogóle nikt o niej nie mówił?
- Tak to ja. A teraz kurwa powiedz mi gdzie jest Perrie.?
- Perrie wjechała. Chciała ci powiedzieć że wyjeżdża, ale przyszła akurat policja, a ona miała niedługo lot i właśnie 10 minut temu wyleciała. Ja ci miałam tylko przekazać. A nie powiedziała ci o tym wcześniej, bo dobrze wiedziała, że nie będziesz mógł zostawić szkoły i tak wyjechać.
- Gdzie ona poleciała?
- A co ja mam na czole napisane 'INFORMACJA'?!
- Nie ale mogłabyś mi chociaż powiedzieć.
- A skąd ja niby mam to widzieć?
- Nie wiem. Może ci powiedziała.
- Nie powiedziała. Zostawiła tylko to i powiedziała, że masz nie dzwonić najwyżej wysłać sms-a. Tymczasem żegnam.
- Janette.
- Co?
- Matka dzwoniła.
- Czego chciała?
- Powiedziała, że wróci wcześniej i to załatwi.
- Co załatwi?
- No tą sprawę z gwałtem.
- A co jest do załatwienia? Przecież to ty stanąłeś przeciwko mnie, pewnie ona też zrobi to samo. Zapewne dla dobra swojej "reputacji prawniczej" - nakreśliłam w powietrzu cudzysłów, po czym udałam się do swojego pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i wzięłam do ręki jakąś książkę i zaczęłam czytać, ale zmorzył mnie sen, więc odłożyłam książkę.
Była już 4:30 Pm, więc wzięłam wszystkie swoje pierdoły i wyszłam z domu oznajmując ojcu, że wychodzę. On siedział załamany i pił. Nie wiem dlaczego był załamany. Przecież niby jeszcze są razem. Może chodziło mu o to że go zostawiła? Szczerze to miałam to w dupie.
Kiedy tak szłam do Perrie, dostałam sms-a od ojca. Debili uwierzył że to jest jej numer. Oj... naiwny jest.
'Perrie, jak mogłaś tak wyjechać beze mnie i mnie tak samego zostawić. Już mnie nie kochasz?'
Kiedy to przeczytałam, nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam masakrycznie głośnym śmiechem. To było dziecinne. Postanowiłam na razie nie odpisywać. Niech posiedzi, pomartwi się, nie zaszkodzi mu to.
Kiedy doszłam do domu Perrie, drzwi były otwarte, więc władowałam się bez pytania. Blondynka właśnie schodziła po schodach.
- Cześć piękna - zaczęłam jej słodzić - Gotowa?
- Oczywiście. - uśmiechnęła się.
W Centrum Handlowym Perrie kupiła ze 3 pary szortów, 2 pary szpilek i sandałki, chyba 2 kostiumy kąpielowe, kilka zwiewnych sukienek i miniówkę.
Łaziłyśmy tak ze 4 godziny potem kupiłyśmy kawę i ruszyłyśmy do domu. Tam pomogłam jej wszystko spakować. Ona była nienormalna! Dwie duże walizy i jedną małą małą i to na dwa tygodnie. Trzy walizy samych ubrań. To ja sobie nie wyobrażam jak ona na przykład jedzie w trasę koncertową na 1-2. A gdyby ona miała zabrać ze sobą jeszcze jedzenie?! Tir by się przydał...
Odwiozłam ją na lotnisko. Na szczęście strój Perrie, uczesanie i te okulary na nosie sprawiały, że nikt by jej nie rozpoznał. Po za tym nikt nie zwrócił na nią większej uwagi, bo wszyscy byli zajęci The Wanted z czego bardzo się cieszyłam. Starałam się jak najszybciej wpakować ją do tego durnego samolotu i koleją część akcji mieć już za sobą. Perrie chyba z piętnaście razy mnie wyściskała. A kiedy samolot wystartował, ja odetchnęłam z ulgą i wróciłam do domku. Tam zastałam ojca zlanego w trzy dupy. Posprzątałam ten cały bałagan w salonie, wyłączyłam tv i przykryłam go kocem.
- Żal mi cię. - rzuciłam i poszłam do siebie do pokoju. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka, biorąc do ręki swojego tableta. Na tt follownęłam Perrie. Nie chciało mi się z nikim pisać, więc wyłączyłam tableta i poszłam spać.
