środa, 13 lutego 2013

Pośpiech jest wrogiem szybkości - #13

Zegary są przesądne -  nie wybijają trzynastek

Od propozycji barana o pracy minęło już kilka dni. Janette dzień, codzień wcześnie rano podążała do kiosku po prasę, chodziła do kafejek internetowych, gdzie w sieci przeglądała oferty innej pracy niż tancerki w jakimś brudnym klubie. W rzeczywistość klub był bardzo zadbany i miał piękne wnętrze. Janette określała go jako 'brudny', bo dziewczyny zarabiały pieniądze oddając swoje ciało mężczyzną, którym chodziło jedynie o własne przyjemności. Jej zdaniem prostytucja jest gorsza od każdej innej pracy.
Dziewczyna nie miała zamiaru przyjmować oferty nawet tancerki.
*
-Jestem padnięta.-określiła swój stan Janette.- Może jeszcze na zakończenie dzisiejszych zakupów kawa i ciastko?
-Nie, wiesz..lepiej już chodźmy.
-Nie! Kawa i ciastko musi być!- wykrzyknęła radośnie dziewczyna ciągnąc za ręce Marius'a i Annabel. Siadając przy stoliku, dostali karty, z których szybko wybrali jakiś napój i ciastko oddając je kelnerowi i składając zamówienie.  Janette siedziała i patrzyła na oboje.
-Opowiedzcie mi coś o sobie.
-Cóż..co mamy powiedzieć? Nasza przeszłość jest prosta. Uciekliśmy z domu, mieszkaliśmy na ulicy, aż do teraz.
-Janette naprawdę jesteśmy Ci wdzięczni, że pozwoliłaś nam zamieszkać z sobą. Wprawdzie Nigdy i nikogo nie prosiliśmy o pomoc, ale ty..- Annabel przerwała na chwilę kładąc swoją rękę na dłoni Janette.
-..ale ty sama to zaproponowałaś. Nie wyobrażam sobie teraz nas na ulicy. Jesteśmy Ci za to niezmiernie wdzięczni i będziemy twoimi dłużnikami do końca życia.
-Rozumiem was doskonale, bo wiem przez co przeszliście. Może 'wiem' to niezbyt odpowiednie określenie, ale mam wyobrażenie tego, bo może nie uciekłam z domu, ale zostałam z niego wyrzucona, ale tego samego dnia jeszcze udało mi się załatwić to mieszkanie i ściągnęłam was tam.  Mam nadzieję, że już nigdy tak się nie zdaży.
-A ty Janette..
-Bo szukałaś pracy..
-Tak szukałam i nadal szukam. Dostałam jedną propozycję, ale mam do niej wielkie uprzedzenie.
-Janette.. Jeśli naprawdę nie możesz znaleźć innej pracy, a teraz zależy Ci na pieniądzach.. to bierz ją. Zawsze podczas pracownia tam możesz szukać innej pracy. Co zarobisz to Twoje. Nikt nie mówi że odrazu znajdziesz inną pracę, ale nikt nie mówi, że już w tej nic nie zarobisz. - Marius sam bie był do końca pewny swoich słów. Ukradkiem patrzył na to na Janette to na Annabel i wyczekiwał jej reakcji.
-Wiesz.. Chyba nie będę miała wyboru.
-A powiesz nam co to za praca?
-Powiem wam jak ją dostanę. -odpowiedziała krótko wstając od stolika- idziecie?
-Yyy..
*

- Błagam, zostaw mnie- prawie bezdźwięcznie wypowiadam te słowa cicho łkając.
- Zrobisz dziwko to co będę chciał, rozumiesz?- choć ból i strach mną trzęsą nie potrafię, przywleść do siebie wizji jego rozkazu.
-Twoje rządanie nie jest realne!- krzyczę, stłumiona łzami. Moje potargane włosy, wślizgują mi się do buzi. Czarne krople łez zmieszanych z tuszem do rzęs kapią na moje odkryte uda. Podłoga jest zimna, dookoła czuje wilgoć, ręce mam związane za plecami, czuję jak sznur ociera moje nadgarstki. Czuję pieczenie. Zimna ściana doszczętnie przeszywa moje ciało, dreszcze przechodzą przez moje plecy. Siedzę z opuszczoną głową. Wpatruje się w ziemię pomiędzy moimi udami. Po chwili słyszę trzask drzwi. Wystraszona aż podskakuję. Wchodzi jakiś mężczyzna. Widzę zaledwie jego czarne obłocone buty. Podchodzi do mnie i ściskając moją szczękę zmusza mnie do otworzenia buzi.
- Spójrz na mnie suko! - powoli podnoszę głowę. Oczy mam zamglone. Dopiero po chwili dostrzegam osobę stojącą nade mną. Trzyma w ręce cienki pasek materiału.
-Zdziwiona? Oh.. tak mi cię żal, ale już jesteś nikim.- nadal trzyma moją twarz w ręce. Nie mogę na niego patrzeć. Zamykam oczy.
-Patrz na mnie!- nie wykonuje jego polecenia. Czuję jak jego dłoń z impetem uderza w moją twarz. Czuję silny ból, po chwili pieczenie.
- Ostrzegałem, że będziesz tego żałować. Teraz jesteś  skończona.- między usta wpycha mi szorstki i cienki pasek materiału i mocno go zawiązuje z tylu mojej głowy.
-Głupia krowa.- mówi po czym odwraca się i wychodzi.  Podchodzi do mnie ten drugi. Ostrze jest tępe - zimny szary metal. On przykłada jego koniec do mojej skóry. Nic nie mogę powiedzieć. Mam w ustach knebel, który mnie dławi. Patrzę mu w oczy, błagającym wzrokiem. Ale jego oczy są dziwnie puste. Nie widzi mojego przerażenia, nie reaguje na ten strach. To nic dla niego nie znaczy.
Nie rań mnie.
Nie zabijaj mnie.
- Już to zrobiłem - mówi.
Boże pomóż.
Wtedy rozlega się huk. Dźwięk odbija się echem w moich uszach. Czuje czyjeś dłonie na moim ciele.Wyrywam się. Moje ręce już nie są związane. Zamachuje się i z całej siły uderzam w kogoś pięścią. Słyszę ciche jęknięcie. Ten ktoś mnie nadal trzyma.
-Janette! Obudź się.- czuje że jakaś zimna ciecz wylewa się na moją twarz. Spływa po twarzy, do dekoltu. Moja koszulka nasiąka. Jest mi zimno.
-Janette!- ktoś mną trzęsie.- Obudź się! słyszysz?!- kiedy ktoś znów wylewa mi jakąś zimną ciecz na twarz. Otwieram oczy. Ktoś wtedy mnie mocno przytula. Nad sobą widzę Annabel i Marius'a. Chłopak mocno mnie do sobie przytula.
-Shh..  Już dobrze. Na mojej białej koszuli widzę krew. Świeżą krew. Przejeżdżam palcem po plamie. Przestraszona wtulam się z niego. Dopiero wtedy dostrzegam, że z moich oczu płyną strugi łez. To ja płacze. Niemalże wsuwam głowę pod jego pachę.
-Już dobrze. Janette.. jesteś już bezpieczna.- on przytula moją głowę do swojej klatki piersiowej Przypomina mi się koszmar. Jestem zdruzgotana. Zaczynam mocniej płakać. Czuję jego usta na swoim czubku głowy. Pocałował mnie w czoło. Oplatam rękami jego pas. Kątem oka widzę zmartwioną twarz Annabel.
Podniosłam głowę i spojrzałam na chłopaka. Po jego twarzy spływała krew, a dokładniej wypływała z jego nosa. Szybko wstałam i spojrzała zaczęłam jego podnosić i ciągnąć za ręke do łazienki. Usadziłam go na wannie, a sama wyjęłam z szafki chusteczki i wodę utlenioną. Polałam nią chusteczkę i przyłożyłam mu do nosa.
-Co..co ci się stało?
-Nic..
-Więc.. czemu ci lech krew.
-Bo masz siłę w ręce.
-Nie rozumiem.
-Uderzyłaś mnie.- moje źrenice momentalnie się powiększyły.
-Uderzyłam Cię..? Ja.. jeszcze nigdy nikogo nie uderzyłam.. znaczy..- uśmiechnęłam się sama na myśl o Loczku. Szczerze to nie potrafię się nawet o nim wypowiedzieć. Powiem wam, że trochę żałuję, że nic mu nie powiedziałam i tak zniknęłam, ale z drugiej strony Ci reporterzy, którzy ciągle mu się trzymają dupy.. dziwię się, że w dniu kiedy 'musiałam' go przeprosić nie stali tam i nie zrobili mam zdjęć, ale to nawet lepiej. Poza tym po co ja mu do szczęścia? Nie jestem mu do niczego potrzebna,ja mam swoje życie, on swoje i tak zostanie. Patrząc realistycznie na to wszystko to tak naprawdę to nic o nim nie wiem.
-Ey! Nic ci nie jest?
-Wybacz. Zamyśliłam się.
To.. powiedz mi: co się konkretnie stało?
-Zaczęłaś strasznie krzyczeć, więc przyszliśmy i kiedy chciałem cię uspokoić, to zasnęłam ty mnie uderzyłaś.
-Nic z tego nie pamiętam. Pamiętam to że siedziałam to i nagle wybuchł taki huk i mnie .obudzilście.
Chodź po lód.
-Nie wiem co ci się śniło, ale krzyczałaś żebyśmy cię zostawili.
-Eeee.. to strasznie dziwne. W każdym razie: strasznie cię przepraszam, uwierz że nie robiłam tego świadomie.
-Nic się nie stało.
-Sta..
-Nie- odpowiedział przerywając mi w połowie zdania i uśmiechając się.
-Przepraszam, że was obudziłam.
-Przestań nas ciągle przepraszać- przytuliła mnie Annabel.
-Idźcie  jeszcze spać, jest wcześnie.
-Dasz sobie radę? Może..
-Spać!- krzyknęłam, po czym wskazałam palcem na pokój.
-No grzeczne dzieci.- uśmiechnęłam się na odchodne i zmierzyłam do mojej 'sypialni'. Ułożyłam się w jeszcze ciepłym łóżeczku, gdzie mój strach przed zaśnięciem zastąpiłam muzyką*.