Około 5 am obudziło mnie potworny huk. Zobaczyłam, że jest burza, a to zapewne było wyładowanie atmosferyczne. Szybko wyłączyłam telefon i zbiegłam na dół zobaczyć co w ojcem, ale on w najlepsze spał. Wyciągnęłam wtyczkę od telewizora, bo ojciec ciągle marudził, że mamy nowe telewizory i mamy o nie dbać. Władowałam się do ich sypialni, bo tam też wisiał na ścianie telewizor. Ja wchodzę, a tam... jakiś koleś i mama.
- Czy wyście wszyscy powariowali? - powiedziałam spokojnie. Oni od razu przykryli się kołdrą. - Wczoraj ojciec się pierdolił z Perrie, dzisiaj ty mi sprowadziłaś mi jakiegoś kolesia i się z nim pieprzysz. Co to ma być?
- Ojciec ci nic nie mówił?
- Nie obchodzą mnie wasze argumenty. Jesteście po równo pojebani. Nic się dla ciebie już nie liczy, tyko ta twoja jebana reputacja. - rzuciłam i szybko wyszłam z pokoju. Znów łzy pchały się do moich oczu. Kiedy weszłam do pokoju rozpłakałam się na dobre. Ale powiedziałam sobie, że nie będę przez jakiś debili płakała. Ubrałam się w czarne rurki, czarny t-shirt i grubą zieloną bluzę z katarem. Myślę, że po drodze do szkoły aż tak bardzo nie zmarznę. Zeszłam na dół i zaczęłam robić śniadanie. Najpierw chciałam zrobić tylko sobie, ale potem wpadłam na pomysł, żeby podstępem wykorzystać matkę i tego gościa. Zrobiłam jajecznicę, tosty i zaparzyłam kawę. Poszłam do [ich] sypialni i zastałam ich w troszkę nietypowej pozycji.
- Nie nauczyli pukać?
- Nie - warknęłam.- Chodźcie na śniadanie. Kawa stygnie.- po czym wyszłam z pokoju. Sama zjadłam dwa tosty popijając sokiem pomarańczowym. Wtem zjawili się szanowni hrabiostwo.
- Cześć córciu - rzuciła matka całując mnie w policzek.
- No cze.- podparłam się rękami na oparciu krzesła.
- Poznaj.. yy.. to jest..
- ...Christian - przerwałam jej w pół słowa.
- Skąd go znasz?
- Ta.. Christian uczy mnie w-f.
- Co?
-No..
- To o niej mówiłeś?- to pytanie było skierowane do Chrisa.
- Ehem.
- Dziwne. Nigdy nie chodziła na żadne lekcje tańca.
- Jeszcze mało o mnie wiesz.- wtedy dopiero zrozumiałam, że chodzi zapewne o tą choreografię na konkurs tańca, który cudem udało nam się wygrać. Nie przewidziałam, że będzie aż taka konkurencja, a tu zaskoczka. - W każdym razie mniejsza o to. Mamy dopiero parę minut po szóstej, więc macie jeszcze trochę czasu żeby się zabawić, z tego co się orientuje pierwszą lekcję masz z drugą klasą, czyli tak jak ja masz na ósmą, więc mnie podrzucisz na lekcję. No. Cieszę się, że się rozumiemy. - Nie czekając na jego odpowiedź wyszłam z kuchni. Usłyszałam jeszcze tylko krótkie: "A to podstępna żmija" wypowiedziane z ust matki. Uśmiechnęłam się tylko sama do siebie i pokierowałam się do swojego pokoju. Wrzuciłam tylko parę zeszytów do plecaka. Siedziałam tak sobie czytając książkę, ale jakiś debil zapukał do drzwi. Na beszczelu władował mi się do pokoju. Kiedy zobaczyłam w drzwiach Christiana, kompletnie odechciało mi się czytać albo iść do szkoły. Po prostu nie lubię kolesia, noo...!
środa, 12 września 2012
Akcję 'Zniszczyć Perrie' uważam za rozpoczętą.- #1
Otworzłam lekko powieki. Za oknem było jeszcze szaro. Lekko dźwignęłam się na łokciach. Było mi zajebiście zimno. Zegarek pokazywał 9. Czyli nie był to zmierzch tylko szare londyńskie chmury zapowiadający kolejny deszcz. Założyłam szlafrok i ruszyłam do rodziców sypialni. Zastałam tam swojego ojca śpiącego w najlepsze.
-Znowu Pierdoliłeś się z Perrie? Jak mogłeś mnie zostawić samą, nie informując mnie o tym i zostawiając drzwi otwarte??
-O co ci dziewczyno chodzi?- odpowiedział pytaniem na pytanie nie otwierając nawet oczu.
-O to że pieprzysz się pewne z kolejną 19- latką, ty sobie wchodzisz i mi nic nie mówisz. W nocy przyszedł mój były chłopak i mnie zgwałcił. Czy ty kurwa nic nie rozumiesz.?
-Wyrażaj się gówniaro.Zapewnień znowu histeryzujesz.
-No jasne mama musi wyjechać w delegacje, ty w tym czasie zaliczysz połowę dziewczyn z miasta ale ja już ciebie nie obchodzę.
-Posłuchaj mnie.- powiedziałaś stając przede mną i kładąc mi ręce na ramiona.- twoja matka zdradza mnie tak samo jak ja ją. Nie rozwiedliśmy się tylko dlatego że ja jestem dyrektorem szkoły i by to zaszkodziło mojej reputacji, a że matka jest prawnikiem to również by to jej zaszkodziło. Da mi dupy raz na tydzień i to tyle nas łączy.Nie kochamy się i to tyle na rent temat. - rzucił wypychając mnie z pokoju.
-Tato! Jesteś cholernym egoistom! Interesuje cię tylko Ta twoja Piree.
-Nie Piree tylko Perrie. Kasy potrzebujesz? Ile? - rzucił sięgając do sejfu.- masz tu 300 funciaków i zejdź mi z oczu.
-Nie chce twojej Pierdolonej kasy.- rzuciłam w niego pieniędzmi.
-Jest 9 rano. Do tego jest sobota, wolne od szkoły. Chce wkońcu odpocząć, nie mam zamiaru użerać 6 dzień w tygodniu z jakimś rozmieszczonym bachorem. Dosyć mam ich nacodzień.
-Kurwa nic nie rozumiesz?
-No Kurwa w tym problem że nic nie rozumiem. Na co ty liczysz
.-Że ruszysz swoją dupei pójdziesz ze mną na policję!
-Policję? Po co znów?
-W nocy mnie zgwałcił mój były chłopak. Ile razy mam.jeszcze to powtórzyć.?
-Ta a ja się przespałem z Demi Lovato.
-Nie zartuj sobie nawet w ten.sposób.
-Dziewczyno nie obchodzi mnie z kim się bzykasz w nocy gdy mnie nie ma. Możesz to robić od 3 lat, a po za tym jesteś dorosła. I mnie w żadne gwałty nie wplątuj.- uciął krótko i zamknął nu drzwi przed nosem. A ja na beszczelu weszłam z powrotem.
-Czyli mnie nie pomożesz?
- Nie będę sobie psuł reputacji.
-Lepiej od razu.powiedz że cię.nie obchodzę.
-Pieprol, pierdol ja słucham.
-I że mi nie wierzysz.- wydarłam się
-Nie nie wierze ci, i nie pójdę z tobą na policję!- wrzasnął - a teraz spierdalaj.- rozpłakałam się i wybiegłam z sypialni ojca. Pobiegła do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz. Osunęłam się na podłogę i zaczęłam mocniej i głośniej płakać.Zacznijmy od początku: Chociaż zapewne każda dziewczyna wstydzi się o tym mówić, a sama myśl że ktoś mógłby, a raczej zgwałcił jest dołująca postaram się nie postępować w ten sposób. Nie umiem znieść myśli że ojciec mi nie wierzy i nie chcę pomóc. Ale niby dlaczego mnie to nie dziwi?? Ma teraz swoją 'eks' to co go obchodzi córka? Dobra nie karze mu się mną opiekować albo co, ale by mógł mnie chociaż raz wesprzeć. czy ja na prawdę tak dużo wymagam.? Teraz jak każda inna dziewczyna zgwałcona pewnie nie powinnam nic nikomu mówić. Ale ja tak nie zrobię. Pokaże tym wszystkim dziewczyną które wstydzą się przyznać przed policją że zostały zgwałcona że można. Nie potrzebuje niczyjej pomocy. Dam sobie sama radę. Tak! właśnie tak zrobię. Wzięłam szybki prysznic i wybrałam jakieś ubrania z szafy. Zanim się bujnełam była już 12. Weszłam na posterunek policji tam przywitał mnie jakiś starsz oficer dyżurny.