-------------------------------------------
*Rozdział pisany przy:
   - Austin Mahone 'Say You're Just A Friend'
   - Taylor Swift 'We Are Never Ever Getting Back Together'

Witajcie kochane!

Tak jak mówiłam pojawiam się w najmniej spodziewanym nomencie.

Dziś Walentynki- jak dla mnie najgorsze 'święto' [jeśli to tak można nazwać]  w ciągu roku. W każdym razie ja go nie obchodzę, a jakie jest wasze podejście do tego to już inicjatywa własna.

Przepraszam was za fragment opisu z Harrym poprostu nie potrafiłam tego przybrać w słowa i tego opisać. Nie  wiem sama dlatego.

Nie wiem czy są jakieś błędy, czy ich nie ma. W każdym razie chce mi się już spać (w końcu jest pierwsza w nocy) więc nie chce mi się już ich poprawiać xD

Karlee.

wtorek, 29 stycznia 2013

Witajcie kochane!

Przepraszam was że tak dawno nie dodawałam rozdziału. Właśnie dlatego tu piszę.

Wiem, że ostatnio Was baaaaaardzo zawodzę i momentami zapominam o Was, ale poprostu nie potrafię w tym roku się bujnąć i napisać jednego konkretnego rozdziału. Wiem, że to co piszę jest słabe, ale ciężko mi coś napisać. Już dawno napisałam początek nowego rozdziału ale chyba już ze 2-3 razy go usuwałam. Nie chcę pisać wam czegoś co sięga dna i 5 metrów mułu, chociaż i tak sięga to dna. Wiem, że minęłam się z powołaniem i bardzo często zastanawiam się nad zakończeniem tego bloga tuż po pierwsze części. Nie potrafię wam wytłumaczyć jak się teraz czuję: nie odczuwam braku sił ani weny. Bardziej pasuje mi 'zmęczenie'. Muszę odetchnąć. Powrócę w najmniej niespodziewanym dla was momencie. Nie gniewajcie się że tak was zaniedbuję. Wiem, że jestem straszna, ale..
Cóż..
Nie chciałam, żeby to zabrzmiało jako moje wyżalanie, a jeśli to tak zabrzmiało- przepraszam.
Przepraszam was za wszystko ;*
     
                                     Karlee.

piątek, 11 stycznia 2013

Life is brutal- #12

Dziewczyna spojrzała ukradkiem na leżącego chłopaka. Jej źrenice się momentalnie powiększyły .-kiedy zobaczyła te same rysy twarzy, tego samego koloru oczy i włosy. 
-Janette.. Coś się stało?
-Bo.. ten.. tam.. był.. no wiesz..
-Eee..? Nie wiem..?
-No, bo tam był taki sam chłopak jak ty.- dziewczyna nerwowo zastukała palcami w framugę drzwi.
-Marius ma brata.. bliźniaka.
-Ale nie widziałem, że on tu mieszka. Dawno go nie widziałem.
-No.. więc czas odnowić rodzinne znajomość. Ja tymczasem znikam. - dziewczyna wyszła i skierowała się do 'swojego pokoju'. Pomieszczenie  nie było jeszcze wcale urządzone. W gruncie rzeczy  dziewczyna zastanawiała się nad ' zwiedzeniem jakiegoś sklepu meblowego' co zapewne było lepsze niż chodzenie po mieście w poszukiwaniu pracy, no ale w końcu jak narazie bez mebli też można żyć, a bez pieniędzy raczej nie. Po  głowie dziewczyny wciąż krążyły myśli gdzie by mogła dostać pracę. Dziewczyna spojrzała ukradkiem na chłopaka leżącego. Jej źrenice się momentalnie powiększyły .-kiedy zobaczyła te same rysy twarzy, tego samego koloru oczy i włosy. 
-Janette.. Coś się stało?
-Bo.. ten.. tam.. był.. no wiesz..
-Eee..? Nie wiem..?
-No, bo tam był taki sam chłopak jak ty.- dziewczyna nerwowo zastukała palcami w framugę drzwi.
-Marius ma brata.. bliźniaka.
-Ale nie widziałem, że on tu mieszka. Dawno go nie widziałem.
-No.. więc czas odnowić rodzinne znajomość, a ja znikam. - dziewczyna wyszła i skierowała się do 'swojego pokoju'. Pomieszczenie  nie było jeszcze wcale urządzone. W gruncie rzeczy  dziewczyna zastanawiała się nad ' zwiedzeniem jakiegoś sklepu meblowego' co zapewne było lepsze niż chodzenie po mieście w poszukiwaniu pracy, no ale w końcu jak narazie bez mebli też można żyć, a bez pieniędzy raczej nie. Po  głowie dziewczyny wciąż krążyły myśli gdzie by mogła dostać pracę.