-Chciałabym..- zaczęłam ale sama myśl powodowała u mnie chęć wymiotów, ale nie miałam na co czekać ani na co liczyć. Na wycofywanie było również za późno więc najlepiej jebnąć prosto z mostu i mieć to za sobą.- Eee.. poprostu zostałam zgwałcona.
-I przychodzi i pani mówi tak to po prostu
.-to aż takie dziwne?
-Tak bo zaledwie 10% kobiet po gwałcie to zgłasza i po za tym płaczą tu że chusteczk nie starcza.
-Aha to mam czekać i patrzeć aż będzie gwałcił następne dziewczyny?
-Nie, ale pani słowa nie są wiarygodne.
-Pana zadaniem nie jest oceniać czy moje słowa są wiarygodne tylko przyjąć zeznania.
-Dobrze więc proszę opowiadać wszystko od początku. -
Jak każdy normalny człowiek spałam. I wtedy do mojego pokoju wszedł mój były chłopak. I tak poprostu mnie zgwałcił.
-Czy był ktoś w domu oprócz pani.?
-Tak mój były chłopak.
-Pytam o domowników.?
-Chyba nie.
-Około której godziny w nocy to się stało.?
-Około 2. -czy kąpała się pani po gwałcie.?
-A co kurwa miałam przjść ze spermą na brzuchu?
-Ja rozumiem pani zdenerwowanie ale proszę się trochę opanować.
-Przepraszam.
-Więc na bym to skończyliśmy? ...a tak.. więc potrzebne będę badania ginekologa. Może pani udać się do swojego ginekologa albo my panią skierujemy do naszego zaufanego ginekologa.
-Nie jednak wolę do swojego.
- Po za tym będą potrzebne zeznania domowników.
-Matka wróci jutro ojciec jest w domu.
-Czy pani zmieniała pościel lub ruszała co kolwiek w swoim pokoju.?
-Nie wszystko zostało tak jak było. Dobrze mam nadzieję że chociaż tam znajdziemy ślady spermy.- coś tam mi jeszcze pierdolił a potem pojechaliśmy do ginekologa. Znaczy oczywiście sama weszłam ale gościu nie chciał mi nic powiedzieć o jego przypuszczeniach tylko chciał gadać z policjantem. Siedzę tu już w tej głupiej przychodni i czekam już z 15 minut na tego policjanta.
-Yy.. według badań i analizy doktora Copage dziś w nocy doszło do stosunku ale nie był to gwałt gdyż mnie ma żadnych obrażeń spowodowanych gwałtownym ruchem. Jedyne co pan Copage przypuszcza że ló był stosunek ale na który mogła by pani wyrazić zgodę. A więc diagnoza jest sprzeczna z pani zeznaniami
.-Czyli że niby ja się z nim dobrowolnie przespałam?
-Na to wygląda.
-To jest jakiś absurd- rzuciłam przeczesując włosy- mam nadzieję że w moim spokoju będzie coś potwierdzającego moją wersję.
-Oby.- Kiedy dotarliśmy do domu zastaliśmy tam mojego ojca i ją.
-Dzień dobry. - rzucił ojciec.
-Witam pańska córka zgłosiła gwałt. Potrzebujemy dowodów rzeczowych
. -Oczywiście proszę za mną. - rzekł ojciec i poprowadził ich do mojego pokoju. Zastanawiało mnie od kiedy on jest taki miły ale dobra. Poszłam do kuchni gdzie zastałam super zajebistą Perrie. Nawałam sobie soku i Usiadłam przy stole przeglądając dzisiejszą prasę.
-Już nawet nie raczysz się odezwać?- wstałam wkurzona i Podeszłam do niej przyciskając do jej klatki piersiowej wskazujący palec.
-A kim ty niby kurwa kim jesteś że masz mi mówić co mam robić?
-Kobietą twojego ojca.
-Ha ha. Kobietą..dobre sobie. Ty Dziewczynko jesteś płaska jak deska. Żeby być kobietą trzeba mieć coś tu- wskazałam na piersi.- nie wiem co ojciec w tobie widzi. Płaska, głupia i brzydka. Chyba leci na twoją kase. Chociaż nie..jest dyrektorem szkoły ma dosyć kasy.- udałam minę myśliciela.