Obeszła już jakąś pizzerię, w której na jej nieszczęście nie potrzebowali kelnerki, odwiedziła parę innych barów, sklepów wielobranżowych opraw supermarketów.Za każdym razem, odrzucali ją z powodu braku wykształcenia lub choćby nawet nie ukończonej szkoły. Załamana powoli wśród dość sporego tłumu tułała się do domu. Weekendy nigdy były dniami kiedy na ulicy byłoby mało ludzi. Co chwile ktoś wdeptywał jej na buty, uderzał z łokcia, lub choćby całkiem przypadkowo popychał próbując na kogoś innego nie wpaść. Czując jak ludzie okładają ją gardzącym spojrzeniem delikatnie podnosiła głowę by lekkim skinieniem przeprosić lub rzucić ledwo słyszalne w tym tłumie 'przepraszam'. Mało było ludzi, którzy robili to pierwsi albo uśmiechali się do niej przyjaźnie. Setki ludzi podążających do domu, na zakupy lub ciągnących za sobą znudzonych tą monotonią dzieci. Swój wzrok znów ciągła po nierówno ułożonej kostce brukowej na której było już widać ślady starości. Kiedy głosy ucichły, nikt już się o nią nie obijał podniosła delikatnie podbródek lustrując miejsce w którym się znajduje. W świetle księża można było dostrzec stare, obdrapane mury, cichy i ciemny zaułek w którym było dość niebezpiecznie. Wokoło żadnej żywej duszy. Obróciła się kilka razy wokół własnej osi i powolnym krokiem skierowała się w  wąską uliczkę, która z każdym krokiem się rozszerzała. W oddali dało się usłyszeć głośne dźwięki muzyki. Budynki wyglądały na nowo pobudowane, w około lampy, a na wprost budynku jedna, szeroka droga do głównej ulicy. Wyglądało to mniej więcej tak jakby Janette przypadkowo bocznymi uliczkami dotarła do jakiegoś klubu dk którego prowadzi główna droga.
Pociągnęła za drzwi, za którymi ujrzała tłum ludzi i do uszu dobijała się głośna muzyka o dużej wysokości decybeli. Bezradnie przeciskała się między spoconymi ciałami, napalonymi chłopakami i podnieconymi dziewczynami, które czekały na jakieś 'ciacho', które będzie w stanie zaspokoić ich i swoje własne potrzeby seksualne. To właśnie dziewczyna wyczytała z oczu co drugiej tańczącej pary.
Dążąc dalej w głąb dyskoteki, na sali ujrzała klatki w których tańczą dziewczyny,  fotele i stoliki. Trudno określić w kilku słowach jak to wszystko wygląda, bo dla Janette było to obrzydliwe. w drugim końcu sali zobaczyła przymocowane do sufitu i podestu rury, na których wiły się młode dziewczyny. Swoimi zgrabnymi ciałami, skromnie ubranymi prowokowały chłopaków uważnie im się przyglądających. Na widok ich wypiętego tyłka ślinka im Ciekła po brodzie. Cóż za klub.. Janette patrzyła lekceważąco na  wszystkich ludzi. Przysiadła na wysokim, obrotowym krześle opierając się o zimną ścianę.
-Co podać?- zapytał dość wysoki brunet zza lady.
-Eeeee.. sok pomarańczowy.- chłopak nalewając sok, przejechał wzrokiem po ciele dziewczyny.
-Nowa?- zapytał unosząc jedną brew.
-W jakim sensie?
-Jesteś tu pierwszy raz?
-Taaa, nawet nie wiem jak tu trafiłam.
-Łatwo poznać nowych..
-Jak?
-Nowe dziewczyny zawsze się rozglądają, nigdy nie biorą alkoholu, a po za tym jak zobaczysz nową sama ją poznasz.
-Skąd to wiesz?
-Dosyć długo tu pracuje.
Spójrz na Tą laske- wskazał dyskretnie palcem na jedną dziewczynę- gdybyś ubrała się jak ona nie byłoby z tobą najlepiej.
-Czemu?
-Zaobserwuj ją.- dziewczyna cały czas zerkała na laskę wskazaną przez chłopaka. Kiedy przeciskała się między ludźmi, podszedł do niej  od tyłu jakiś chłopak tańcząc za nią. Po jedynym 'dzikim' tańcu oboje udali się do stolika gdzie siedziała grupka chłopaków.
-Oni mają jakąś taktykę czy co?
-Najwyraźniej tak. Z tego co zaobserwowałem pracując tutaj to jest ona taka: jeśli dziewczyna chce pić, to ją upijają, a jeśli bierze coś bez alkoholu doprowadzają ją do stanu 'nieważkości'.
-Znaczy że pigułka gwałtu?
-Wiesz, w zależności co mają ze sobą.
-Czemu mi to mówisz?
-Bo chcę cię ostrzec.
-A jej nie chcesz ostrzec?
-Ona mnie nie interesuje.- dziewczyna niezbyt zrozumiała słowa słowa chłopaka. Obróciła się na krześle, przodem do chłopaka.
-Słucham?!
-Chciałem przez to powiedzieć że świetnie byś tu pasowała.
-No chyba cię Koleś Pojebało. Nie będę dawała dupy takim napalonym skurwysyną, których nie obchodzą uczucia innych. Chcą tylko sobie sprawić przyjemność, a...
-Właśnie taka jest rola dziwki; ma za zadanie sprawić komuś przyjemność.
-Nie będę dawała dupy za kase. -Przecież nie musisz dawać dupy. Zawsze przecież możesz tańczyć.
-Noo chyyyyba nieeee!- zbulwersowana propozycją zaczęła szukać pieniędzy w spodniach. Chciała jak najszybciej wyjść z tego zjebanego klubu.
-Nie szukaj pieniędzy, prezent od firmy.
Ale weź wizytówkę. Jak jeszcze kiedyś zmienisz zdanie zadzwoń. Zawsze będzie tu miejsce dla Ciebie.- Janette
pospiesznie wyszła z baru i szybkim krokiem zmierzała do domu. Przerażała ją świadomość o propozycji pracy jako tancerka w jakimś klubie 'go go'...

~~~

Witajcie kochane!
Przepraszam, za moją tak długą nieobecność, ale musiałam trochę odetchnąć, a po  drugie nie potrafiłam tego napisać.
Nie wiedziałam jak to mam zacząć, a jeśli już mi się to udało to dalsza część nie nadawała się do publikacji.

W następnych kilku rozdziałach życie Janette wywróci się do góry nogami, wszystko się pokomplikuje. Annabel i Marius, będą się starali wyprzeć ją, ale czy to im się uda?

Kocham<3
Karlee.

piątek, 21 grudnia 2012

Droga do przyjaźni <3- #11

Powoli otworzyłam oczy, czując jak ktoś wlepia we mnie swoje oczyska.
-Christian..?
-Nie obudziłem cię?
-Nie. Coś się stało?
-Nie. Poprostu pomyślałem że moglibyśmy jechać dzisiaj i kupić coś do twojego mieszkania..?- zapytał niepewnie.
-Emm.. Okay.
A jak tu weszłeś?
-Jakąś dziewczyna mnie wpuściła, bodajże Annabel.
-A Annabel..- mruknęłam sama do siebie. Wstałam i poszłam w stronę ich pokoju. Delikatnie zapukałam w drzwi i nie czekając na odpowiedź uchyliłam je.
-Myślałam że jeszcze śpicie.
-Nie, nie mogliśmy jakoś.
-Dzięki że wpuściliście Mariusa.
-Nie ma sprawy.
-Wiecie ja zaraz wychodzę. Niedługo powinnam wrócić. Zorganizuje jakieś ubrania dla Mariusa, a ty Annabel weź co tam będzie na ciebie dobre z walizki.
-Okay dzięki.
-A i jak coś to jedzenie macie w lodówce.- uśmiechnęłam się promienie i wyszłam z pokoju.
- Zrób sobie kawę czy co tam chcesz, ja się ubiorę i możemy iść.- założyłam dżinsy, czerwoną koszulkę z napisem 'Rock' i czarnym sweterek. Uczesałam włosy w warkoczyka, założyłam płaszczyk, szalik i kozaki i byłam gotowa.
-Annabel, ja wychodzę. - krzyknęłam na co usłyszałam ciche-
-Gdzie idziemy?- zapytałam kiedy wyszliśmy z bloku.
-Przed siebie.
-No dobra.
-Kim jest Annabel?
-Loł. Annabel i Marius mieszkali na dworcu i ich..
-..Przygarnęłaś.
-Właśnie.
-To chyba dobry gest z twojej strony, nie?
-No, mam nadzieję.
-Wiesz chodźmy coś zjeść.
-O Boże! Nie wzięłam pieniędzy.
-Nieszkodzi, ja mam.
-Poczekaj wrócę się.
-Nie. Chodź.
-Co będziemy robić?- zapytałam po chwili ciszy.
-Może by tak najpierw coś zjeść, potem do centrum handlowego. Albo nie. Najpierw na lodowisko, gorąca czekolada a potem centrum handlowe.
-Eee.. Nie miałbyś jakiś ubrani dla Mariusa?
-Coś się znajdzie.
-Dzięki.