-Posłuchaj niewychowana panno która nie wie jak się zachować w stosunku do starszych.
-nie to ty posłuchaj. To że ojciec z matką się nie kochają to nie znaczy że ty masz psuć między nami relacje. Nie chce cię widzieć więcej w moim domu, bo działasz mi na nerwy. Zapewne dajesz dupy połowie miasta..ale to już nie mój problem.Działasz mi na nerwy.
-Nie nawidze cię.-Chciała już wyjść ale ją zatrzymałam.Mój pomysł był genialny. Brakowało tylko nad moją głową zapalonej żarówki.
-Perrie..zaczekaj. Przepraszam cię.. Wcale tak nie myślę. Poprostu poniosło mnie. Ta całą sprawa z tym gwałtem...-zaczęłam udawać że płacze
. -Już dobrze. Rozumiem cię.
-Na prawdę? Oh...Perrie.-rzuciłam jej się na szyję pozorując przytulanie.
-Jasne.
-A nie pomyślałaś tak sobie żeby gdzieś polecieć, odpocząć od tego zgiełku?
-Wiesz to nie jest zły pomysł. Może zabiorę ze sobą twojego ojca.?
-To narazie nierealne. Ojciec ma szkołę i nie może od tak wyjechać na urlop.
-No cóż. Mówi się trudno. Może z innym razem z nim pojadę.
-Pomóc ci to wszystko zorganizować?
-Jeśli chcesz.
-To co wybierasz? Majora, Flo Rida , Miami, Hiszpania, Grecja?
-W Hiszpani już byłam, na Majorce też może teraz Miami
. -Świetny pomysł. Tam przynajmniej jest cały czas słońce.
-Noo. Będę miała okazję żeby się opalić. Mam już dosyć solarki.
-Więc chodźmy zabookować bilet.
-Oczywiście.- ruszyliśmy do salonu gdzie stał laptop ojca.
-Więc tak. Wylot dzisiaj eee.. 11:10 Pm, lub jutro o 10:30 am.
-10:30?? Za wcześnie. Nie wyśpie się.- zaśmiałam się
-Ok bilet zabookowany teraz hotel. 4 czy 5?
-Oczywiście że 5 gwiazdkowy.
-Dobra mam. Teraz tak.Jednoosobowy?
-Ehemm.
-Na jak długi okres?
-Tydzień. Albo nie! Zaszaleje. Dawaj dwa tygodnie.
-Ha ha. Masz musisz wypełnić swoje dane- podałam jej laptop. Po 5 minutach oddała.
-Ok. Poszło. Więc teraz tylko trzeba zrobić potwierdzenie rezerwacji. I mamy 3-4 godzinki na zaaaaaakupy. No przecież musisz ładniewyglądać w Miami. Przecież jesteś gwiazdą i zna cię cały świat.
-Oj nie pochlebiaj mi- zaśmiała się.
-dobra. Leć do domu i zacznij się pakować. Resztę kupimy. A ja o 5 Pm będę u Ciebie.
-Okay. Pocałowała mnie w policzek i wyszła z domu. Ja tylko podskoczyłam z radości bo połowa mojego planu jest zrealizowana. Sprawdziłam w laptop ojca adres Perrie i skasowałam całą historię żeby ojciec się nie dopatrzył gdzie wyleciała Perrie. Za 10 minut wyszedł ojciec z funkcjonariuszami.
-Niestety nie znaleźliśmy żadnych oznak spermy, śladów gwałtu. Więc twoje oskarżenia nie mają żadnego potwierdzenia. Twój ojciec zeznał że był całą noc w domu czyli nie mamy podstaw do rozpoczęcia postępowania. Przykro mi i żegnamy.- Stałam tak i patrzyłam jak wychodzą. Wpadłam do pokoju jak torpeda. Nie było moich piżam, idealnie pościęlone łóżko. Wszystko wysprzątane. Ale jak to? To sprawa ojca. Na pewno. Wkurwiłam się jak nigdy. Ale pomyślałam o Kontynulacji mojego planu. Jak dobrze że ojciec nie ma mojego numeru. Napisałam go na kartce. Mam zamiar mu go dać jako numer Perrie żeby przechwycić wszystkie jego wiadomości. Za to co ojciec mi zrobił, cieszyłam się że podjęłam tą akcję.
Za to co mi zrobił ojciec należy mu się.ha ha. Chyba jeszcze nie wie na co mnie stać.. Akcję 'Zniszczyć Perrie' uważam za rozpoczętą.
________________________________
Cze :p
Trochę zwlekałam z dodawaniem rozdziałau ale obiecałam ze dzisiaj dodam więc dodaję :) Mam nadzieję że się domyślacie jaki jest pomysł Janette a jeśli nie to się dowiecie w krótce.
Mam nadzieję że pod tym rodziałem pojawi się tyle komentarzy co pod prologiem :D
A następny rozdział nie wiem kiedy dodam, bo jutro mamy urodziny, w piątek jadę na zawody ( trzymajcie kciuki) więc nie wiem kiedy sę wezmę za pisanie :p
Tak apropo urodzin:
Jutro już 13.09 więc dla naszego kochanego Nialla Horanka najlepsze życzenia.
Wczoraj Majka wymyśliła nową nazwę, więc nie ma Horalków , ani Góralków są HORANKI :D
Kocham <3
Karlee.
wtorek, 4 września 2012
Prolog
Usłyszałam ciche, ledwie słyszalne skrzypnięcie drzwi. W tej ciemności nie mogłam dostrzec nawet sylwetki osoby znajdującej się w mojej sypialni. Ze strachu przykryłam się pod samą szyję i wyczekiwałam jakiegokolwiek ruchu. Poczułam po chwili jak moje łóżko w okolicach nóg się ugina, co oznaczało że ktoś na nim usiadł.
- Tak bardzo tęskniłem za tobą, kochanie. - Nie wiedziałam czyj to głos. Na początku wydawało mi się, że to mój ojciec, ale kiedy zaczął mnie całować poczułam znów ten sam smak ust co przed kilkoma laty.
-Ty męska szowinistyczna świnio. - warknęłam i zepchnęłam go w mojego łóżka. - Skąd masz czelność jeszcze tutaj przychodzić, zakłócać mój spokój i ranić mnie ponownie. Nigdy ci śmieciu tego nie wybaczę. A teraz wypierdalaj z mojego domu, bo zaraz zawołam ojca.
- Możesz krzyczeć ile chcesz, twojego ojczulka nie na w domu. Nikt cię nie usłyszy, więc ta noc jest nasza, kotku.
- Od kiedy, kurwa, niby jestem zwierzęciem, co? Nie jestem twoim kotkiem i nigdy nie będę, żałuję że kiedykolwiek byłam. Nie byłeś wart moich uczuć. Za mało ci dawałam? Nie znałeś słowa miłość, dla ciebie liczyły się tylko sprawy łóżkowe. Żałuję, że uświadomiłam to sobie tak późno, jak już mnie zraniłeś.
- Masz rację byłaś genialna w łóżku. Robiłaś mi dobrze jak żadna inna.
- To po co mnie zostawiłeś? Nawet lepiej bo nie chciałabym być w związku z kimś, komu potrzebna byłam tylko na jedną noc do łóżka. Wiesz czego jeszcze żałuję? Że nie wypierdoliłam cię z mojego życia równie szybko jak cię poznałam.
-Nie dramatyzuj, bo co było i nie jest nie pisze się rejestr. Przejdźmy do szczegółów.
- Wal się.
- Nie będę walił siebie tylko ciebie. - Odsunęłam się na bezpieczną odległość, a on tak po prostu rzucił mnie na łóżko i zaczął całować. Po szyi, obojczyku i schodził coraz niżej. Próbowałam go odepchnąć, zwalić ze mnie, ale on nic. Był większy, silniejszy i stawiał opór.Żeby dostać się do moich piersi rozdał moją koszulę nocną.
- Janette! Nic się nie zmieniłaś. Jesteś tak samo cudowna jak kilka lat temu.