-Ile ty tak właściwie masz lat?-zapytałam kiedy wyśliśmy z KFC.
-Eee.. Rocznikiem?
-Może być.
-28.
-Nie jesteś z moją matką?
-Nie.
-To dlaczego nie masz dziewczyny?
-Następny zestaw pytań.
-Następnego nie ma.
-To nie dla mnie.
-Jak to?
-Tak po prostu. Po co się pakować o jakieś bagno?
-Jakieś bagno? Jesteś super chłopakiem/mężczyzną powinieneś mieć dziewczynę.
-Po co? Żeby po kilku dniach mnie zostawiła?
-Nie. A nie brakuje ci tej bliskości drugiej osoby? Nie czujesz się samotnie?
-Nie, w chuj mi to wali.
Wystarczy mi że mam kogoś takiego jak ty.
-Czyli?
-Ktoś z kim mogę pogadać.
-A gdy mnie zabraknie?
-Nie mów tak.
-Skończmy te monologi. Nie lubie gadać o sobie.
-Cieszę się że ciebie spotkałem.
-Wiesz co?
-Hmmm..?
-Fajnie by było gdybyś był moim ojczymem.
-Nie wiem czy byś chciała.
-Ehem. Może bym z Tobą wytrzymała.
-Dlaczego cię tak właściwie wyrzucili ze szkoły?
-Najpierw uszkodziłam narządy płciowe jakiejś gwiazduni, a potem przyjebałam jakiejś dziwce.
-Czemu?
-Co powiedziała że nikt nie uwierzy w te moje bajeczki.
-Że?
-Że mnie zgwałcili.
Upsss..- zakryłam usta ręką.
-Co typowiedziałaś?
-Nic takiego.
-Czemu mi o tym wcześniej nie powiedziałaś?
-Po co?
-byłaś na policji?
-Tak.
-I?
-I nic.
-Nikt ci nie uwierzył?
-Nie.
-Przkro mi.
-Daj spokój.- westchnęłam ciężko.
-Chodź pojeździmy na łyżwach.
-Przepraszam, ale jakoś nie mam ochoty.
-Na pewno?
-Tak.
-To co robimy?
- Co tylko chcesz.
-Więc chodźmy do centrum handlowego.
-Okay.

Chodziliśmy po centrum handlowym kilka godzin. Potem postanowiliśmy poszukać jakiejś pracy.
nasze poszukiwania zakończyły się niepowodzeniem. Niestety. Potem pojechaliśmy jeszcze do domu Christiana skąd wzięliśmy całą walizkę, ubrań które mogłyby być dobre na Mariusa.
Kiedy wróciłam do domu Marius i Annabel siedzieli i oglądali.. Telewizję?
-Skąd macie telewizor.
-Dał nam go taki starszy sąsiad z naprzeciwka.
-Dał?
-Ehem.
-I nic nie wziął?
-Nie.- wzięłam moje pieniądze i wyszłam z mieszkania. Zapukałam do drzwi na przeciwko. otworzył mi je tak jak mówiła Annabel starszy pan.
-Dzień dobry.
-Witaj. W czymś ci mogę pomóc?
-Chciałbym z panem porozmawiać.
-Proszę wejdź.
-Co chciałabym z panem porozmawiać na temat tego telwizora, który rzekomo pan dał. 
-Chodź do kuchni.- poszłam za mężczyzną.- napijesz się czegoś?
-Wody.- mężczyzna postawił szklankę przede mną, po czym sam usiadł na przeciwko. Mruknęłam coś w stylu 'dziękuje'.
-Jesteś Janette, prawda?
-Tak, skąd pan mnie zna?
-Twoja matka prowadziła moją sprawę. Gdyby nie ona.. Nie wiem co by było.
Spotkałem dzisiaj na klatce schodowej twoją współlokatorkę. Nie potrafię wyrazić mojej wdzięczności. Wiem że dopiero wczoraj się tu wprowadziłaś. Nie masz praktycznie nic w tym domu, więc postanowiłem ci to dać. A jak właściwie to była inicjatywa mojego wnuczka.
-To miłe z jego strony.
-Dziękuje.
Ale nie mogę tego wziąć.
-możesz i weźmiesz.
-To może ja chociaż zapłacę.
-Nic, nie chcę.
-W takim razie jak się mogę panu odwdzięczyć?
-To ja się chciałem odwdzięczyć.
-Dziadku z kim rozmawiasz?- usłyszałam jakiś nieznajomy mi dotąd głos.
-Z naszą nową sąsiadką- odpowiedział mężczyzna. Po chwili w kuchni pojawił się chłopak.
-O mój Boże- powiedziałam kiedy zobaczyłam chłopaka.
-Cześć.
-Hej- odpowiedziałam chłopakowi.
-Coś się stało?
-Wie pan, strasznie się zasiedziałam. Muszę już iść. Bardzo było miło. Mam nadzieję że będę częściej tu wpadać. Do widzenia.- powiedziałam na jednym wdechu po czym szybko wyszłam.
Pospiesznie Weszłam do domu, od razu kierując się do pokoju Annabel i Mariusa. -To nie możliwe..- powiedziałam kiedy zobaczyłam chłopaka.

-------------------------------

Witajcie!
Wiem że powiedziałam że nic już w tym roku nie dodam ale dzięki drugiej autorce mojego drugiego bloga miałam czas żeby napisać rozdział. Wiem krótki, bo krótki ale nie chciało mi się więcej pisać. Do końca roku powinnam dodać jeszcze ze 2 rozdziały, ale niczego nie obiecuje.

Więc.. W 13 albo 14 będę miała dla was niespodziankę. Pojawi się to drugi raz już na tym Blogu. ;D

Nie wiem czy są jakieś błędy czy nie, ale w chuj nie chce mi się tego sprawdzać. :)

Kocham <3
Karlee.

piątek, 14 grudnia 2012

Nowy etap samodzielnego życia- 10

Droga z mojego domu do sklepu wiodła koło dworca. Było słychać jeżdżące pociągi i metalowe koła stukoczące o szyny. Jedyne co mi się z tym kojarzyło to Harry. Ten dzień kiedy poszliśmy na dworzec i wtedy pokazałam mu tych bezdomnych. Coś, takie wewnętrzne uczucie nie pozwoliło mi zawrócić i iść do domu.
Nie wiem po co tam szłam. Jestem strasznie dziwna, nie? Kto normalny nocą, w takie zimno, wkońcu mamy już 1 listopad chodzi na jakiś dworzec i jeszcze nawet samemu nie wiedząc po co?
Szłam tak wzdłuż peronów i nie widziałam tam nic nadzwyczajnego. Wtedy zobaczyłam ich. I wszystko mi się przypomniało. Podeszłam do tej dwójki nastolatków, nie wiele młodszych ode mnie i przykucnęłam przy nich.
-Cześć- zaczęłam.
-Witaj- odpowiedziała mi dziewczyna.
-Pójdziecie ze mną?
-Gdzie?
-Do domu.
-Jasne pewnie zaprowadzisz naś na policję bo jesteśmy nie pełnoletni- odezwał się chłopak.
-Spójrz na mnie i powiedz mi czy ja wyglądam na osobę która trzma się z policją?- ściągnęłam kaptur.
-To ty..- odezwała się dziewczyna.
-Przecież powiedziałam wam kiedyś że wrócę, nie? A ja słowa dotrzymuje.
To co idziecie ze mną czy wolicie dalej marznąć?- dziewczyna spojrzała na chłopaka i się uśmiechnęła, zapewne dawno tego nie robiła.
-Kochanie, to chyba cud. Szczęście się do nas uśmiechnęło.  Chodźmy z nią.- on w odpowiedzi pocałował ją czule. Chłopak pomógł dziewczynie wstać i złapał ją za rękę.
-Macie  jakieś swoje ubrania?
-Tylko to co na sobie.
-Dobra jutro się coś wymyśli. Chodźcie.
-Może ja wezmę tą torbę- zapytał chłopak.
-Nie, wy jesteście zmęczeni. Nie chce żeby któreś z was mi się tu przewróciło. -uśmiechnęłam się. Resztę drogi przemierzyliśmy w milczeniu. Kiedy weszliśmy do domu poczułam to przyjemne ciepło które wręcz uderzyło w moje ciało.
-Rozbierzcie się i chodźcie do kuchni.- powiedziałam do nich, a sama zaniosłam zakupy do kuchni. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam na krześle w kuchni.
-Siadajcie.- oni usiedli, a ja słowa oparłam się o krzesło.
-Nie wiem przez co przechodziliście i jaka jest wasza historia, ale to jest wasza sprawa. Ja wam jedynie chcę pomóc. Chciałabym widzieć w jakim jesteście wieku?
-Marius za 2 miesiące będzie miał 18, a ja za 4 miesiące.
-Czyli jesteście w tym samym wieku.
-Tak.
-Aha, dobra. Ty masz na imię Marius, a ty?
- Annabel
-Ja jestem Janette, możecie mówić do mnie po imieniu.
-Okay.
-Więc w związku że wy niestety nie możecie jeszcze pracować, będziecie przebywać w domu.
-Ale jak to? Przecież nie opłacisz mieszkania, ani nie wyżywisz nas i siebie z jednej małej pensji.
-Po pierwsze mam to- pokazałam im dwa ruloniki zwiniętych pieniędzy, po drugie wy dosyć dużo przeszliście. Może was jeszcze szukać policja, a po za tym przyda wam się spędzić teraz trochę czasu razem, w mieszkaniu a nie na ulicy.