- Jesteś nienormalny... - Nie. Wiem że pragniesz tego tak samo jak ja.. .- Nie! Puszczaj! - Nic nie odpowiedział, tylko mnie zaczął rozbierać z bielizny! - Ty psychopato! - wydarłam się kiedy zdarł ze mnie już całe ubranie i zaczął zdejmować swoje spodnie. Jednak i tak nie miałam jak się wyswobodzić z uścisku jego dłoni. Wszedł we mnie gwałtownie. Zaczęłam okładać pięściami jego klatkę piersiową, jednak po chwili złapał mnie za nadgarstki i rozłożył po obu stronach mojej głowy. Krzyczałam, próbowałam mu się wyrwać, ale oczywiście na marne. Pochylił się nade mną i wtargnął z językiem do wnętrza mojej buzi. Nie oddawałam 'pocałunku', w pewnym momencie go ugryzłam. Odsunął się niezadowolony i wykonał mocniejsze pchnięcie, na wskutek czego krzyknęłam. Jego twarz wykrzywił złośliwy uśmiech. Wtulił twarz w moje piersi. Jedną z nich drażnił językiem, drugą natomiast bawił się ręką. Uwolnioną lewą dłoń przyłożyłam mu do szyi i spróbowałam odepchnąć. Był pochłonięty czym innym więc udało mi się odsunąć go na nieznaczną odległość. Spojrzał na mnie zirytowany. W końcu zrezygnowany sam odpuścił. Stanął przede mną ukazując swojego stojącego członka. - Bierz go - rozkazał, nie czekając na odpowiedź. Wplątał dłoń w moje włosy i przyciągnął głowę w jego kierunku. Zacisnęłam mocno usta, jednak rozwarł je wbijając palce w odpowiednie miejsca szczęki. Zaraz potem drugą dłoń również wplótł mi we włosy i zaczął poruszać moją głową w przód i w tył, coraz szybciej. Co chwila czułam uderzenia członka w tył ścianki gardłowej. Zaczęłam się krztusić. Odsunął mnie i bezceremonialnie pociągnął do góry szarpiąc za włosy. Pocałował mnie przelotnie, po czym docisnął mocno do ściany i znów wszedł we mnie. Nie miałam jak sprzeciwić się jego gwałtownym ruchom. Jęki zadowolenia wydobywane przez jego struny głosowe, nie były przeze mnie naśladowane.Wykonał mocniejsze pchnięcie i wyszedł całkowicie, po chwili obdarzając mój brzuch białą mazią.Następnie zaczął się ubierać jak gdyby nic, a ja bezsilnie opadłam na podłogę... _____________________________________________________
No Siema :p
Jak oto obiecałam prolog tak jest. Trochę wcześniej przed weekendem :D
Nie wiem czy wam sie spodoba postać Janette i jej osobowość, ale mam nadzieję ;*
Polecajcie mojego bloga, troche trzeba go rozpowrzechnic a następny rozdziałek pojawi się niebawem :))
Dodawajcie się do obserwowanych i jeśli macie jakieś pytania to zadawajcie je w komentarzach, lub na ask.fm/Karlee1D.
Kocham, KARLEE. <3
- Tak bardzo tęskniłem za tobą, kochanie. - Nie wiedziałam czyj to głos. Na początku wydawało mi się, że to mój ojciec, ale kiedy zaczął mnie całować poczułam znów ten sam smak ust co przed kilkoma laty.
-Ty męska szowinistyczna świnio. - warknęłam i zepchnęłam go w mojego łóżka. - Skąd masz czelność jeszcze tutaj przychodzić, zakłócać mój spokój i ranić mnie ponownie. Nigdy ci śmieciu tego nie wybaczę. A teraz wypierdalaj z mojego domu, bo zaraz zawołam ojca.
- Możesz krzyczeć ile chcesz, twojego ojczulka nie na w domu. Nikt cię nie usłyszy, więc ta noc jest nasza, kotku.
- Od kiedy, kurwa, niby jestem zwierzęciem, co? Nie jestem twoim kotkiem i nigdy nie będę, żałuję że kiedykolwiek byłam. Nie byłeś wart moich uczuć. Za mało ci dawałam? Nie znałeś słowa miłość, dla ciebie liczyły się tylko sprawy łóżkowe. Żałuję, że uświadomiłam to sobie tak późno, jak już mnie zraniłeś.
- Masz rację byłaś genialna w łóżku. Robiłaś mi dobrze jak żadna inna.
- To po co mnie zostawiłeś? Nawet lepiej bo nie chciałabym być w związku z kimś, komu potrzebna byłam tylko na jedną noc do łóżka. Wiesz czego jeszcze żałuję? Że nie wypierdoliłam cię z mojego życia równie szybko jak cię poznałam.
-Nie dramatyzuj, bo co było i nie jest nie pisze się rejestr. Przejdźmy do szczegółów.