Jak Marius skończy 18 lat wtedy pójdzie do pracy i będziemy razem opłacać mieszkanie. Na razie ja się tym zajmę. A wy możecie dbać o porządek w mieszkaniu i gotować obiady.- uśmiechnęłam się- co wy na to.?
-Wiesz ogromie ci  za to dziękujemy, ale..
-..ale co.? Wolicie wrócić na ulice?
Nawet nie słyszę odmowy. Zaraz wam zorganizuje jakieś ubrania do spania. A potem zrobimy kolację, Okay?
-Dobra- poszłam do mojego pokoju i otworzyłam jedną walizkę. Wyjęłam z niej jedną z moich białych bokserek i spodnie piżamowe w biało-czarną kratę. Annabel była niższa ode mnie o głowę i przede wszystkim była szczuplejsza. Teraz nie żałuję że wzięłam z domu wszystkie ubrania, nawet te za małe. Wydaje mi się że na Annabel będą.. idealne?
Wzięłam jeszcze świeżą bieliznę. Złożyłam ubrania na jedną kupkę i zaniosłam je Annabel. Jej wyraz twarzy kiedy jej zaniosłam ubrania- bezcenny. Zaczęłam się śmiać z jej miny.
-Spokojnie nie używana.
-dzięki- uśmiechnęła się. Ona poszła się kompać, a ja do kuchni. Siedział tam Marius. Wyjęłam z torby wszystkie zakupy. Zostawiłam tylko to co potrzebowałam. Na jednej patelni robiłam jajecznicę, a na drugiej naleśniki. Wolałam jedną zrobić tego więcej bo widziałam że oni zapewne wprost 'umierają z głodu'.Annabel wygladała niczym anorektyczka. Wyjęłam jeszcze czekoladę. Rozstawiłam jeszcze talerze. Wlałam do szklanek soku pomarańczowego i postawiłam karton i szklanki na stole. Wtem Annabel wyszła z łazienki.
-Chodź na kolację.- rzuciłam odsuwając dla niej krzesło.
Wzięłam dwa naleśniki z czekoladą na talerz i sok w ręke. Wstałam do stołu i chciałam iść do pokoju.
-gdzie idziesz?
-Wiem że możecie odczuwać skrępowanie, ale jedzcie ile chcecie, rozumiem was.
-Dzięki.- Usiadłam na swoim łóżku. Konsumując rozmyślałam jakby tu urządzić pokój. Może zrobić z niego moją sypialnie i salon? Koło kanapy postawiłoby się stolik. W rogu szafę, biurko też by  się przydało, kilka półek. Telewizor na przeciw kanapy, żeby można było oglądać. I chyba na tym przystanę.
Chyba urządzę ten pokój na kolor niebieski. Chociaż zawsze mogłabym do mojej niebieskiej sofy walnać kolor kremowy. Wstałam i odniosłam talerz do zlewu. Marius i Annabel sprzątali ze stołu.
-Emm.. Nie mam żadnych męskich ubrań więc dzisiejszą noc będziesz musiał pszemęczyć- zwróciłam się do Marius'a.
-Nie ma problemu. I tak dziękujemy ci za wszystko.
-Wiecie miałam ciężki dzień położę się już spać. Pogadamy jutro.
-To może ty idź się pierwsza wykąpać, ja poczekam.
-Okay.- wzięłam swoje ulubione piżamy czyli bluzkę w paski Jamesa, świeżą bieliznę i szlafrok i Poszłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic bo nie miałam najmniejszej ochoty na długie przesiadywanie w wannie czy coś takiego. Rozłożyłam kanapę, w której wnętrzu była pościel w pandy.
Uśmiechnęłam się pod nosem i układając się wygodnie na łóżku zgasiłam lampke i wtuliłam się w moją pandę-poduszkę.

----------------------------------------

Witajcie.

Przepraszam za tak długą nieobecność, ale do końca tego roku chcę skończyć tego drugiego bloga i muszę nieźle spinać tyłek.

Do końca tego roku już prawdopodobnie żaden rozdział się nie pojawi.

Kocham <3
Karlee.

poniedziałek, 26 listopada 2012

... cz. III

To już na szczęście ostatnia cz. Liebster Award.
Odpowiadam na pytania Darcy Roberts 

1. Twój ulubiony kolor ?

Zielony, czerwony, niebieski.
 
2. Gdybyś miała zmienić świat, jak byś go zmieniła ?

 



Na pewno zmieniłabym to, żeby chłopcy odpisywali swoim fankom. Oczywiście nie sugeruję, że nie odpisują, ale gdyby odpisywali w większej ilości fankom. Po drugie, chciałabym żeby w Polsce były koncerty wykonawców typu One Direction, Ed Sheeran, Justin Bieber, Linkin Park i wielu innych ludzi. Po trzecie chciałabym żeby było równouprawnienie, a ludzie mogli spełniać swoje marzenia.
 
3. Jaki jest twój nawyk, twoja codzienna rutyna ? 

 

Codziennie gdy się obudzę, pierwszą rzeczą jaką robię to wejście na twittera :D
 
4. Jeśli byłabyś którymś chłopakiem z One Direction, to którym ?

 

Niall'em <3 
 
5. Jakiej cechy nie lubisz u siebie najbardziej, a jaką uwielbiasz ? 

 


Lubię to, że nie zależnie od okoliczności potrafię ludziom powiedzieć to co myślę, oczywiście jeśli mnie zdenerwują lub jest taka konieczność, a ta której nie lubie to właśnie ta że czasami jestem 'zbyt szczera'.
 
6. Jakie jest twoje motto życiowe ?

 
Because tomorrow is too late..

7. Jakie masz plany na życie ?
 
Chcę zamieszkać w Londynie, ale co ja będę w życiu robiła.. to jest właśnie dobre pytanie :)
 
8. Jakiego typu muzyki słuchasz ?

 
Hip-hop/ rap, pop, niektóre piosenki klasyfikują się do dance, pop/rock, a nawet alternative.
 
9. Co robisz w wolnym dla ciebie czasie ?

 

Hmm.. czytam blogi, śpię, buszuję po internecie i wkurzam ludzi :D
 
10. Co sprawiłoby ci największy ból ?

 
Nie pamiętam teraz. 

11. Opisz siebie w 3 słowach.



Ja.. hmm.. szalona, uparta, leniwa :D



Moje pytania:
1. Wierzysz w istnienie Larrego?
2. Wierzysz w przyjaźń damsko-męską?
3. Grasz na jakimś instrumencie?
4. Jak długo jesteś Directionerką?
5. Z czym ci się kojarzy:
-Zayn:
-Niall:
-Liam:
-Harry:
-Louis:
6. Słuchasz Ed'a Sheeran'a?
Jeśli tak, jaka jest twoja ulubiona piosenka?
7. Imię twojej BFF (jeśli masz) ?
8. Twoja największa wtopa? ;D
9.Jesteś bardziej optymistką czy pesymistką?
10. Twój ulubiony blog?
11.Moment wyrwany z twojego życia, którego nigdy nie zapomnisz?

Blogi które nominuję:
1.http://did-you-see-love.blogspot.com/
2.http://thereason-forthatsmile.blogspot.com/
3.http://1d-love-harry-and-liam-love.blogspot.com/
4.http://smak-francuskiej-milosci.blogspot.com/
5.http://imnotscaredbecauseimstrong.blogspot.com/
6.http://party-hard-1d.blogspot.com/
7.http://your-life-your-voice.blogspot.com/
8.http://my-little-crazy-world-by-blue-rose.blogspot.com/
9.http://up-all-night-one-direction-love.blogspot.com/
10.http://n-o-w-e-z-y-c-i-e.blogspot.com/
11. http://one-direction-blog-mrs-styles.blogspot.com/

__________________________________________

To już chyba wszystko :D

Kocham <3
Karlee.

sobota, 24 listopada 2012

.. cz. II

Więc kontynuacja:

Liebster Award

Będę odpowiadać na pytania  Annie

1.Wasze największe marzenie?

Uhh..  długo by tu wymieniać kiedyś marzyłam żeby zostać dentystką. Tak, tak wiem byłam głupia :) Ale to było i minęło. Teraz marzę żeby się nauczyć grać na gitarze: dobrze że  chociaż gitarę mam :D no i jeszcze, ale tak najbardziej najbardziej to bym chciała spotkać 1D.

2.Od ilu lat jesteście Directioners?

Nie znam dokładnej daty ale teraz  w listopadzie będzie jakoś rok.

3.Ulubiony warzywo/owoc?
Warzywo oczywiście że marchewki , a owoców to dużo lubię ;D

4.Jaki macie charakter?

Na temat mojego charakteru można dużo by gadać. Irytuje mnie poniżenie innych. Nie umiem bezczynnie stać i patrzeć jak ktoś robi z kogoś pośmiewisko.
Jestem dziewczyną która uparcie stawia na swoim i patrzeć nie pozwolę sobie żeby ktoś sobie ze mnie kpił, żartował lub różne takie. Jestem do wielu rzeczy zdolna, bez względu na okoliczności potrafię uderzyć chłopaka, bo to oni są najczęściej powodem mojego stresu. Na ogół w szkole jestem 'grzeczna' ale jak twierdzi moja BFF mam zmiany nastrojów co jest prawdą. Na jednej przerwie jestem szczęśliwa i uśmiechnięta a na następnej osiągam maksymalny poziom irytacji. A żeby mnie zdenerwować nie trzeba wiele. Tak po za tym na co dzień jestem uśmiechnięta,lubię się dużo śmiać  i mam trochę 'zrytą banie' :)

5.Wasza ulubiona piosenka 1D?

Kocham wszystkie piosenki chłopców, ale 'Moments ' i 'Little Things' zawsze będą uważane przeze mnie jako te najpiękniejsze.

6.Najodważniejsza rzecz jaką zrobiłyście?

To chyba będzie.. jak w wakacje w tamtym roku byłam u BFF i zaczęłyśmy sobie jeździć rowerami. Zatrzymałyśmy się na moście i potem mimo że się cholernie bałam stanęłam na balustradzie tego mostu. Tego  chyba Nigdy nie zapomnę ;D

7.W jakim kraju oprócz UK chciałybyście mieszkać?

Chyba w Paryżu, New York'u albo Irlandii.

8. Ile czasu spędzacie rano przed lustrem?

Minuta, maksymalnie dwie.

9. Macie jakieś zwierzątka domowe/ miałyście?

Nie.

10. Jaki jest wasz ulubiony kolor?

Zielony, czerwony i niebieski.

11. Farbowałyście kiedyś włosy?

Never.

Zaneta :) 

 1.Jakbyś miała się spotkać z jednym z członków zespołu, kto by to był?



Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Kocham ich jednakowo wszystkich.

2.Jak poznałaś 1D?

Dzięki mojej BFF. Gdyby nie ona dziś na pewno nie byłabym Directionerką.

3.Kiedy stałaś się Directioners?

Nie znam konkretnej daty, ale to było jakoś rok temu w listopadzie.

4.Czego zazdrościsz Liamowi Harryemu Niallowi Zaynowi i Louisowi?



Liamowi -> tego opanowania i rozsądku. Oczywiście nie zapominając o talencie.
Harryemu -> oczywiście dołeczków na policzkach i loczków. Zawsze chciałam mieć loczki :D
No i tego głosu. Lubię tą jego chrypkę :p
Niallowi -> tych zajebistych oczu i tego że jest taki słodki. Ma taki cudowny głos.
Zayn -> telent. Mistrz ciętej riposty ^^
Louis -> tego poczucia humoru. Bym ich określiła że Niall to ten od pocieszania i przytulania, a Louis to ten od żartowania i rozweselania. No i oczywiście głos <3

5.Masz płytę?

Oczywiście. Mam obie :D

6.Co cię zainspirowało, żeby założyć bloga i pisać o nich opowiadanie?



Chyba moja własna głupota. Nie no tak na poważnie to zainspirował mnie blog Majki :)

7.Jak twoi znajomi reagują na to że jesteś Directioners?


Chyba już do tego przywyknęli i to zaakceptowali xd.

8.Jaka jest twoja ulubiona piosenka z nowej i starej płyty?

UAL -> 'Moments'
TMH -> 'Little Things'

9.Uważasz, żę chłopaki się zmienili przez sławe?


Nie. Moim zdaniem są nadal tymi samymi chłopakami. I wydaje mi się że się starają, aż taki nie gwiazdożyć, jak inne pozostałe gwiazdy. W każdym razie cieszę się że są tacy a nie inni. Nie zamieniła bym ich na nikogo innego <3

10. Za co ich kochasz? (Jeżeli kochasz :D)


Za wszystko. Za głos, talent, wygląd i to w jaki sposób traktują swoich fanów. Przynajmniej nas nie olewają jak niektóre gwiazdy.
I po prostu za to że są.

11.Myślisz, że jak długo One Direction będą razem?


Nie wiem, ale mam nadzieję że jak najdłużej. Moja wyobraźnia jest taka, że będą śpiewać dopóki zdrowie im na to pozwoli i będą się przyjaźnić dopóki śmierć ich nie rozłączy.

____________________________________________

Więc odpowiedziałam na kolejne dwie nominacje i została mi jeszcze jedna, ale na nią już odpowiem jutro, chociaż mogłabym dzisiaj, ale nie mam ułożonych pytań do blogów które ja będę nominować, ani nie mam jeszcze tych 11 blogów które chce nominować.
Więc do jutra :D

Kocha <3
Karlee.

Szlachta nie kradnie- szlachta pożycza bez pytania - #9

WTF? Listonosz..? No a kogo mogłam się spodziewać?  List od dyrektora szkoły. Nie musiałam go otwierać- wiedziałam co w nim jest. Rzuciłam go na stół w kuchni. Nalałam sobie soku i poszłam do swojego pokoju.
Włączyłam laptopa i zasiadłam do Twittera. Czy to przypadek że nagle dodało mnie do obserwowanych tyle osób?
A najciekawszą osobą był sam Harry. 8 milionów obserwujących. Dość długo wahałam się czy go zacząć obserwować,ale jednak zrobiłam 'follow back'. Nie chciał mi się siedzieć dłużej, czułam zmęczenie. Nie miałam zamiaru spac na tym łóżku.. nadal było odrażające. Zeszłam na dół do salonu i położyłam się kanapie i zasnęłam.

Obudziło mnie czyjeś pukanie po plecach.
-O mama.
-Cześć. Możesz mi wytłumaczyć co to jest?
-Yyy.. wygląda mi to na list ale zawsze może być to telegram albo e-mail.
-Janette! Wywali cię ze szkoły a ty mi to spokojnie opowiadasz.?
-Nie drżyj się na mnie.
-Jak mam na ciebie nie krzyczeć? Dla mnie to jest nie do pojęcia.
-Ważne że dla mnie jest.
-Janette mam dosyć. Wyprowadzasz się stąd. Mam już dosyć twoich głupich gierek że ktoś cię zgwałcił. Naprawdę aż tak bardzo ci się nudziło?
-Nie kłamałam 
-Oczywiście. Święta Janette. Teraz to wydalenie ze szkoły. I co ty chcesz teraz robić?
-Nic.
-To będziesz sobie musiała od dzisiaj sama zapracować na mieszkanie i jedzenie. Nie odpowiadał ci dobrobyt  jaki ci z ojcem dawaliśmy to pakujesz swoje manatki i się stąd wyprowadzasz.
-Na prawdę tego chcesz?
-Tak. Nie jesteś mi potrzebna do szczęścia.
-A podobno mnie kochasz.
-Jasne że cię kocham, ale w tym momencie życia jesteś dzieckiem które sprawia problemy nie tylko mi. Dziewczyno niszczysz sobie życie.
-Co ty mi próbujesz pokazać?
-Próbuje ci pokazać jak to jest samemu zarabiać na własne utrzymanie.
-Nie próbujesz mi udowodnić że sama sobie nie poradzę.
-Wyprowadza się i ja nie chcę cię nigdy więcej widzieć, po prostu wyprowadzasz się stąd raz na zawsze. I nie wracaj tu.
-Jak sobie życzysz - wkurzona odwróciłam się i poszłam do siebie.
-Janette! - wydarła się matka.
-Czego?
-Wychodzę i jak wrócę za 4 godziny ma cię tu nie być.
-Jeb się. - usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami.
-Ja pierdole. Co ja teraz zrobię? Dobra..ogar. Najpierw się muszę spakować. Zaczęłam wyciągać walizki i wrzucać ubrania jak lecą. Nie składałam ich tylko wrzucałam jak lecą.
Po godzinnym pakowaniu miałam już wszystko zaplanowane a walizki ustawione pod drzwiami.  Po raz kolejny tego dnia usłyszałam dzwonek do drzwi.
-O Christian. Wejdź. Rozgość się ja nie mam dla ciebie czasu. -Czemu?
Oo..ktoś się wyprowadza albo wprowadza bo na wyjazd na wakacje to mi nie wygląda.
-Dzięki.
Ja się wyprowadzam.
-Yyy.. ty?
-no. Twoja kobieta wyrzuciła mnie z domu. - mówiłam ze spokojem
-Elizabeth? Chyba sobie żartujesz?
-A wyglądam jakbym żartowała?
-No chyba nie.
-Co masz zamiar zrobić.
-A po co ci to wiedzieć? Przecież ty jesteś za moją matką.
-A kto tak powiedział? Nie preferuje wyrzucania dzieci z domu.
-Czyli co? Pomożesz mi? - uśmiechnęłam się delikatnie.
-No raczej.- uśmiechnął się.-jaki masz plan?
-Mam jeszcze 3 godziny. Chce poszukać mieszkania.  Jeżeli matka zostawiła swoją torebkę zrobię jej niespodziankę i...
-..wykorzystasz jej kartę kredytową?
-Jaki ty mądry.- zaśmiałam się.
-Dawaj mi laptopa, zaraz będziemy szukać.
-Mam tylko jednego.
-A twojej matki?
-Hasło.
-Ja znam.
-To bierz jest na stole w kuchni.
-Okay.
*
-Nie mam siły. Takim tempie to my nigdy nic nie znajdziemy..