- Wal się.
- Nie będę walił siebie tylko ciebie. - Odsunęłam się na bezpieczną odległość, a on tak po prostu rzucił mnie na łóżko i zaczął całować. Po szyi, obojczyku i schodził coraz niżej. Próbowałam go odepchnąć, zwalić ze mnie, ale on nic. Był większy, silniejszy i stawiał opór.Żeby dostać się do moich piersi rozdał moją koszulę nocną.
- Janette! Nic się nie zmieniłaś. Jesteś tak samo cudowna jak kilka lat temu.
- Jesteś nienormalny... - Nie. Wiem że pragniesz tego tak samo jak ja.. .- Nie! Puszczaj! - Nic nie odpowiedział, tylko mnie zaczął rozbierać z bielizny! - Ty psychopato! - wydarłam się kiedy zdarł ze mnie już całe ubranie i zaczął zdejmować swoje spodnie. Jednak i tak nie miałam jak się wyswobodzić z uścisku jego dłoni. Wszedł we mnie gwałtownie. Zaczęłam okładać pięściami jego klatkę piersiową, jednak po chwili złapał mnie za nadgarstki i rozłożył po obu stronach mojej głowy. Krzyczałam, próbowałam mu się wyrwać, ale oczywiście na marne. Pochylił się nade mną i wtargnął z językiem do wnętrza mojej buzi. Nie oddawałam 'pocałunku', w pewnym momencie go ugryzłam. Odsunął się niezadowolony i wykonał mocniejsze pchnięcie, na wskutek czego krzyknęłam. Jego twarz wykrzywił złośliwy uśmiech. Wtulił twarz w moje piersi. Jedną z nich drażnił językiem, drugą natomiast bawił się ręką. Uwolnioną lewą dłoń przyłożyłam mu do szyi i spróbowałam odepchnąć. Był pochłonięty czym innym więc udało mi się odsunąć go na nieznaczną odległość. Spojrzał na mnie zirytowany. W końcu zrezygnowany sam odpuścił. Stanął przede mną ukazując swojego stojącego członka. - Bierz go - rozkazał, nie czekając na odpowiedź. Wplątał dłoń w moje włosy i przyciągnął głowę w jego kierunku. Zacisnęłam mocno usta, jednak rozwarł je wbijając palce w odpowiednie miejsca szczęki. Zaraz potem drugą dłoń również wplótł mi we włosy i zaczął poruszać moją głową w przód i w tył, coraz szybciej. Co chwila czułam uderzenia członka w tył ścianki gardłowej. Zaczęłam się krztusić. Odsunął mnie i bezceremonialnie pociągnął do góry szarpiąc za włosy. Pocałował mnie przelotnie, po czym docisnął mocno do ściany i znów wszedł we mnie. Nie miałam jak sprzeciwić się jego gwałtownym ruchom. Jęki zadowolenia wydobywane przez jego struny głosowe, nie były przeze mnie naśladowane.Wykonał mocniejsze pchnięcie i wyszedł całkowicie, po chwili obdarzając mój brzuch białą mazią.Następnie zaczął się ubierać jak gdyby nic, a ja bezsilnie opadłam na podłogę... _____________________________________________________
No Siema :p
Jak oto obiecałam prolog tak jest. Trochę wcześniej przed weekendem :D
Nie wiem czy wam sie spodoba postać Janette i jej osobowość, ale mam nadzieję ;*
Polecajcie mojego bloga, troche trzeba go rozpowrzechnic a następny rozdziałek pojawi się niebawem :))
Dodawajcie się do obserwowanych i jeśli macie jakieś pytania to zadawajcie je w komentarzach, lub na ask.fm/Karlee1D.
Kocham, KARLEE. <3
niedziela, 2 września 2012
Noo siema ! :p
Więc jak widać zakładam mojego drugiego bloga .
Jak się zapewne wszyscy domyślaja będzie on o One Direction. <3
Bedzie on opowiadał historie osiemnastolatki, która... a zresztą wszystkiego dowiecie sie w 'prologu' który mam nadzieję pojawi sie przed weekendem.
Niestety juz jutro rozpoczęcie roku szkolnego, ale jakoś damy radę :D
Pocieszmy się tym że za 10 miesiecy znów będą wakacje xd.
Więc do następnego ;*
Karlee. ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)