-Janette.. wiesz dobrze że obdzwoniliśmy już że 30 ludzi. W końcu w kilka minut nie znajdziesz mieszkania.
-Tak, racja. Przepraszam.
-Jest Okay, uwierz w siebie.
-Wiesz plany są planami, ale świadomość że mogę zostać bez mieszkania.
-Nie moja wina że...on..wtedy..Tak cholernie mi przykro, że mama mi nie wierzy. W sumie nue wiem czy powinnam ją jeszcze nazywać swoją matką skoro mnie wyrzuciła. Myślałam że jestem silna, że potrafię..
-Ej mała nie płacz..ludzie.. po prostu twoja matka.. eh.. to nie ma sensu.
-Christian?
-Hmm.?
-Czemu mi pomagasz?
-Bo cię lubię..-delikatnie się uśmiechnął- rozumiem twoją sytuację. Sam nie miałem rodziców, musiałem sobie sam radzić.
-Czemu?
-Opowiem ci potem musimy szukać mieszkania.
-Przepraszam..
-Nie masz za co..
Mam..małe mieszkanko. Średniej wielkości kuchnia, łazienka i dwa pokoiki. Jeden dwuosobowy większy i jeden jednoosobowy taki mniejszy.
-Gdzie?
-Praktycznie w centrum Londynu. Nie jest drogie, ale śliczne.
-Dzwonimy.
*
Dzięki Bogu mieszkanko nie miało wielu kupców. Udało nam się załatwić podpisanie umowy jeszcze dziś wieczorem. Z pomocą Christiana wypłaciłam pieniądze z konta matki, a jej kartę pozostawiłam w jej torebce.
-Janette bierzesz coś jeszcze?
-Tak.. połowę kuchni..
-Eee...że jedzenie?
-No..
Mogę cię o coś prosić?
-Jasne..weź te wszystkie kartony i spakuj resztę co została w moim pokoju.
-Okay.- Zostało jeszcze pół godziny do powrotu matki. Zapakowaliśmy wszystkie moje rzeczy do samochodu Christiana.
-To jedziemy?
-Yyy..nie. Poczekaj chwilę na mnie.
-Ej gdzie idziesz?
-No poczekaj na mnie. - wyszłam w samochodu i szybko wbiegłam do domu. Weszłam do 'gabinetu' ojca.
Otworzyłam małą szafeczkę pod biurkiem. Tam były dwie szuflady i półeczka. Wyjęłam spod małego wazonika na kominku kluczyki i otworzyłam jedną z szuflad. Wtedy do pokoju wszedł Christian. Wysuszyłam się bo już o myślałam że to ojciec.
-Nie strasz mnie.
-co ty robisz?
-pożyczam pieniądze.
-pożyczasz?
-Ehem.
-Chyba kradniesz.
-Szlachta nie kradnie. Szlachta pożycza bez pytania.
Już- wzięłam dwa ruloniki pieniędzy i zamknęłam szafkę  odkładając kluczyk na swoje miejsce.
-Możemy jechać- rzuciłam kiedy wsiadłam do samochodu.

Pojechaliśmy pod wskazany adres. Właściciel był bardzo miły. Podpisaliśmy umowę na pół roku. Nie chciałam jak na razie więcej. Przecież zawsze mogłoby mi się tu nie spodobać albo co kolwiek innego by mi odpowiadało. W końcu wszystko zawsze się może zmienić. Mieszkanie nie było zbyt wyposażone ale dało się w nim mieszkać. Kuchnia i łazienka miały pełne wyposażenie, natomiast w pokojach znajdowały się tylko łóżka i jakieś krzesło albo fotel. Mimo wszystko i tak byłam zadowolona bo miałam wszystko co potrzebowałam. Noo.. może nie wszystko ale przynajmniej miałam gdzie mieszkać. To chyba na prawdę jakiś prawdziwy cud że nam się udało w tak krótkim czasie znaleźć mieszkanie. Bóg mnie kocha.
-Wiesz.. to może ja już pójdę..-skinęłam potwierdzająco głową.-gdyby coś to wiesz...Cześć.
-Christian..
-Hmm?
-Mimo wszystko nie rozumiem dlaczego mi pomagałeś. Wydaje mi się, że powinieneś stać po stronie mojej matki, w  końcu to ona jest twoją kobietą, tym czasem mi pomogłeś. Dziękuje..
-Zawsze do usług..
-Zadzwoń do mnie jutro koło południa ok?
-Dobrze. - Kiedy Christian wyszedł postanowiłam trochę rozejrzeć się po mojej kuchni.W lodówce był tylko sok pomarańczowy, a na miseczce na stole stały jabłka. No sory, ale tym nie idzie się najeść- przynajmniej w moim przypadku. Ubrałam mój płaszczyk, szal i buty i wyszłam z mieszkania, kierując się w stronę najbliższego sklepu.

______________________________________________________________________
Cześć wszystkim!
 Wiem że rozdział trochę nudny, w sumie to mi się nawet nie podoba no ale cóż..
Pewnie nie spodziewaliście się takiego przebiegu wydarzeń? :D Ale uprzedzam, że to się dopiero rozkręca ^^

Ogółem to dawno nie pisałam, ale te nominacje i wgl.
Za chwilę, odpowiem na pozostałe pytania, a zostały mi jeszcze 3 nominacje .

Kocham <3
Karlee.

czwartek, 22 listopada 2012

... cz. I

Liebster Award

Witajcie! 

Chyba nie muszę nic więcej pisać i tłumaczyć o co w tym chodzi. Z jednej strony dziękuje wam za nominację, ale nie uważam, że moje blogi zasługują na to. 

 

Otrzymałam, aż 3 nominacje, szczerze mówiąc nie wiem z jakiej to okazji ale dla was to być może powód do szczęścia, z mojej perspektywy to męczenie ludzi. Tak, tak wiem że pomyślicie, że to co ja pisze jest dziwne, bo dla was to powód do szczęścia, no ale ja zawsze miałam zjechaną banie xd. ( to wam najlepiej wytłumaczy ---> ona

 

Zacznę od odpowiedzenia na pytania:

 

Majka

 

1. Jak długo blogujesz?

 

Więc na bloggerze jestem teoretycznie od marca tego roku, ale mój pierwszy blog nie okazał się porażką tylko totalną katastrofą w wyniku czego usunęłam go i nie żałuję tej decyzji.

 

2. Co cię inspiruje?

 

Inspiruje mnie muzyka, ty i inne blogi.                                                                         Jeżeli chodzi o Ciebie: jeżeli zauważałaś niektóre moje pomysły są podobne do twoich. Nie wiem z jak to się dzieję, ale mam nadzieję, że nie ukradałam jeszcze nigdy twojego pomysłu. Po drugie to ty czasami pomagałaś mi wymyślić jakiś fragment rozdziału bo mi brakowało pomysłów. Za co dziękuje.                                                  W odniesieniu do blogów: To one właśnie czasami dają mi natchnienie na pisania. Kilka albo kilkanaście razy zdażało mi się że czytając  bloga nachodziła mnie chęc napisania rozdziału.

 

A jeśli chodzi o inspiracje z poza mojej "twórczości" to nie mam jakiejś szczególnej inspiracji. Czasami potrafię się wzorować na fragmencie przeczytanej książki, bloga albo słów różnych ludzi, aczkolwiek to nie wpływa na mnie jakoś szczególnie. 

 

3.Czy ktoś wie o twoich blogach?

 

Tak, wie kilka osób, lecz tylko dwie osoby z mojego otoczenia mają do nich linka. 

 

4. Czy jest osoba, która wspiera cię w twojej twórczości?

 

Nie wiem czy to co piszę da się nazwać "twórczością" , ale najbardziej to chyba ty mnie wspierasz. 

 

Na myśl od razu mi się nasuwa jak czasami siedząc w jacuzzi gadamy o blogach xd.

 

5. Ulubiony wykonawca?

 

No oczywiście że One Direction, chodź w moim telefonie jest również album pod nazwą 'Ed Sheeran', 'Pezet' czy 'The Fray'.

 

6. Ulubiona piosenka/i?

 

Nie mam ulubionej piosenki, aczkolwiek chyba najczęściej słucham 'Moments' i 'Little Things'

 

7. Ulubiona książka/i?

 

Oczywiście, że są to 'Numery' Rachel Ward, ale ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad przeczytaniem 'Harry'ego Pottera' :D

 

8. Jak definiujesz słowo miłość?

 

Kiedy widzę na tt czy fb jak ludzie piszą o 'miłości' to 'rzygam tęczą'. Po prostu nie wierzę w miłość.

 

9. Co sądzisz na temat samobójstw?

 

Ehh.. dosyć trudny temat. Targnięcie się na własne życie według mnie jest oznaką poddania się.  Jeżeli ktoś popełnia samobójstwo lub przymierza się do tego to znaczy że nie może poradzić sobie z własnymi problemami. Ale mimo tego ludzie i tak popełniają samobójstwa i będą to robić bez względu na okoliczności. 

 

10. Kto jest dla Ciebie najważniejszą osobom na świecie?

 

Mimo, iż jestem Directionerką, a moja mama twierdzi że razem z tobą zwariowałyśmy na ich punkcie nie powiem że One Direction jest dla mnie najważniejsze. W końcu nie dzięki nim jestem i żyję. Najważniejsi na  pewno będą dla mnie rodzice, rodzeństwo i ta najbliższa rodzina do 3 pokoleń, ale wiele znaczysz dla mnie ty. To że Cię mam i bez względu na wszystko zawsze przy mnie jesteś. Więc mimo że nie jestem z tobą spokrewniona w żaden sposób zaliczasz się do mojej rodziny i do tych najważniejszych osób <3

 

11. Twoje przezwisko/ pseudonim?

 

Jakiegoś szczególnego przezwiska ale pseudonimu nie mam, sama wiesz o tym najlepiej, ale pamiętam jak jeszcze nie tak dawno wołałaś na mnie ' babolu' :p Teraz Maciusiałkę woła na mnie Aniula xd. 

 

Przepraszam was ale na pozostałe dwie nominacje odpiszę jutro lub pojutrze, napiszę pytania i przede wszystkim wypiszę to 11 osób, które nominuje, bo dzisiaj muszę 'odrobić lekcje' xd., ale chciałam wam powiedzieć, że jeśli znacie jakieś blogi warte uwagi napiszcie mi w komentarzu. Z chęcią je przeczytam i podam w nominowanych, bo jak na razie mam tylko 3 blogi które mogłabym nominować. 

 

Karlee <3

 

 

sobota, 10 listopada 2012

Zaawansowany poziom snu- #8

Kiedy poczułam coś miękkiego, wilgotnego ale coś zajebistego to było wręcz słodkie, nie widziałam co się dzieje.
Podniosłam delikatnie jedną powiekę i zobaczyłam..
Bicz! Całowałam się z Jamesem. Nie widziałam co ja robię wgl. z nim w jednym łóżku, przecież miałam być u siebie w domu.
Chłopak tak się wczuł, że złapał mnie za policzki jakby się bał że zaraz mu się wyrwę. Po chwili poczułam jak subtelnie wsunął język do mojej buzi. To było takie cudowne uczucie. Językiem wyczułam jego aparat na zębach. Językiem jeździł po moim podniebieniu, a po jego spodniej części języka.  Przypomniał mi się mój sen. Śniło mi się że.. Omg! Śniło mi się że się całowałam z Jamesem. Czyli to nie sen! Wyciągnęłam język z jego buzi i przerwałam pocałunek.
-Przepraszam-  wyszeptał
-Gdzie ja jestem?
-u mnie w domu.
-Ale miałam być u siebie.
-zasnęłaś w taksówce, próbowałem dopytać Harrego gdzie mieszkasz, ale nie mogłem się z nim dogadać, więc zabrałem cię do siebie.
-Dziękuje, a dlaczego my razem śpimy.?
-Położyłem cię w pokoju na przeciwko mojego, ale ty w nocy lunatykowałaś i przyszłaś do mnie. Czytałem kiedyś że lunatyków nie wolno budzić. Położyłaś się na łóżku i Przykryłaś kołdrą, potem się do mnie przytuliłaś i na tym się skończyło twoje lunatykowanie. Potem tak gdzieś z 15 minut temu jak spałem obudziłaś mnie bo zaczęłaś mnie całować. No i tak to się trochę rozkręciło.
-Przepraszam.
-Nic się nie stajni Było mi bardzo miło. - wtuliłam się z niego i poszłam dalej spać. Lecz to było tylko pojęcie względne. Mimo iż oczy miałam zamknięte nie spałam. Po pół godziny gdy James zasnął wstałam po cichu, dopiero teraz zobaczyłam  że jestem w samej bieliźnie. Po cichu wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi i Weszłam do pokoju na przeciwko. Tam były moje ubrania. Ubrałam się- zostawiam swoją bluzkę, a otworzyłam szafę i Wyciągnęłam jakąś granatową w białe paski i z długim rękawem, bo jak przypuszczam na dworze może być jeszcze zimno. Szybko, rozczesałam włosy i przemyłam zmęczoną twarz. Zeszłam na dół i odszukałam kuchni. Wszystkie drzwi za sobą zamykałam żeby nie słyszeli jak robię śniadanie. Jak najciszej zrobiłam masę do naleśników i zaczęłam je smażyć. Chyba mój plan się powiódł, bo żaden z nich nie wstał. Wyciągnęłam z lodówki dżemy i czekoladę i przeszłam do konsumowania. Mój żołądek ograniczył jedzenie do jednego naleśnika z czekoladą i szklanką soku pomarańczowego. Przykryłam naleśniki drugim talerzem i wyszłam z domu. Skierowałam się do sklepu oddalonego o 200 m po bułki. Nie widziałam z czym oni jedzą kanapki więc zrobiłam je z serem, czekoladą i wędliną. Postawiłam im dwa talerze, sztućce i kubki. Jednym słowem śniadanie gotowe. Udałam się do salonu, gdzie na stole leżał jakiś zeszyt i długopis. Wzięłam go i poszłam do kuchni. Usiadłam przy bufecie i Otworzylam zeszyt. zaraz na początku zobaczyłam zdjęcie Jamesa i Harrego. Uśmiechnęłam się mimowolnie i wyrwałam jedną kartkę.
'Jeśli to czytacie to znaczy że nie ma mnie już u was w domu.
Przepraszam że wam grzebałam w szafkach, ale efekty właśnie stoją przed wami. Mam nadzieję że wam będzie smakowało.
Prawdopodobnie już się nigdy nie spotkamy.
Mam nadzieję że nie będziecie źli jak wezmę sobie na pamiątkę wasze zdjęcie?

P.S Przepraszam za dzisiaj rano, mam nadzieję że szybko o tym zapomnisz. Wiedz że nie zrobiłam tego specjalnie i dziękuje za wszystko.
Janette .

 Schowałam ich zdjęcie do kieszeni, założyłam buty i po cichu wyszłam. Było dosyć wcześnie, świeże powietrze drażniło moje nozdrza. Wyciągnęłam telefon i przeczytałam ostatnie wiadomości od ojca do mnie czyli do Perrie. W końcu coś z tym muszę zrobić. Nadszedł czas żeby mu się odwdzięczyć.
Napisałam wiadomość do ojca:
'Przykro mi ale z nami koniec, znalazłam sobie kogoś innego i chyba się zakochałam. Zdradziłam cię już nie raz i teraz dopiero czuję że to chyba Ta jedna, prawdziwa miłość na całe życie. Nie dzwoń do mnie, ani nie pisz. Przepraszam i żegnam. Perrie.' i wysłałam. Niech teraz on cierpi, niech zobaczy jak to zajebiście boli.
-Teraz trzeba coś napisać Perrie- rzuciłam sama do siebie.
'Witaj Perrie ! Bardzo tęsknię za tobą, ty się do mnie nie odzywasz i nie wiem kiedy wrócisz i czy mnie tam nie zdradzisz więc aby oszczędzić sobie bólu i cierpienia zrywam z tobą. Nie ma już nas. Nie pisz i nie dzwoń do mnie. Żegnaj.'
Mam nadzieję że to wystarczy. Ta Perrie z Little Mix. Bicz. Jak ja jej nie lubiłam, a teraz nie lubię jej jeszcze bardziej.
Kiedy doszłam do domu, garaż był jak zwykle nie zamknięty przez moją niechlujną matkę, ale i tak jak zwykle zresztą go nie zamknę. Nie miałam kluczy od domu, więc kiedy zauważyłam że rodzice mi ich nie zostawili, dziękowałam Bogu że jednak ten garaż jest otwarty. Przez garaż dostałam się do przedpokoju, potem do salonu i dopiero teraz mogłam swobodnie iść do góry.
Z trudem patrzyłam na to łóżko.Nie wie, muszę kupić, nowe albo co. Nie chcę na nie patrzeć, ani pamiętać czego kolwiek.
Wzięłam czystą bieliznę i ubrania i poszłam do łazienki.
Stanęłam przed lustrem i popatrzyłam na moją sylwetkę.
-Ja.. Buzka Jamesa..- przejechałam po niej opuszkami palców.
Wzięłam szybki prysznic i  ponownie założyłam jego bluzkę.
Założyłam do niej czerwone rurki, nie wiem czemu ale Fajnie to wyglądało. Jakbym już kiedyś widziała kogoś tak ubranego.
Zeszłam na dół zrobić sobie Coś do picia, ale usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam...


_______________________________________________
Cze wszystkim :p
 Przepraszam za 11 dni mojej nieobecności, nie miałam zbytnio czasu pisać.
Podejrzewam, że jest tam trochę błędów, więc za to też przepraszam. Nie zwracajcie na nie uwagai.


I co do tego ostatniego zdania: nie wyobrażajcie sobie za dużo xd


Kocham <3
Karlee.